coryllus coryllus
2604
BLOG

Kulisy manipulacji, sekrety alkowy, anatomia władzy

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 10

Wokół takich kwestii obracają się zainteresowania autorów książek zwanych historycznymi. Widać to było dokładnie na targach w Warszawie. Do tego jeszcze albumy pokazujące na wielkich barwnych planszach miejsca kaźni żołnierzy wyklętych na terenie całego kraju, plus mundury żołnierzy Księstwa Warszawskiego i fotografie pojazdów wojskowych z czasów PRL. Ja nie neguję przydatności tych dzieł. Nie mogę jednak zrozumieć, że może tyle dziesięcioleci eksploatować jedną konwencję. Okazało się, że na Targach Książki Historycznej obecna jest także Elwira Watała, słynna pisarka z Gliwic, autorka takich dzieł jak „Wielcy zboczeńcy” oraz „Intymne życie carów Rosji” (a może jakoś podobnie, dokładnie nie pamiętam).

Najbardziej na tych targach podobało mi się to, że byliśmy jedynymi autorami nie anonsowanymi prze megafony, przy których właściwie przez cały czas ktoś stał. Momentami były to po prostu tłumy. Oczywiście taki Suworow miał o wiele większe zainteresowanie niż my, ale też nie porównujemy się z Suworowem. Najśmieszniejsze jest to, że swoją książkę podpisywał też Piotr Wielgucki, czyli Matka kurka, ale nie miałem czasu, żeby zobaczyć ilu przyciągnął czytelników. Był w czasie tych krzykliwych zapowiedzi nazywany, zdaje się, blogerem i pisarzem. Na stoisku Demartu, z którym będę się sądził 17 grudnia stał Piotrek Gursztyn, ale stał może z godzinę i poszedł. Nikogo za bardzo nie interesowała „Rzeź Woli”.

Jakaś przedziwna wojskowa firma rozdawała za darmo patriotyczne komiksy. Janek Bodakowski je tu kiedyś entuzjastycznie recenzował, że nieporadne, ale kierunek słuszny, bo patriotycznie panie dziejski i ducha budzą. Dostałem trzy sztuki. Nie wiem co powiedzieć, tyle może, że starcie powstańców listopadowych z kirasjerami pod pomnikiem Sobieskiego zrobione jest tak, że powinno nosić tytuł: „Karły i garbusy robią dym na moście”. Nie wiem jaki budżet na to poszedł, ale wnoszę, że większy niż na „Święte królestwo”. Myślę też, że rekrutacja rysowników wyglądała w ten sposób: sierżant zrobił zbiórkę, kazał wystąpić przed szereg tym co potrafią rysować. Wyszło trzech, jeden narysował koło sterowe, drugi gołą babę, a trzeci żołnierza rzucającego granatem. I ten właśnie wygrał konkurs na rysownika komiksów patriotycznych. Nie powiedział sierżantowi, że nic więcej rysować nie umie, a to akurat zapamiętał, bo jak jego starszy brat już powycinał gołe baby z „Żołnierza polskiego” to resztę wieszał w kiblu na gwoździu, i taka akurat strona – z żołnierzem i granatem wisiała tam wyjątkowo długo. No i nasz zwycięzca konkursu, który przy okazji kolejnej jakiejś obstrukcji nudził się w wygódce, z nudów ją sobie przyswoił, najpierw odcisnął kopiowym ołówkiem na desce, gdzie zwykle stoi papier toaletowy, potem przerysował na tym właśnie papierze, a na koniec przeniósł na tekturkę. No, a później zgłosił się na kontraktowego i to była – jakże często się tak zdarza – właśnie ta umiejętność, która zdecydowała o jego losie. Tak właśnie zostaje się autorem komiksów patriotycznych w Polsce.

Jeśli zdaje się Wam, że tylko same przyjemności mieliśmy na tych targach to niestety mylicie się. Ja doznałem tam dużego rozczarowania, która być może przerodzi się w klęskę. Oto co jakiś czas przemykał przed naszym stoiskiem pan dyrektor targów książki w Białymstoku. I ja go w pewnej chwili zaczepiłem i pytam co muszę zrobić, żeby w tym roku nie stać na tych targach koło toalety. On się tajemniczo uśmiechnął i mówi, że nie może mi zagwarantować, że ja tam w ogóle będę. On ma już wszystko zaplanowane i prawie cały skład targów jest klepnięty. Jak się zgłoszę w ciągu najbliższych 10 dni, to może coś się uda zrobić, ale pewności nie ma żadnej. Okazało się, że wywalili dyrektora opery i teraz stosunki z właścicielem obiektu układają się wręcz fantastycznie. No i przez to właśnie na targi nie trzeba zapraszać jakichś przybłędów, jakichś aspirujących blogerów, można zaprosić tam same sławy. - Proszę pana – rzekł mi pan dyrektor targów – będzie Tokarczuk, będzie Karpowicz, będzie Norman Davies, ludzie przyjdą jak na święto. A w teatrze lalek zorganizujemy warsztaty. Tłumaczył mi jakie, ale nie zapamiętałem. Tak oto mili moi moje niedawne czarne przypuszczenia zamieniają się w fakty. Nic to, nie martwmy się. Jak nas kiedyś wyrzucą z targów historycznych, bo ktoś wpadnie na pomysł, że wreszcie trzeba zrobić tam miejsce dla blogerów i zaprosi Matkę Kurkę, starego, sowińca i pantryjotę, wynajmiemy sobie pub „Baryłka” na Mariensztacie, albo jakiś inny lokal, a jak będzie lato, to może i sam Mariensztat, bo czemu w zasadzie nie? I tam zorganizujemy kiermasz książek.

I z tym Was zostawiam. Idę chorować. Czuję się trochę lepiej, ale z mówieniem nie jest za dobrze. Może się z tego wygrzebię. Nie było dziś prądu przez cały dzień i jutro też nie będzie. Dlatego też tekst ten wrzucam o tak niezwykłej godzinie. Jutro mogę nie zdążyć.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura