coryllus coryllus
5076
BLOG

Czy należy bić pisarki?

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 31

Co jakiś czas, ktoś usiłuje przekonać mnie, że cybernetyka, nauka o sterowaniu układami, nie jest jednak emanacją zła w postaci czystej i można ją do czego wykorzystać. Ja oczywiście staram się natychmiast usuwać takie osoby z bloga, bo takie stawianie sprawy dowodzi, że chcą oni pertraktować z Belzebubem, wierzą bowiem święcie w siłę swoich argumentów i jego szczere intencje. Wszak tak milo się uśmiecha...

Obojętnie jakim stopniem złożoności kokietowały by nas obecne i przeszłe układy oraz ich piewcy, zawsze chodzi w tej całej cybernetyce tylko o jedno – o narzucenie masom pewnych prostych schematów myślenia i skłonienie ich do prostych wyborów. Nie lubisz prozy Żakowskiego? Poczytaj Szczygła. Nie lubisz gazowni, przerzuć się na GP, będziesz patriotą. Tego rodzaju alternatywy, fałsze i kanty podsuwa ludziom cybernetyka i my, ludzie z tego bloga, w tym nie uczestniczymy, bo jest to zaprzeczenie wolności w jej najbardziej podstawowym wymiarze. Nie wystarczy samo narzucenie ludziom schematów i skłonienie ich do wyborów z istoty fałszywych, trzeba jeszcze utrzymywać właściwą temperaturę tych krętactw, czyli podtrzymywać dyskusję wokół nich. To jest proste i dzieje się właściwie samo. Jeśli Polacy przez pół wieku dyskutowali o tym czy król Stanisław August to zdrajca czy może nie, jeśli dyskusja ta obrosła literaturą, przez którą przebić mogą się tylko najbardziej uporczywi badacze, to mam 90 procent pewności, że rzecz toczyć się będzie jeszcze przez pokolenie przynajmniej siłą bezwładu, bo zawsze znajdą się jacyś młodzi, którzy zechcą dorzucić do dyskusji swoje trzy grosze i podnieść sobie w ten sposób samoocenę. Wszak temat jest ważny i poważny i każdy może się wyjęzyczyć i powiedzieć coś od siebie, a także wczuć się w klimat epoki. A jak jest już całkiem zwariowany to nawet założyć perukę, żabot i jedwabne pończochy, żeby poczuć ten klimat na własnej skórze.

Mechanizm ten dobrze widać w czasie dyskusji o tak zwanej literaturze współczesnej. Wczoraj wisiał na pudle tekst jakiegoś niezorientowanego biedaka, który kupił różne książczyny w Biedronce i zastanawiał się dlaczego te polskie pisarki epatują przemocą, dlaczego one się tak tego Kościoła czepiają. Skoro dostają nagrody to chyba są dobrymi pisarkami, czy nie mogłyby pisać książek i nie epatować w nich brutalnością i antyklerykalizmem? I cóż ja mam tu rzec. Jak mam przekonać ludzi, pełnych dobrych chęci i entuzjazmu, że tam, po tej drugiej stronie nie ma żadnych intencji poza czarnymi. Te wszystkie wariatki, które nagle, za czyjąś namową lub po prostu za pieniądze lub z protekcji postanowiły zostać pisarkami mają we łbach sieczkę i nic ich nie obchodzi poza tym, by ich książki były obecne w obiegu masowym. Biedronka? Niech będzie Biedronka, w końcu pisarz musi dbać o popularność. Czym jest w istocie popularność te kretynki nawet nie przypuszczają, bo sam fakt, że ktoś je zaprasza do studia i stylizuje im twarze oraz fryzury jest już wystarczającą nagrodą za długie godziny ślęczenia przed monitorem, w celu wydusić z własnego, obkurczonego mózgu jakieś myśli. Dyskusja o literaturze jest przydatności bądź szkodliwości, o wpływach i misji jest z dyskusją cybernetyczną, sfingowaną, nie ma racji bytu, a to z tego powodu, że nie ma tu żadnej literatury. To są jakieś gazeciarskie chwyty, jakieś na chybcika klecone sensacje. Powstają one według kilku prostych recept, jedną z nich jest agresywny feminizm, inną przemoc, jeszcze inną antykatolicyzm. Nie jest przypadkiem, że te najbrutalniejsze kawałki piszą dziewczyny, a te najbardziej „urocze” i „wysmakowane” Jacek Dehnel. To jest odwrócenie ról, a atak na kobietę i jej misję, jest typowym zagraniem znanym z różnych dawnych herezji i bardziej współczesnych montaży. Nic więcej w tym nie ma. I nie będzie, należy od razu dodać. Rozmawialiśmy o tym wczoraj z żoną, przy okazji omawiania twórczości jakiejś nowej gwiazdy literackiego i biedronkowego firmamentu, której nazwiska nawet nie zapamiętałem. Wiem, że jest koleżanką Świetlickiego. No więc jeśli ktoś teraz przyjdzie i będzie mi nadal opowiadał o bohaterskim odrzuceniu Nike przez Świetlickiego to po prostu wyleci. Pani owa wyżywa się w opisach gwałtów na niemowlętach i gwałtów na kobietach z otwartymi brzuchami. Firmuje to zaś Marcin Świetlicki. Dobranoc państwu, ale tego rodzaju dwoistości mnie nie biorą. Tu wrażliwość poety, a tu kutas w tyłku niemowlęcia. Bardzo przepraszam, ale rezygnuję.

Olga Tokarczuk zaś pojechała po tak zwanej całości i domaga się, byśmy czekali na mądrą herezję, a mówi to przy okazji promocji swoje nowej książki o Frankistach. Ja wiem, że nadużywam słowa autodemaskacja, ale po tym co ten babon mówi, widać dokładnie czym jest współczesna literatura, jest przygrywką do herezji, podobnie jak dawniej były nią pisma ulotne i paszkwile, odczytana na nowo kabała, czy jakieś inne tajemne księgi wyprodukowane nie wiadomo gdzie i nie wiadomo przez kogo. Nie możemy nawet patrzeć w tamtą stronę bo się zamienimy w słup czystej saletry, które to słupy, stały przed tysiącami lat na pustyni Negev, w czasach kiedy ludzie nie umieli jeszcze wytwarzać prochu strzelniczego.

Żeby się temu złu przeciwstawiać musimy kreować rynki, piszę o tym bez przerwy, ale póki co tylko ja ten rynek kreuję, reszta aspiruje do tego, by konkurować z Tokarczukową, Dehnelem i resztą na ich rynku, gdzie normalny człowiek nie ma przecież żadnych szans. Dlaczego się do cholery tak lenicie? Nie rozumiecie, że czas ucieka?

Wrócę teraz do wczorajszej rozmowy z żoną, doszliśmy do wniosku, że dobrym sposobem na przywrócenie tych biednych kobiet do przytomności, byłoby porządne lanie. Nie za często, żeby im się nic nie stało, ale tak raz na pół roku. Kiedy szanowny małżonek, albo życiowy partner choćby, zobaczyłby, że jego partnerce gotuje się już pod czerepem i nie wiadomo co przyniesie dzień jutrzejszy, powinien śmiało sięgnąć po nahajkę i nie czekając na katastrofę obniżyć nieco temperaturę emocji w duszy i sercu tej nieszczęśnicy.

I patrzcie co się dzieje, podobną sytuację opisuje Dehnel w swojej najnowszej powieści, w powieści która jest monologiem (że też on wstydu nie ma, ten gówniarz). Przywołuje postać niejakiej Matki Makrony, XIX wiecznej mistyczki, która okazała się oszustką, a uwierzył jej nawet Mickiewicz. Podawała się za unicką zakonnicę i do tego Żydówkę, mówiła, że jej klasztor został rozpędzony, a ona i kilka sióstr trafiły do zgromadzenia prawosławnego i tam były bite do krwi. Wszyscy wierzyli Makronie, opiekowała się nią wielka emigracja i kobiecina dożyła swoich dni w spokoju na łaskawym chlebie. Potem okazało się, że jest oszustką. Nie była mniszką, ale miała męża pijaka, który ją bił. Ciekawe dlaczego? Czy dlatego, że pił, czy może dlatego, że nie mógł sobie chłopina poradzić z jej dynamiczną i kreatywną wyobraźnią. Dehnel tych kwestii nie zgłębia, interesuje go coś innego, interesują go problemy rodem z tygodnika „Na przełaj” sprzed 40 lat i zgrabnie łączy to we współczesnością. Proszę, sami zobaczcie:

 

W tej historii ogniskuje się kilka spraw. To niewątpliwie opowieść o tym, jak jako społeczeństwo dajemy się wodzić za nos, zwłaszcza gdy w grę wchodzi zbitka pojęciowa "Polak-katolik". Ale jest to też opowieść o osobie, która doświadczała wykluczenia - jako Żydówka, jako kobieta, a zwłaszcza jako kobieta stara, czyli wedle zasad XIX-wiecznych bezużyteczna, niemogąca rodzić dzieci. To też opowieść o przemocy, o potwornym biciu, które ta kobieta znosiła. W tamtych czasach nie było to doświadczenie wyjątkowe, bito chłopów, dzieci, służbę, żony. Może teraz kobiety nie są tak katowane jak wtedy, ale pamiętajmy, że w polskim parlamencie przeciągają się prace nad ratyfikacją konwencji o zapobieganiu przemocy w rodzinie. Przeciwnicy twierdzą, że nie trzeba nam takiej konwencji, bo kobiety w Polsce są od stuleci szanowane. Chyba jednak nie jest to do końca prawda.

 

Gdyby kobiety były w Polsce bite, Sylwia Chutnik nigdy nie zostałaby pisarką, podobnie byłoby z Tokarczukową i całą resztą tej czeredy. To jest oczywisty i ostateczny dowód na to, że jesteśmy jako społeczeństwo łagodni i sympatyczni, że nie egzekwujemy kar i nie stosujemy społecznych przymusów. Nie wiem jak tam jest z Dehnelem i jego środowiskiem, ale mam nadzieję, że jego parter nie tłucze go za mocno i czasem porozmawia z nim w czasie seksu.

Jeśli zaś idzie o matkę Makronę warto byłoby sprawdzić jakie plany wobec niej miał rząd francuski oraz główni rozgrywający wielkiej emigracji. Pisze bowiem Dehnel o protestach rosyjskich wobec uporczywego lansowania jej osoby oraz o demaskacji, której Rosjanie dokonali, by zmniejszyć jej wpływ w środowisku polskim. No, ale wpływ się nie zmniejszył, nie dlatego, że wszyscy Polacy, jak się wydaje Dehnelowi, są durniami, którzy wierzą każdemu, ale dlatego, że wpływowym kołom bardzo na tym zależało. Tak bardzo, że nie miała na to wpływu propaganda rosyjska i rosyjski wywiad.

 

Jeśli ktoś chce przeczytać kilka prawdziwych, nie sfingowanych książek zawsze może zajrzeć na stronę www.coryllus.pl, gdzie od przedwczoraj sprzedajemy książkę Toyaha o diable, który wodzi nas na pokuszenie. No i oczywiście komiksy w polskiej i angielskiej wersji, stworzone na motywach II tomu Baśni jak niedźwiedź.

 

http://issuu.com/tomaszbereznicki/docs/swiete_krolestwo

http://issuu.com/tomaszbereznicki/docs/sanctum_regnum

 

 

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Kultura