402 obserwujących
2903 notki
12203k odsłony
2752 odsłony

Okrągły stół i Konstytucja

Wykop Skomentuj62

 Nie mogę tu jeszcze umieścić wywiadu, który przeprowadziłem z Barbarą Fedyszak Radziejowską, bo chciałbym, żeby ukazał się on najpierw w „Zeszytach Karmelitańskich”, mogę jednak napisać coś o niektórych wątkach tej rozmowy, konkretnie zaś o narracjach wokół których tworzy się wspólnota.

Polskie narracje, opowieści i legendy zarządzane są od lat już bardzo sprawnie za pomocą takiego oto bata: Polacy tworzą wspólnotę wokół tragedii, a trzeba ją tworzyć wokół triumfów. I my wam pokażemy których.

To jest stały motyw artykułów i stały motyw wystąpień różnych postępowców, mędrców i filozofów nie tylko z Gazowni, ale także z innych miejsc, również „naszych”. Jest on z gruntu fałszywy, bo w środku ma mocno nadgniły rdzeń, na który widać jeszcze nazwę fabryki gdzie całość została wyprodukowana. „Postęp” - tak brzmi ta nazwa. Dzieje ludzkości to dzieje postępu i my z tym kluczem w ręku zabieramy się do otwierania magazynu z własną historią. - Ha! Panie – wołamy – Ha! - nie było tak źle, i my panie mieliśmy swoich przemysłowców, swoją demokrację, swoich filozofów. I my nie gęsi i język też mamy.

Tego rodzaju reakcję uważam wprost za obłęd. Ten aspiracyjny charakter opowieści o historii jest widoczny również w nowych pismach prawicowych. Mamy tam opowieści o demokracji szlacheckiej, którą opisuje się jako nieco zwariowany, ale w zamyśle dobry pomysł na rządzenie państwem. Gdyby tylko, ech marzenie, tego warcholstwa nie było. Mamy opowieści o tym, że Polska także handlowała, że Polska także miała pieniądze, że Polska to nie tylko cierpienie i zsyłki. To jest sposób opowiadania historii, który w takich Niemczech, a już nie mówię o Anglii musi wywoływać jeśli nie śmiech to zażenowanie na pewno.

Otóż nawet pobieżna lektura opracowań historycznych doprowadzi nas do wniosku, że demokracja szlachecka była dla narodu jedynym ratunkiem przed oszalałymi i pełnymi złych intencji królami. Przypominam pierwszy z brzegu przykład – Zygmunt III prawie natychmiast po włożeniu na głowę polskiej korony chciał kraj podzielić pomiędzy Moskwę i Habsburgów, byle by mu tylko zagwarantowali objęcie tronu Szwecji.

To w Polsce przede wszystkim, a nie gdzie indziej były pieniądze, zasoby i bogactwo. To w Polsce przede wszystkim handlowano i robiono fortuny i to Polska ze względu na to właśnie była przedmiotem bardzo perfidnych i mocno zakonspirowanych ataków oraz planów realizowanych od śmierci Kazimierza Jagiellończyka do dziś właściwie.

I trzeba to wreszcie powiedzieć – to nie Polska była obrzeżem świata, ale kraje takie jak Anglia i Hiszpania. Polska była tego świata centralnym punktem. Dzieje nowożytne zaś to dzieje przesuwania środka ciężkości świata z Europy Środkowej i południowej ku peryferiom czyli ku Londynowi. A tym samym przesuwaniem sfery dobrobytu i jakości z terenów Polski, Węgier i Turcji ku krajom morskim i zamorskim.

Żeby powiedzieć coś prawdziwego o naszej historii, musimy przede wszystkim zmienić ten publicystyczny schemat, którym posługują się wszyscy – schemat który każe nam wierzyć, że Polska to kraj podnoszący się z barbarzyństwa i dążący ku doskonałości. Metodę tę uprawiają także uczeni zajmujących się historią poważnie, dalecy bardzo od publicystyki. I nie ma niestety szans, że ktokolwiek dysponujący autorytetem spróbuje się z tym zmierzyć. Nie znam bowiem ani jednego historyka, który by nie odczuwał satysfakcji z faktu, że ma dostęp do wiedzy zalatującej hermetyzmem, a to co mówi to bajki dla maluczkich. W dodatku bajki te opowiada dla dobra tego biednego tłumu, bo przecież nie można powiedzieć mu prawdy. Mogłaby go zabić. Otóż nie mogłaby. Prawda nie ma właściwości zabójczych, choć wielu się tak właśnie wydaje.

Zauważcie, że ja nawet nie wspominam o tych, którzy uważają, że trzeba jednoczyć naród wokół cierpienia i tragedii. Nie robię tego, bo wokół cierpienia i tragedii naród jednoczy się sam, bez niczyjej pomocy, a jeśli ktoś usiłuje w tym jednoczeniu pomagać, nie będąc przy tym sam uczestnikiem cierpienia i tragedii, ma z pewnością intencje nieczyste.

Dzisiaj, po dwudziestu latach od tak zwanego upadku komunizmu zabieramy się dopiero za obronę własnej klasy posiadaczy, zniszczonej i wyszydzonej, złamanej i oszukanej razem z nami. I robimy to w dodatku źle. Poprzez anegdotę.

Miast prawdy mamy z jednej strony cierpienie, w którym ciągle ktoś usiłuje grzebać i mit rzekomego sukcesu, który jest dla nas legitymacją na istnienie dziś, w warunkach tak zwanej demokracji.

Jutro święto Konstytucji Majowej. Święto Zamachu Stanu i prowokacji pruskiej w jednym. Święto podstępu i manipulacji i początku nieszczęśliwej wojny roku 1792. I wszyscy uważają, że święto to jest najważniejszym świętem państwowym w Polsce, bo ono daje nam legitymację do udziału w demokratycznym porządku świata i dzięki tej Konstytucji możemy spokojnie patrzeć w oczy tak zwanym dojrzałym demokracjom. Otóż nie.

Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura