coryllus coryllus
5990
BLOG

Pisarz czyli format

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 122

Kim jest Zygmunt Miłoszewski? To jest skrzyżowanie Miłosza z Białoszewskim zaprawione Baumanem. Mam tu oczywiście na myśli najgorsze cechy wszystkich wymienionych autorów. Jeśli mi nie wierzycie przeczytajcie jakikolwiek wywiad z nim, albo tekst o nim, albo fragment jego książki, albo recenzji, albo choćby zajawkę, jedną z tych, które zwykle umieszcza się przy książkach żeby zachęcić czytelników. Miłoszewski dostał właśnie paszport Polityki. W czasie gali zwrócił się do obecnych na uroczystości urzędników państwowych ze słowami: nie macie państwo wstydu przychodząc tutaj. Wzbudził tym szczery i niekłamany entuzjazm naszej znajomej Mai Narbutt, która opisała go niczym jakiegoś antycznego herosa, co to urwał łeb Hartmanowi i prawie że sflekował prezydentową Komorowską. O co chodzi Miłoszewskiemu? Moim zdaniem o wymuszenie. Miłoszewski zaprezentował się na gali tych paszportów, jako człowiek, który prowadzi biznes literacki i dzięki temu zarabia. Biznes ten przez prawie dziesięć lat był niedochodowy, ale jakoś się wszystko ułożyło i teraz Miłoszewski zarabia i jeszcze go tłumaczą na obce języki. Otóż jako posiadacz rzeczywistego biznesu literackiego chciałem w tym miejscu zaprotestować przeciwko kłamstwom Zygmunta Miłoszewskiego. On nie prowadzi żadnego biznesu i nie ma o tym bladego pojęcia. To jest człowiek wynajęty przez wydawnictwo W.A.B, należące do sieci Empik, a jego zadanie polega na utrzymywaniu segmentacji rynku, co zawsze ułatwia dystrybucję. Miłoszewski ma poza tym brata reżysera, który podkręca obroty tej misji, wypuszczając na rynek filmy według jego prozy. Wystąpienie zaś Miłoszewskiego na gali paszportów Polityki miało na celu zwiększenie sprzedaży, oraz dorobienie do Miłoszewskiego legendy autora niepokornego, co nie dość, że radzi sobie w życiu to jeszcze chce, żeby innym było lepiej i próbuje, (jak umie, jak umie) wyrwać trochę grosza od urzędników na tak zwaną kulturę. To właśnie nazywam wymuszeniem. Nie wiem kto stał za tymi wszystkimi bohaterami, którzy zabierali bogatym, a dawali biednym, nie wiem kto sponsorował Robin Hooda i Janosika, ale mogę sobie wyobrazić, kto stoi za Miłoszewskim. Paszport polityki i współpraca z Empikiem to są dwie rzeczy, które w moich oczach unieważniają Miłoszewskiego całkowicie, abstrahując już od nędzy jego książek. Wracajmy do segmentacji rynku. Żeby sprzedawać książki potrzebna jest jakaś, z grubsza choćby zarysowana siatka zainteresowań czytelniczych. Normalnie to wstydliwe narzędzie służy sprzedawcom do ustawiania książek na półkach, żeby był porządek. Służy ono także hurtownikom do ustawiania palet w magazynie – poradniki na lewo, kryminał na prawo. Narzędzie to znajduje się na przeciwległym biegunie do narzędzi, którymi w społeczeństwach o wysokiej kulturze posługuje się krytyka literacka. Normalnie krytyk literatury, nie powinien pisać: czytałem dobry kryminał. Bo to jest demaskacja i hańba, to jest stragan, mówiąc wprost. Krytyk posługuje się określeniami autorskimi, przez siebie wykreowanymi, albo nazwiskami. Ostatnią zaś rzeczą na jakiej zależy krytykowi jest zrozumienie jego intencji przez czytelnika. Krytyk bowiem, nawet ten, którego zatrudniają wielkie domy wydawnicze, w celach promocyjnych, służy do tego by literatura nigdy nie pozbyła się nimbu i aury magicznej, by zawsze miała w sobie coś ze świętości i coś z tego drugiego, o czym tu tyle piszemy. Nawet jeśli miałby to być wykonane z gutaperki. Na naszym rynku jest jednak inaczej. Tak zwani wydawcy, zostali przez kogoś przekonani, że czytelnik to muł i można mu wcisnąć wszystko, że to oni są demiurgami, półbogami, którzy stwarzają świat. Narzędziami zaś w ich ręku są tak zwani pisarze, czyli kanciarze pokroju Miłoszewskiego. W Polsce nie ma prawdziwej krytyki. Nie ma jej, bo to jest za wysokie stanowisko, by mógł je zajmować ktoś nieodpowiedzialny, nikt nikogo nie mianuje na stanowisko krytyka literatury z prawdziwego zdarzenia, bo to poważny kawałek władzy. Uzurpatorzy są zniechęcani zaś i wyszydzani. Zamiast krytyków mamy działy promocji, a zamiast literatury segmenty rynku. Żeby nie zawaliły się one pod ciężarem nagromadzonego w nich śmiecia wynajmuje się do roboty takich Miłoszewskich właśnie i oni piszą kryminały. Miłoszewski ma jeszcze inne funkcje do spełnienia. To jest tak zwany zwyczajny człowiek i on stwarza złudzenie innym zwyczajnym ludziom, że każdy może być pisarzem. Skoro Miłoszewski może to nie ma przecież żadnych przeszkód na drodze. Powoduje to gwałtowny przyrost produkcji makulatury, z której wyciąga się za uszy jakichś biednych aspirujących literatów i każe im się pisać coś do wspomnianych tu segmentów. Jeden o chlebie, drugi o niebie, ten o Panu Bogu, a tamten o zupie grzybowej. Oni nigdy nie zdobędą tej pozycji co Miłoszewski, ale też nikt im tego nie powie. Skąd ja wiem, że jej nie zdobędą? Otóż zajrzałem do wiki i tam przeczytałem biogram Miłoszewskiego. Jest w nim fragment zatytułowany – uwaga – zarys biografii. Miłoszewski ma 39 lat. Jego życie jest nudne jak flaki z olejem i nie różni się od życia przeciętnego licealisty z Żoliborza, a tam proszę – zarys życiorysu. Czego my się z tego zarysu życiorysu możemy o Miłoszewskim dowiedzieć? Niczego rzecz jasna, bo nie po to się umieszcza zarys, by ktoś poznał życiorys. Jest dokładnie na odwrót. Życie Miłoszewskiego zaczyna się w roku 1995, wcześniej nic w nim nie ma.

Miłoszewski mówi o sobie tak, jakby przez dziesięć lat napisał z piętnaście książek, a on ich napisał sześć. Sześć książek przez dziesięć lat? Wydawcy przytomnie nie podają ich formatu i wielkości czcionki, informując nas jedynie o liczbie stron. Na tych sześciu książkach, z których jedna jest baśnią dla dzieci, a trzy serią kryminałów Miłoszewski zrobił międzynarodową karierę. Popatrzmy teraz co się pisze o fabule tych dzieł. Oto fragment znaleziony w portalu Merlin:

 

Teodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie siwe włosy. Stoi trochę z boku, wściekły, że znów kogoś zamordowano po siedemnastej, dokonując zamachu na jego poukładane życie rodzinne lub - zależnie od dnia- przeszkadzając mu w nieudolnym flircie, który może to poukładane życie doszczętnie zburzyć. W chłodną niedzielę 5 czerwca 2005 roku Szacki rozpoczyna nowe śledztwo. W klasztorze,w centrum miasta, zamordowano jednego z uczestników niekonwencjonalnej terapii grupowej, w czasie której pacjenci wcielali się w role swoich bliskich. Przypadkowe zabójstwo podczas włamania? Taka jest oficjalna wersja, gdyż Szackiemu trudno uwierzyć w hipotezę, że sprawcą zbrodni jest któryś z uczestników terapii. A jeśli tak, to dlaczego? Czy motywu należy szukać w nich samych, czy w osobach, które odgrywali podczas terapii? Każde przesłuchanie dostarcza informacji jeszcze bardziej wikłających sprawę. Prokurator ma nadzieję, że dokładne zbadanie przeszłości denata - osoby pozornie nieciekawej i bezbarwnej - pozwoli wykryć przyczynę zabójstwa i znaleźć sprawcę. Są jednak tajemnice, których nie odkrywa się bezkarnie - rodzinne tajemnice strzeżone przez siły potężniejsze niż rodzina.

 

Ja nie jestem aż tak wybitnym autorem jak Miłoszewski, a moja dociekliwość nie może równać się z jego dociekliwością, chciałbym jednak wiedzieć, jak prokurator Szacki wpadł na pomysł, żeby ktoś może się włamywać do klasztoru w celach rabunkowych?

 

Kolejny opis:

 

Gniew" to długo oczekiwane zakończenie kryminalnej trylogii z prokuratorem Teodorem Szackim!
Szacki to jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów powieści kryminalnych w Polsce, który przyniósł Zygmuntowi Miłoszewskiemu także sławę na międzynarodowym rynku literackim. 

Pozytywne recenzje europejskich i amerykańskich portali potwierdzają, że oczekiwanie na finałową część jest równie wysokie jak żal czytelników, że trylogia Miłoszewskiego dobiegła końca.

„Gniew" to powieść, w której tłem do zagadki kryminalnej jest ważny problem społeczny oraz wnikliwy portret Polski, ukazany przez pryzmat mrocznego, jesiennego miasta. Szacki po życiowej rewolucji przeprowadza się do Olsztyna, by zmierzyć się z ostatnią a zarazem najtrudniejszą w swojej karierze zagadką – problemem przemocy domowej.

Ostatnia część trylogii doskonale wpisuje się w zasady kryminału, jednak Miłoszewski nie lubi tworzyć schematów i podążać utartymi ścieżkami. Gra z czytelnikiem, sprawiając, że zamiast zastanawiać się, kto jest mordercą i jakie motywy nim kierowały, próbujemy dociec, kto i dlaczego został zabity.

Po tym fragmencie już wyraźnie widzimy, że coś jest nie tak. Miłoszewski robi się coraz bardziej podobny do Magdaleny Ogórek. Ona rozpoczęła swoją karierę polityczną od programu „Spełniamy marzenia”. Jej marzeniem było poznanie Józefa Oleksego i sny te stały się prawdą, o czym pani Magda poinformowała nas wczoraj. Bohater Miłoszewskiego, prokurator Szacki musi zmierzyć się z najtrudniejszą w swojej karierze zagadką – problemem przemocy domowej. Przy tym problemie bledną nawet włamania do klasztorów.

 

Na tym poprzestaniemy jeśli chodzi o opisy, jeszcze tylko fragment wywiadu, którego Miłoszewski udzielił portalowi „Foch”:

 

... przemoc domowa to jest coś, co nas nie dotyczy, to się dzieje gdzieś na wsi popegeerowskiej, gdzie pijany chłop żonę leje po pijaku. Okazało się, że to zupełnie nie tak, że inne są źródła przemocy, że ona wynika z pogardy wobec kobiet, a ta pogarda wynika z patriarchalnego systemu społecznego i nie jest przynależna tylko do świata patologii. Przekrój rodzin, w których pojawia się przemoc, jest pełny pod względem pochodzenia, wykształcenia, statusu materialnego. Wręcz trudniej jest ukryć przemoc w tzw. rodzinach patologicznych, bo one są z definicji podejrzane, więc ktoś tam zawsze zajrzy - a to kurator sądowy, a to opieka społeczna, i jest szansa, że wychwyci, że coś się dzieje. Z kolei w tzw. dobrych domach szanse na taką interwencję z zewnątrz są niewielkie.

 

Widzimy jasno w jakim kierunku zmienia twórczość naszego bohatera i czym on się będzie zajmował przez najbliższe lata. I to jest demaskacja ostateczna tej nędzy, w której się znaleźliśmy. Być może gdzie indziej jest jeszcze gorzej, ale nie możemy przecież równać do gorszych, tylko do lepszych. Miłoszewski, jako pisarz, będzie się już zajmował wyłącznie naprawianiem świata i nie łudźcie się, że mu się nie uda. Poszedłem wczoraj do biblioteki, żeby wypożyczyć jego książkę. Mowy nie ma, książki Zygmunta są tylko na zapisy. Od czasu rzecz jasna jak dostał paszport Polityki. Wcześniej leżały spokojnie na półkach. Mamy więc nagrodę, której celem nie jest promocja autora, ale promocja formatu treści, mamy segmenty rynku, które ułatwiają dystrybucję i mam kompletnie oczadziałych czytelników, którzy jak psy Pawłowa czekają na sygnał.

Dodam jeszcze, że proza Miłoszewskiego jest tłumaczona na języki obce i – jak pisze sam autor – świetnie odbierana za granicą. Chciałbym to zobaczyć. Niebawem Miłoszewski będzie miał spotkanie w Oksfordzie, może ktoś to sfilmuje i wrzuci do sieci? Znajdzie się taki odważny?

 

I jeszcze jeden fragment wywiadu:

 

Sam fakt, że ta debata się toczy, jest dla mnie powodem, by wziąć paszport i wyjechać jak najszybciej z Polski. Fakt, że tego nie przyjęli od razu, pierwszego dnia, kiedy mieli taką możliwość, jest dyskwalifikujący dla tej ekipy. W trakcie pracy nad powieścią przeczytałem zresztą tę konwencję i tam nie ma absolutnie nic kontrowersyjnego. I nie mówię tego dlatego, że jestem szalony, lewakiem, zresztą niektórzy mają mnie za PiS-owca. To jest dokument na jeden temat, że istnieje coś takiego jak przemoc wobec kobiet i należy wprowadzić różne rozwiązania prawne, które pomogą jej zapobiegać. Jak w ogóle może się toczyć debata na ten temat? Jak to możliwe, że ktoś, kto ma większość parlamentarną, nie klepnął tego z automatu? Jest to dla mnie niewytłumaczalne. Zapamiętajmy tych ludzi, którzy tego nie uchwalili, i tych, którzy są przeciw, bo wydawałoby się, że pewne granice cynizmu są nieprzekraczalne, a jednak okazało się, że można posunąć się poza nie.

 

Ja oczywiście wiem, że zaraz zostanę posądzony o zazdrość, w świecie segmentów i formatów, w którym żyjemy nie ma miejsce na żadne żywsze odruchy i każda taka aktywność jest interpretowana na opak. Dzięki temu właśnie wykluczono z rynku krytykę. Sformatowani autorzy i sformatowani czytelnicy. Powieści pisane pod sejmowe ustawy i prokuratorzy przenoszący się z Warszawy do Olsztyna, samo życie po prostu. Na koniec zobaczcie jeszcze co o Miłoszewskim napisała Maja Narbutt, bo to jest dopiero kuriozum, to jest wręcz nie do uwierzenia.

 

http://wpolityce.pl/kultura/230031-powiedzial-wladzy-ze-ma-tupet-zygmunt-miloszewski-nie-boi-sie-skandalu-i-nie-waha-sie-mowic-co-mysli

 

31 stycznia mam spotkanie z czytelnikami w moim rodzinnym mieście, w Dęblinie, w domu kultury, który teraz jest w budynku dawnej przystani nad Wisłą, tuż przy moście drogowym. Początek o godzinie 16.00. 19 lutego zaś o 17.30 (chyba) odbędzie się spotkanie w Gdańsku, w bibliotece, tak jak w zeszłym roku, w tym całym centrum handlowym, jakże się ono nazywa....Manhattan chyba...Zapraszam wszystkich serdecznie.


 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Mamy tam cały festiwal promocji. „Dzieci peerelu”, „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” oraz „Dom z mchu i paproci” sprzedajemy po 10 złotych plus koszta przesyłki. „Najlepsze kawałki” oraz 2 i 3 numer Szkoły nawigatorów sprzedajemy po 15 złotych plus koszta przesyłki. Zapraszam także do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie.

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (122)

Inne tematy w dziale Kultura