Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
607
BLOG

Kobiety − modliszki, mężczyźni – samce czarnej wdowy

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Kobiety w dobrej wierze oczekują od mężczyzn takiego stylu działania, który uznają za najlepszy. A jednak wydaje się, że w tej postawie kryje się pewnego rodzaju poczucie wyższości.

Zapomniane, czy nawet świadomie niwelowane różnice antropologiczne między mężczyzną a kobietą, a tym samym również między ojcem a matką, uderzają dziś w płeć słabszą, przy czym za taką uznać należy, wbrew obiegowym opiniom, płeć męską. Przynajmniej jeśli chodzi o to, co dotyczy prowadzenia domu czy spraw rodzinnych. Zwykła obserwacja dostarcza aż nadto dowodów na to, że kobiety łatwiej radzą sobie z codziennymi obowiązkami tego rodzaju. I choć nie należy zbyt szybko usprawiedliwiać męskiego wycofywania się ku innym, pozadomowym zajęciom, to przecież uczciwie trzeba przyznać, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest męska nieporadność w sprawach domowych.
 
Natura kobiety nie znosi próżni – można by rzec, trawestując znane powiedzenie. A im bardziej wycofany mężczyzna, tym bardziej aktywna kobieta. Im większe poczucie niższości tatusia w stosunku do mamusinej wrażliwości wychowawczej, tym mniejsze zahamowania mamusi w stosunku do wychowywania tatusia. I koło się zamyka, i koło się kręci...
 
Mniej lub bardziej uświadomione oczekiwania, że tatuś będzie radził sobie tak doskonale jak mamusia, że skoro mamusia może zajmować się tym i tamtym, to i tatuś poradzi sobie z tym i tamtym, są w gruncie rzeczy oczekiwaniem, że tatuś stanie się drugą mamusią. Otóż − nie stanie się, nawet jeśli to i owo wykona niewiele gorzej od mamusi.
 
Bo do tego i owego – jeśli pamiętać o uwarunkowaniach antropologicznych, tj. różnicach między płciami – bliżej jednak mamusi niż tatusiowi. Jedynym rozwiązaniem byłoby pozwolić tatusiowi być tatusiem i wypełniać tę rolę w taki sposób, jaki podpowie mu „instynkt ojcowski” (a co, nie ma takiego?). W przeciwnym razie nie należy się dziwić jego dezercji z pola walki, gdzie jest bombardowany mamusinym sposobem wychowywania.
Oczywiście zakładam, że kobiety w dobrej wierze oczekują od mężczyzn takiego stylu działania, który uznają za najlepszy. Niemniej wydaje się, że w tej postawie kryje się pewnego rodzaju − raczej nieuświadomione, ale jednak – poczucie wyższości kobiecej wrażliwości wychowawczej nad męską.
 
Nieraz dochodzi do takiej patologii, że pełna szlachetnych intencji mamusia tak dominuje w domu nad tatusiem, że ten staje się właściwie niepotrzebny. Ale dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Tak postępujące kobiety przypominają modliszki, które odnóżami złożonymi jak do modlitwy chwytają męską ofiarę, aby następnie ją zjeść. Najgorsze jest to, że nierzadko wycofanie się z życia rodzinnego jest tatusiowi na rękę. Pozostając przy ryzykownych metaforach przyrodniczych, można by stwierdzić, że symbolem wielu wycofanych mężczyzn byłby samiec australijskiej czarnej wdowy. Ten jadowity pająk w zamian za dłuższą kopulację daje się samicy zjadać. Tak właśnie niektórzy mężczyźni za „święty spokój” czy innego rodzaju korzyści płynące z ukontentowanej jego niemęskim zachowaniem kobiety zrzekają się roli tatusia.
 
I koło się zamyka, i koło się kręci... Przez czas jakiś. Bo w gruncie rzeczy wszystko to obraca się nie tylko przeciw mężowi, ale także przeciwko jego żonie. Cierpi więc małżeństwo, a z nim i dzieci, które jadą na tym samym wózku. Wózku, którym kieruje mamusia.
 
Tekst pochodzi z książki: Tata strongman
 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości