coryllus coryllus
5323
BLOG

Żeromski i Mozil w krainie grzybów

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 84

W filmie „Ziemia obiecana” jest pamiętna scena. Jeden z kancelistów, członek jakbyśmy dziś powiedzieli managmantu, wchodzi do gabinetu prezesa, starego Żyda. Ten robi mu awanturę o gaz, na którym kancelaria grzeje herbatę, żeby popić nią śniadanie, którego kanceliści nie mają czasu zjeść w domu. Od słowa do słowa dyskusja schodzi na tematy literackie. Kancelistę gra Zelnik, informuje on swojego prezesa, że Wiktor Hugo umarł. - Ile zostawił – pyta tamten. Zelnik wymienia sumę. - A w czym? Zelnik wymienia aktywa. - O – woła prezes – to ja czytałem tę jego książkę „Ogniem i mieczem”! I wielce zadowolony rozpoczyna dzień pracy. Niemożliwe jest rzecz jasna, by dziś Wajda umieścił w jakimkolwiek filmie taką scenę. Nawet scena w której role byłby zamienione, to znaczy scena, kiedy Żyd-prezes tłumaczyłby polskiemu kanceliście, jak wielkim pisarzem był Wiktor Hugo nie jest możliwa. Nic z tego co było dawniej nie jest już dziś możliwe.

W warunkach ustroju gwarantowanego przez generała Michtę scena ta pomyślana została jako szyderstwo z ciemnych kapitalistów, którzy niczego poza aktywami nie są w stanie docenić. Przypadkowo zupełnie ci kapitaliści są Żydami. Scena ta promuje wrażliwych gryzipiórków, z których wywodzi się cała współczesna, polska inteligencja. Obrazek ten, który w czasach dzieciństwa i młodości wydawał mi się dość zabawny, nie cieszy mnie dziś wcale i serce moje opowiada się całe po stronie przebiegłego Żyda-prezesa, przeciwko pretensjonalnemu kanceliście Zelnikowi. Prezes doskonale bowiem wiedział jak skonstruowany jest świat literatury i co jest w tym świecie ważne. To mianowicie ile kto zostawił i w czym, a nie jak się nazywała ta czy inna książka. Wiktor Hugo zaś pozostawił większość swojego majątku w suezach, czyli – jak zgaduję, bo nie wiem tego na pewno – w akcjach Kanału Sueskiego. I to całkowicie wyjaśnia kim był i czyje zlecenia wykonywał ten wybitny autor.

Nie wiem co mnie podkusiło, ale wziąłem wczoraj do ręki tom esejów i opowiadań Stefana Żeromskiego zatytułowany „Wiatr od morza”. Nigdy wcześniej nie czytałem tej książki, podobnie jak innych książek Stefana, z wyjątkiem nowelki „Rozdziobią nas kruki, wrony”. Nie przebrnąłem przez „Syzyfowe prace”, nie zajrzałem do „Wiernej rzeki” nie ruszyłem „Ludzi bezdomnych” poza pierwszą stroną, gdzie Stefan opisuje jak Judym siedzi w Luwrze i podziwia Wenus z Milo. Rzeźba ta, według opisu najwybitniejszego, przedwojennego pisarza polskiego to popiersie. Na tym skończyłem swoją przygodę z Żeromskim, a wczoraj podjąłem ją na nowo i o mało mi ten wiatr od morza łba nie urwał.

Sami popatrzcie:

 

Wzniosło się słońce z topielisk, ponad wszelkie słowo piękniejsze, rzucając radość żywota w lądy i morza.

Poczuły nieznaną nam rozkosz róże w ogrodzie i wydały w spazmach rozkwitu pachnące westchnienie.

Rozrywa się lepka cieśnia ich płatków, gdy po długich deszczach spadła na nie w ten czerwcowy poranek płomienna fala upału.

 

Albo to:

 

Widzę nareszcie ciała ludzkie w najpiękniejszym ich stroju, w spaleniźnie, szacie pełnej powabu.

Zgorzałe od słonecznego pożaru, przejrzane przez słońce na wylot, zabarwiły się na rdzawo, na rudo, płowo.

Białe, wymokłe ciało miejskie jest tu obmierzłe dla oczu, budzące wstręt jako ślina.

Płuca tu oddychają powietrzem, do którego nie dosięga brud, kurz, pył i latająca w nich zaraza.

Klatki piersiowe mężczyzn, ich karki, żebra, uda, lędźwie, ręce i nogi pali niestrzymane słońce jakoby tysiąc tysięcy lamp kwarcowych.

Kobiety mają tu nie tylko sadło pokryte białą skórą i bezwładne kształty godne pościeli i rozkoszy, lecz silne ścięgna, mięśnie sprężyste i kości pełne mocy.

 

Nie to jest jednak najlepsze. Popatrzcie na ten fragment. To jest prawdziwe mistrzostwo, z którym nie mógłby się zmierzyć nawet Wikot Hugo, gdyby wyszedł do pojedynku z pełnymi kieszeniami suezów.

 

Nawet obmierzli, ułomni i szpetni nabierają tu wdzięku i kształtu

Starzec siedemdziesięcioletni wyszedłszy z błękitnej kąpieli ćwiczy gimnastycznie swe ciało, wyrzuca to ręce, to nogi, zgina wiekowy kręgosłup, czaszką spaloną na czarno połyskuje wokoło zwyciężając niezwalczoną siwiznę.

 

Po przeczytaniu tego wszystkiego ja mam właściwie tylko dwa pytania: ile zostawił? I w czym?

Wszyscy znamy odpowiedź: niewiele i nie w suezach. Kto więc kazał Stefanowi wypisywać te dyrdymały? Pewności nie mam, ale podejrzewam, że jakieś sfery rządowe, uskrzydlone odzyskaniem przez Polskę dostępu do morza. Wysłali go tam, dali zaliczkę, jakąś panią do towarzystwa i powiedzieli: pisz Stefan pięknie i prawdziwie o polskim morzu. On zaś położył się na kocyku, obstawił się patyczkami i gapiąc się na tłuste matrony przypominające mu jakieś dawne kochanki, porównywał je z tym oszalałym staruszkiem, który wybiegł z wody i robił sensację na brzegu machając nogami i rękami oraz rzucając głową na prawo i lewo.

Chciałbym teraz przejść do sedna czyli do wyjaśnienia o co chodzi. Otóż dobrze opłacana propaganda, zwana czasami wielką literaturą, będzie żywa bardzo długo, a gdyby jej się zmarło, zawsze znajdzie się jakiś doktor Frankenstein, który podłączy ją do prądu, poprawi brzytwą facjatę, doszyje coś z tej coś z tamtej strony i puści ponownie w ruch. Dowodem na to są współczesne ekranizacje takich ramot jak „Ostatni Mohikanin” czy „Nędznicy”. Źle opłacana propaganda, pomyślana jako tortura dla dzieci, a nie jako narzędzie ekspansji, nie da się ożywić nigdy. Nawet te opalone dziewczyny co je Stefan widział nad morzem, nie podniosą do pionu tego zewłoka. Nic się z tym zrobić nie da, poza oczywiście użyciem rzeczonych treści do znęcania się nad dziatwą szkolną. I popatrzcie sami jaką miałem genialną intuicję nie biorąc nigdy do ręki prozy Stefana, jak słusznie czyniłem symulując chorobę, kiedy przerabialiśmy „Przedwiośnie” i jak bardzo racja była po mojej stronie kiedy uciekałem z lekcji, na której moi koledzy prażyli się w promieniach tego słońca co rozerwało tę całą lepką cieśnię.

Pora wyjaśnić co to wszystko ma wspólnego z artystą nazwiskiem Mozil, który ostatnimi laty zrobił w Polsce karierę prawie tak oszałamiającą jak swego czasu Stefan. Kolega przesłał mi taki oto film

https://www.youtube.com/watch?v=rdHP8A5izFs

Mozil śpiewa tu piosenkę pod tytułem „Nienawidzę cię Polsko” i jest w tym, śmiem twierdzić, lepszy niż Stefan, choć charakter dylematów u jednego i drugiego jest identyczny. Ktoś to nakręcił za pieniądze, przypuszczam, że niemałe i zaangażował do tej produkcji aktorów, w tym Roberta Gonerę. Popatrzcie na koniec, na listę płac, ile tam jest osób, każdy z nich dostał jakiś grosik, a więc produkcja ta obliczona jest albo na rozkradzenie budżetu, albo ma funkcję propagandową. Nie została zrobiona dla zabawy, jak to zapewne sugerować będą Mozil z Gonerą. Nie została, bo jak mamy do czynienia z zabawą, to człowiek raz przynajmniej musi się uśmiechnąć, a tu nie ma mowy o uśmiechu. To jest próba nawiązania do filmu z krainy grzybów i nic więcej. Mozil na nasze nieszczęście żyje i nie możemy jeszcze postawić tu kluczowych pytań: ile zostawił i w czym? Może jednak nie warto czekać, aż Czesław odłoży łyżkę i uwolni nad od swojej, dręczącej obecności, może warto pójść tropem tej produkcji i zobaczyć czym on ma napchane kieszenie? Co tam jest? Szekle, ruble czy suezy?

A jeśli chodzi o to, jakie grzyby pochłaniał Stefan Żeromski nad morzem, to już sami musicie rozstrzygnąć, albo zapytać jakiegoś znawcę roślin halucynogennych. Ja naprawdę nie mam pojęcia.

 

Porzućmy teraz te rozważania i przejdźmy do tematów bliższych naszym sercom. Oto – jak podają niektórzy - mieliśmy w niedzielę rocznicę śmierci Jakuba Fuggera, człowieka który wyrządził Węgrom najwięcej zła. Jakub i jego życie to wręcz wzorzec metra dla setek ludzi dysponujących pieniędzmi i wywierających wpływ na nasze życie. Dlatego właśnie trzeba o nim i jego wyczynach pamiętać, analogie są niebezpiecznie blisko. Żeby uczcić ten dzień, dzień w którym Pan Bóg uwolnił świat od Jakuba Fuggera postanawiam co następuje: od dziś do godziny 00.00 dnia 31 grudnia 2014 wszystkie tomy Baśni jak niedźwiedź z wyjątkiem tomu III kosztować będą 20 złotych, również ostatni tom zatytułowany „Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech. Po upływie tego terminu wszystko wraca do normy. W promocyjnej cenie dostępny będzie jedynie tom pierwszy.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl  

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (84)

Inne tematy w dziale Kultura