399 obserwujących
2903 notki
12306k odsłon
  1193   0

Kim naprawdę był Kuba Rozpruwacz

Myślę, że okoliczności polityczne i pora są w sam raz po temu, by o Kubusiu poczytać.

Był pierwszym zidentyfikowanym seryjnym mordercą współczesności. Zidentyfikowanym poprzez jednolitą metodę, którą się posługiwał, a nie zidentyfikowany z imienia i nazwiska. Przypisywano mu 14 ofiar, choć najpewniej zabił zaledwie 5. Kuba Rozpruwacz – ponura legenda wiktoriańskiego Londynu.
 
„…te kobiety, to męty…” Napisała jedna z gazet po znalezieniu drugiej ofiary człowieka nazwanego przez prasę Kubą Rozpruwaczem. Kobieta nazywała się Mary Anne Nichols i była znana jako „Polly”. Jej ojciec miał warsztat ślusarski w East End. Zwłoki dziewczyny odnaleźli dwaj mężczyźni – Charles Cross i Robert Paul o 3.45 nad ranem 30 sierpnia 1888 roku. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził, że gardło kobiety zostało przecięte aż do kręgosłupa, co spowodowało natychmiastowy zgon. Na ciele ofiary stwierdzono również ślady cięć skierowanych ku dołowi, mogło to oznaczać, że morderca był leworęczny. Mary Anne miał ponadto wybite zęby i posiniaczoną twarz. Tak, jak już mówiliśmy, była to druga ofiara Kuby, choć wielu badaczy zajmujących się tą historią stawia tezę, że to właśnie Mary Anne rozpoczęła tragiczną serię morderstw ciągnącą się od lata do późnej jesieni 1888 roku.
Znalezione wcześniej – 7 sierpnia 1888 roku ciało Marthy Tabram, 39 letniej pijaczki dorabiającej sobie prostytucją – nie wszyscy dołączają do rejestru Kuby. Kobieta została zabita scyzorykiem, a nie „nożem o długim ostrzu”, przed śmiercią piła z dwoma żołnierzami z pułku grenadierów Coldstream. Z jednym z nich „poszła na stronę”. Dwie godziny potem znaleziono ją martwą. Jedna z przyjaciółek Marthy podczas wizji lokalnej rozpoznała żołnierzy, ale potem z niewyjaśnionych przyczyn odwołała zeznania.
Kolejną ofiara była Annie Chapman. Kobieta zajmowała się domokrążnym handlem ubraniami, swój lichy budżet reperowała czasem sprzedając się przypadkowym klientom. Była ciężko chora na gruźlicę, a w nocy 8 września wyrzucono ją z noclegowni, gdzie zawsze spała. Annie ruszyła więc w noc, szukając jakiegoś miejsca do spania. O 6 rano jej ciało odnalazł wyruszający właśnie do pracy John Davies, leżało oddalone o zaledwie ćwierć mili od noclegowni. Ciało Annie zostało po śmierci okaleczone, odcięto jej palce i wyjęto narządy z jamy brzusznej z prawdziwie rzeźniczą wprawą. Obok zwłok leżały dwie pięciopensowe monety.
Prasa od razu rozbudowała obydwa wątki. Kuba jest chirurgiem – pisały popołudniówki. Jest chirurgiem i dokonuje morderstw rytualnych – dodawano od razu, próbując wytłumaczyć jakoś obecność dwóch pięciopensówek, które przecież nie mogły leżeć przy zwłokach tak po prostu, musiały „coś znaczyć”.
W nocy 30 września odnaleziono dwa trupy. Szwedka Elizabeth Stride, zarejestrowana prostytutka, widziana była najpierw u boku niskiego mężczyzny, którego obsypywała pieszczotami, potem w towarzystwie marynarza, w krótkiej kurtce, a na koniec obok bywalca International Workmen’s Club. O pierwszej w nocy wyprowadzający swoją bryczkę zaprzężoną w kucyka Edward Diemschutz znalazł dziwny pakunek. Kuc spłoszył się i nie chciał ruszyć z miejsca. „Pakunek” okazał się ciałem kobiety zamordowanej poprzez poderżnięcie gardła – była to Elizabeth Stride. Drugą ofiarą tej nocy była Catherine Eddowes, znana wszystkim właścicielom noclegowni we wschodnim Londynie - była zawsze wesoła i rozśpiewana. Znaleziono ją wczesnym rankiem 30 września. Miała podcięte gardło, rozpruty brzuch i usunięte narządy.
Ostatnia ofiara zginęła 7 listopada, była nią Mary Jane Kelly, zawodowa prostytutka urodzona w mieście Limerick w Irlandii. Mary przez jakiś czas pracowała w luksusowym burdelu dla bogatych londyńczyków, szybko jednak przeniosła się na ulicę. Przed śmiercią bawiła się w towarzystwie swojej przyjaciółki Lizzie Aldbrook oraz pryszczatego jegomościa odzianego w kurtkę i kapelusz o poetycznej nazwie billycock, nazywany dziś eufemistycznie melonikiem.
Całe towarzystwo było dobrze wstawione. Jeszcze między północą, a pierwszą w nocy sąsiedzi słyszeli, jak mała Kelly wyśpiewuje w swym pokoju operetkowe kuplety.
Następnego dnia o 10 do drzwi pokoju Mary Jane zapukał inkasent, chciał odebrać nieuregulowane należności za wynajem. Kiedy przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał, mężczyzna pchnął drzwi i wszedł do środka. To, co zostało z Mary Anne, leżało w rozgrzebanym łóżku. Twarz była zmasakrowana, skóra z ud ściągnięta, a wycięte z jamy brzusznej narządy Kuba porozwieszał na sprzętach w pokoju. Nie było serca ani macicy. Czuć było spaleniznę, bo morderca przy robocie oświetlał sobie ręce zwiniętymi i zapalonymi kawałkami gazet.
 
W śledztwie od razu pojawiło się kilka głównych tropów. Pierwszy i najważniejszy wyodrębniono na podstawie sposoby działań mordercy. Wyjątkowa brutalność Kuby i jego nomen omen zacięcie do rzeźniczej roboty wyznaczyło obszar poszukiwań.
Dodajmy jeszcze, że policja miała swoich podejrzanych, a gazety swoich – zupełnie innych. Scotland Yard na pierwszymi miejscu listy potencjalnych morderców postawił Montague Johna Druitta. Policja kierowała się opinią, jaką o tym człowieku miała jego najbliższa rodzina – twierdzili, że był „seksualnie obłąkany”. Druitt wałęsał się po East End i szukał przygód, miał na koncie kilka spraw kryminalnych, a po ostatnim morderstwie znaleziono go martwego w Tamizie. Był więc podejrzanym niesłychanie wygodnym – dyskretnie oddalił się w zaświaty i oszczędził policji żmudnej roboty. Można było ogłosić, że Kuba Rozpruwacz jest już nieszkodliwy. To znaczy można byłoby, gdyby nie pamiętnik niejakiego Jamesa Maybricka, handlarza bawełny z miasta Liverpool, ożenionego z Amerykanką o imieniu Florance. Otóż Florance nie kochała swojego męża handlarza tak jak należy, a on dawał wyraz swym frustracjom na kartach pamiętnika. Prócz tego, że nazywał tam biedną Florance dziwką, opisywał jeszcze nie wiedzieć czemu różne szczegóły morderstw dokonanych przez Kubę Rozpruwacza. Szczegóły te można było odtworzyć uważnie studiując prasowe artykuły ukazujące się pomiędzy 7 sierpnia, a 9 listopada, ale nikt początkowo tego nie zauważył. Od razu wymyślono teorię, że nienawiść do żony była dla Maybricka „katalizatorem morderstw”. Potem jednak pojawiły się wątpliwości. Pamiętnik przyniosła na policję grupka osób nazywająca siebie rodziną „biednej Florance”. Typy te prawdopodobnie same napisały dziełko lub zleciły to komuś z zemsty za to, że Maybrick porzucił ich siostrę i odszedł w siną dal.
Podejrzanymi byli również lekarze, policja miała swoich „podejrzanych lekarzy”, a dziennikarze swoich. Dodajmy jeszcze, że prasa podejrzewała głównie lekarzy.
Czołowym typem w tym rankingu był Sir Wiliam Withey Gull - psychiatra. Nadzwyczajny lekarz Królowej Wiktorii i Księcia Walii. Był to dobry podejrzany, bo wywodził się z dołów społecznych, a do prywatnej praktyki w renomowanym szpitalu doszedł sam – ciężką pracą, za zasługi dla psychiatrii przyznano mu tytuł baroneta i wyżej wymienione dworskie tytuły medyczne. W sam raz nadawał się na ponurego mordercę, który pod cieniutką warstewką arystokratycznych manier ukrywa swoją prawdziwą, ukształtowaną niewiadomo w jakich norach, naturę. Gull był podejrzanym przez parę lat, aż do roku 1890, kiedy zmarł. Ogłoszono zaraz, że żyje, tylko zamknięto go w klinice psychiatrycznej (renomowanej oczywiście) żeby dalej nie mordował. W luksusowym przytułku wariatów Gull miał przebywać jeszcze 6 lat i umrzeć tam latem 1896 jako James Mason.       
Policja miała jednak innego podejrzanego lekarza, też bardzo wygodnego dla „zwyczajnych obywateli Anglików”. Doktor Francis J. Tumblety był synem Irlandczyka i Amerykanki. Wiedziano poza tym, że jako piętnastolatek sprzedawał pornografię na ulicach Nowego Jorku, a potem prowadził praktykę medyczną w Detroit. Nie wiadomo, czy poprzedził ją studiami medycznymi. Miał sprawę o uśmiercenie pacjenta i szarlatanerię, a pewnemu pułkownikowi z amerykańskiej armii opowiadał, że kolekcjonuje macice kobiet z różnych klas społecznych. Tumblety był typem samotnika. Tuż przed popełnieniem morderstwa na Mary Jane Kelly miał sprawę o dokonanie czynów lubieżnych na czterech mężczyznach. Nie wiadomo dlaczego zwolniono go za kaucją i pozwolono wyjechać do USA. Scotland Yard jeździł za nim później po całej Ameryce, aż do pewnego dnia w roku 1903 kiedy Timblety zmarł. W jego kuferku znaleziono kolekcję zasuszonych macic.
 
Swoich podejrzanych wystawiała nie tylko policja i gazety. Nazwiska osób, które mogłyby być Kubą Rozpruwaczem publikowało także Londyńskie Towarzystwo Teozoficzne. Na łamach miesięcznika „Luciyfer” pojawiło się nazwisko Roberta Donstona Stevensona. Był on przyjacielem jednej z redaktorek magazynu – Mabel Collins i opowiadał jej wiele historii o swoich wyczynach. Jednej z pacjentek – baronowej Victorii Cremers - pokazywał natomiast zakrwawione szmaty, które nosił w swoim kuferku i mówił, że podarował mu je Kuba Rozpruwacz, którego spotkał w jednym z przytułków. Ucięli sobie krótką pogawędkę i wymienili podarunki.
 
Najsłynniejszym podejrzanym był jednak sam Książę Walii Albert Edward. Jego wysokość był zamieszany w szereg seksualnych afer i był masonem, a jak udowodnił jeden z dzienników – zabójstwo Mary Jane Kelly na pewno było dokonane przez masonów, a poza tym miejsca, w których znajdowano zwłoki, układają się na mapie miasta w kształt pentagramu.
 
Kubą Rozpruwaczem miał być jeszcze: polski felczer okazyjnie wynajmowany przez carską Ochranę, artysta malarz specjalizujący się w gołych pokojówkach i portretach arystokratek, kobieta, która nie mogła mieć dzieci i zabijała inne, które mogły je mieć oraz cały szereg bogu ducha winnych dziwaków zamieszkujących wschodni Londyn.
 
Nie sposób na koniec nie pokusić się o wystawienie własnego podejrzanego. Porzućmy mrzonki o mordercach arystokratach, zwariowanych lekarzach i kolekcjonerach macic. Przyjrzyjmy się datom morderstw: 7 sierpnia, 30 sierpnia, 8 września, 30 września, 9 listopada. Daty są prawie regularne. Tylko raz widziano ofiarę w towarzystwie marynarza lub kogoś kto wyglądał, jak marynarz. Londyn to portowe miasto, przypływają tu i odpływają regularne transporty różnych towarów z kontynentu. Marynarze na tych statkach to przeważnie stałe załogi, znają się i lubią pływać do Londynu – to wielkie miasto, można się tam dobrze zabawić, a potem zniknąć. Kuba nie musiał być wcale Anglikiem, mógł przypływać tu z Rotterdamu wraz z transportami holenderskich serów albo z Calais na frachtowcu odbierającym transport wełny. Może zginął w bójce na noże albo wyrzucono go z pracy i dokończył żywota jako spokojny obywatel jakiegoś kontynentalnego portu. Może wcale nie był masonem.
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale