O tym, że na całym wielkim rynku treści jaki rozciąga się u nas od ulicy Czerskiej aż po sam uniwersytet najgłupszy jest Krzysztof Varga wiedziałem od dawna. Nie sądziłem jednak, że co roku będzie on z takim uporem tę swoją dysfunkcję podkreślał. Do tego jeszcze w prime time, w towarzystwie jakiegoś adepta nazwiskiem Szamałek i samego Morozowskiego. Mamy oto kolejną odsłonę lamentów nad czytelnictwem i Varga z tym całym Szamałkiem wydelegowani zostali do telewizji, w charakterze płaczek. A płacz jest prawdziwy, ja Wam zaraz podrzucę link, żebyście widzieli jak prawdziwy. To jest lament autentycznych duchowych przewodników narodu, którzy widzą, że mimo pożyczonego od flecisty z Hammeln instrumentu, mimo zachęt i kokieterii czytelnicy za nic w świecie nie chcą za nimi podążać. Owa niechęć w dodatku wyraża się w procentach i fakt ów wprawia wargi Vargi w drżenie nie do opanowania. Polacy nie czytają książek, a parę lat temu było o wiele lepiej, podniosły się wskaźniki czytelnictwa o całe dwa procent, ale znowu spadły i teraz leżą jak jakieś porzucone skarpety pod łóżkiem.
Nawet nie wiecie jak się cieszę, że te wskaźniki spadają. Nie je szlag trafi, niech nikt nic nie czyta i nie ogląda, a nawet niech w nic nie gra.
Najmocniej boli Vargę fakt, że ludzie przestają czytać jak wychodzą z gimnazjum. No, a co mają wtedy czytać? Wtedy powinni zabrać się za książki dla tak zwanych poważnych czytelników. I na co trafiają? Na Vargę i jego idiotyzmy wydane drukiem, na Witkowskiego, na Tokarczuk i innych laureatów i kandydatów na laureatów. No i od tego właśnie ich odrzuca. Nie chcą tego i swoją niechęć manifestują wprost. No, a Morozowski płacze, że tacy dobrzy autorzy są w Polsce i takie fantastyczne nagrody i wszystko jest świetnie, a on książki Szamałka czyta z płonącymi uszami i co? I nic. Ten ciemny naród dalej nic nie rozumie i nie chce brać do ręki tych dzieł wiekopomnych.
Macie oto link do całości rozmowy:
http://www.tvn24.pl/tak-jest,39,m/polska-nie-czyta,511555.html
Szamałek to jest ten człowiek, który się podpiął pod Wiedźmina i teraz robi karierę za granicą, przez co my powinniśmy machać marynarami, bo Polska wreszcie ma jakiś sukces. Varga zaś upatruje szansę na zwiększenie czytelnictwa w segmentacji rynku, co on nazywa tworzeniem literatury gatunkowej. Nie jest to żadna literatura gatunkowa, ale segmentacja właśnie, która ułatwić ma sprzedaż książek. Tak to sobie wyobraża Varga. Czy ona rzeczywiście ułatwia? Rzecz jasna nie i ja to zaraz udowodnię za pomocą nowego linka.
Ile można w zadanych warunkach wyodrębnić segmentów na rynku książki? Niewiele, że żeby wyodrębniać trzeba mieć z czego, czyli książki powinny być napisane. No, a przez kogo? Przez jakichś ludzi odpowiedzialnych, takich do których Varga i jego kumple z gazowni mają zaufanie. Stąd właśnie najlepiej rokujące segmenty obstawione są przez swoich ludzi, Varga wymienia dwóch – Miłoszewskiego z segmentu kryminalnego i Kosika z segmentu książki młodzieżowej. Beletrystyka podzielona jest w zasadzie na trzy segmenty i do wymienionych dodać można jeszcze jeden – obyczajówkę czyli te wszystkie historie co je pisze Witkowski i Tokarczuk.
Podkreślam – dzielenie książek na segmenty służy ułatwieniu sprzedaży. W teorii służy, bo u nas w praktyce służy uspokajaniu sumień takich mądrali jak Varga. Twierdzi on na przykład, że Miłoszewski wydawany jest w nakładach stutysięcznych. Ja się wczoraj zastanawiałem jak to jest możliwe. Dziś rano już nie musiałem się zastanawiać, bo ktoś mi przesłał taki link:
http://aspirujacypisarz.pl/2015/02/03/cala-prawda-o-empiku/
Przeczytajcie go uważnie bo warto. Autor jest byłym pracownikiem Empiku i jednocześnie ma zamiar zostać pisarzem. Tutaj opowiada o całej tej hucpie jaką jest Empik, ale – jak to zwykle czynią ludzie naiwni – usiłuje wypreparować zeń to co uważa za ważne i do czego aspiruje. W jego przypadku jest to Miłoszewski właśnie. Bo autor chce być taki jak on. Precyzyjnie opisuje szwindel jaki się dokonuje przy sprzedaży książek Miłoszewskiego, ale zaraz dodaje, że są one tak dobre, że sprzedałby się bez tego szwindlu. I najwyraźniej nie wierzy w to, że Miłoszewski ma coś wspólnego ze sposobem w jaki dystrybuowane są jego książki. Być może nie ma, ale w takim wypadku oznacza to, że jest wymiennym fantomem, a nie autorem książek. Jest produktem, który wymieni się na inny, na Szamałka na przykład, albo na jakiegoś jeszcze wymyślniejszego robota. Książki Miłoszewskiego sprzedawane są w takim systemie: Empik zakłada firmę córkę i tak wydaje dzieła Zygmunta. Pewnie ze sto tysięcy, myślę, że Varga się nie myli. Dostają na to grant rzecz jasna, a potem muszą się wykazać sprzedażą, więc wpychają te syfy do sieci i tam żenią ludziom przy kasach w ramach tak zwanej sprzedaży umbrella, czyli parasolowej. Chodzi o to co wszyscy znamy ze stacji benzynowych, o propozycje kupna składane przez kasjerów, z których są oni potem rozliczani. Tak się właśnie robi sprzedaż wysokich nakładów w Polsce. No i co? Czy Varga nie jest idiotą? Rzecz jasna, że jest i jeszcze do tego łże, bo on przecież doskonale zdaje sobie sprawę jak jest. I nie może przeżyć, że Polacy jednak nie czytają książek, no ku...a nie czytają i co im zrobisz....A tu 100 tysięcy Miłoszewskiego wydane i film zrobiony i sprzedaż parasolowa i promocje co środę i w ogóle wszystko co można sobie tylko wymarzyć. No, ale efekt wysokiej sprzedaży w segmentach jest osiągnięty, prawda? To znaczy chciałem powiedzieć, wysoka sprzedaż literatury gatunkowej rokuje na przyszłość świetnie i za dwa lata będziemy mieli dziesięciu Miłoszewskich piszących o tym, że w każdej rodzinie polskiej pleni się przemoc domowa.
Najlepszy jednak jest Varga wtedy kiedy mówi o innych krajach gdzie ludzie książki czytają. I podaje przy tym dwa nasze ulubione przykłady, ja się nie mogłem nie roześmiać kiedy to usłyszałem. Diabeł zamieszkał w książce, najwięcej czytają w Norwegii i w Czechach. Czego? Oczywiście literatury gatunkowej, czyli kryminałów. Zapomniałem Wam powiedzieć jeszcze, że cała ta gatunkowa literatura, czyli segmenty, nie tylko stwarza złudzenie sprzedaży, ale jeszcze ułatwia misję propagandową. Najłatwiej bowiem ludziom wmówić, żeby kupili świetny kryminał, a w ostateczności, jak już nie chcą, tak jak w Polsce, zostaje jeszcze ta umbrella. W kryminałach przemyca się wszystkie brednie o przemocy domowej, o rozterkach policjantów, którzy zastanawiają się czy strzelać do uzbrojonego bandyty czy nie i inne pożyteczne dla Vargi i jego kolegów treści.
Teraz kolej na następny segment, na książkę dla młodzieży. Varga wymienia jednego pisarza, który święci w Polsce prawdziwe triumfy. Jest to Rafał Kosik, autor serii „Felix, Net i Nika”. Ja chciałem nawet kiedyś kupić jedną z tych książek, ale coś mnie powstrzymało. Wczoraj jednak obejrzałem sobie fragment filmu nakręconego na podstawie jednej z nich, nosi on tytuł „Felix, Net i Nika i teoretycznie możliwa katastrofa”. Radzę Wam na to zerknąć. To jest coś znacznie lepszego niż ostatnie ekranizacje „Pana Samochodzika”. To jest nieporównywalne z niczym po prostu. Film ten wyrasta wprost z ducha dzieł takich jak „Słodko gorzki” Pasikowskiego oraz „Klasa na obcasach” Potockiej. Tyle, że nie ma w nim seksu. Nie wiem jak Wy, ale ja ciężko przeżyłem zmianę jaka po 1989 roku dokonała się w segmencie literatury i filmu młodzieżowego. Była to zmiana istotna i ona jest ciągle jeszcze widoczna, choćby w tym „Felixie, Neci i Nice”. Oto w dawnych czasach bohaterowie książek Niziurskiego, Bahdaja, Nienackiego, czy nawet Szklarskiego. To były dzieci, z którymi można było się utożsamić wprost. Każdy znał jakiegoś Marka Piegusa, czy Paragona, czy Cegiełkę. To byli koledzy z osiedla, z ulicy, nawet na wsi można było odnaleźć istoty im podobne. Bohaterów książek i filmów powstałych po roku 1989 można znaleźć tylko w jednym miejscu – na strzeżonych osiedlach. A w czasach kiedy my czytaliśmy „Wakacje z duchami” można było znaleźć ich jedynie w szkołach dla dzieci resortowych. No i kiedy oni te szkoły opuścili, a potem zrobili kariery, bo tak było zaplanowane, postanowili pokazać nam jak wygląda prawdziwa literatura dla dzieci i młodzieży, prawdziwy kryminał i prawdziwy rynek. I pokazują. Oto przed nami Felix, Net i Nika. Dla niepoznaki Nika skręca długopisy, żeby sobie dorobić, bo nie ma forsy i się tego bardzo wstydzi. No i jaki tego efekt? Tylko jeden – płacz Vargi i Szamałka. O dzięki Ci Panie Boże, że tak to wszystko urządziłeś.....Dzięki, dzięki, dzięki....
Polacy, wzywam Was, nie czytajcie książek, nie czytajcie. Nawet moich nie czytajcie. Proszę bardzo, na dowód szczerości moich intencji nie umieszczę tu dziś reklamy swojej strony, nie ma potrzeby przecież...Niech się Varga udławi łzami, niech pisarz Szamałek idzie pracować do korporacji, albo na kasę do Empiku, a Wy nie czytajcie....!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (83)