Radujmy się siostry i bracia, wielkie sieci postanowiły wziąć się za rynek książki. To oznacza, że nadchodzi koniec tego wszystkiego co znamy. Koniec prowizorki, koniec podpieranych autorytetem Michnika pisarzy, koniec kandydatów na Nobla i koniec krytyków z gazowni, którzy pozjadali wszystkie rozumy. Oznacza to także koniec tych wszystkich, którzy ich naśladowali, a więc koniec „naszych”. Oni tego nie wiedzą i nie dowiedzą się do końca, bo oszukiwany przez żonę mąż, zawsze dowiaduje się ostatni. Być może nadchodzi również koniec hurtowni w tej formule w jakiej one funkcjonują dziś, bo co do tego, że popadają ostatnie księgarnie można mieć pewność. Od dłuższego czasu piszę tu o rynku książki, nie zdarzyło się, że któraś z moich prognoz się nie sprawdziła. Nie zależy mi na tym specjalnie, bo poradzę sobie w tych okolicznościach, które są, a tych, które nadchodzą nie obawiam się wcale. No, ale są inni i oni powinni się martwić. Dlaczego się nie martwią? Bo liczą na obrót podręcznikami, po myślą w kategoriach XIX wiecznych, bo wierzą w to, że Tokarczuk jest pisarką, a Varga krytykiem, bo wydaje im się, że powieść jest najlepszych gatunkiem dla debiutanta, bo uważają, że seks sprzedaje książki, bo mają nadzieję, że to o czym pisze się w mediach sprzeda się w ich hurtowni i księgarni. Otóż mili Państwo, są to wszystko brednie. I o tym przekonamy się niebawem. Zanim przejdę do sedna pozwolę sobie na małą dygresję. Co jakiś czas zdarza się, że ktoś proponuje mi wzięcie moich książek do księgarni. I ja się przeważnie zgadzam, nie jest mi to na rękę, bo księgarze biorą mało, płatności się opóźniają, tak naprawdę cały handel jest w sieci, a oni zarabiają na tym, że obracają wielką ilością tytułów z różnych dziedzin. Sprzedaż zaś moich książek kręci się dzięki temu, że jest ten blog. W wielu takich wypadkach pada pytanie: czy da mi pan wyłączność na taki, a taki obszar? Ja nie wiem co powiedzieć w takiej chwili, bo niby jak mam temu człowiekowi zagwarantować wyłączność? Książki rozprowadzane są w sieci i mogą trafić gdziekolwiek, nie mam na to wpływu, podobnie jak nie mam wpływu, na ich redystrybucję i nic mnie ona nie obchodzi. No, ale widać wyraźnie, że ci księgarze czują pewien niepokój i chcą się jakoś ratować. To jest zła droga proszę państwa. Księgarnie, żeby przetrwać muszą zachowywać się jak londyńscy sprzedawcy ciuchów z City, ci z najbogatszych sklepów. Oni nie mają oporu przed wychodzeniem na ulicę i wydzieraniem się wniebogłosy, że jest promocja krawatów, ten co kosztowały 500 funtów, w promocji dostępne są za 350. Ja wiem, że nic nie sprzyja księgarzom i że oni mają najgorzej. Tytuły, które lansują media dziś, różnią się od tych sprzed pięciu lat tym, że nie da się ich postawić w witrynie, żaden czytelnik na to nawet nie spojrzy. Księgarnie są samotnymi wyspami na oceanie i nie mają szans w walce z sieciami. Podobnie jak ja nie mam z nimi szans jeśli chodzi o organizacje konkursów. W sieciach bowiem ktoś w końcu zrozumiał, że kluczem do rynku jest konkurs. No i Biedronka wyznaczyła konkurs na książkę dla dzieci, główna nagroda 100 tysięcy złotych. Nie wiem ile wynosi teraz nagroda Nike, ale pewnie tyle samo jeśli nie mniej. Rozumiecie? Sieć dla proli bierze się za kreowanie autorów i daje nagrodę 100 tysięcy. No to co będzie jak Tesco, albo Carrefour wejdą na ten rynek? Dadzą 200 tysięcy i ogłoszą konkurs na powieść obyczajową dla kobiet. Wynajmą jury i żeby było poważnie dokooptują do niego Tokarczukową i Vargę. Potem posadzą ich pomiędzy marchewką, a paletami z piwem i każą odpowiadać na pytania czytelników. Już nie mogę się doczekać. Tokarczuk w Vargą oczywiście się zgodzą, bo pieniądze nie śmierdzą. No, a oni już od dłuższego czasu mozolą się z tak zwanymi powieściami dla ludzi. Tokarczuk też próbowała napisać kryminał, a Varga różne obyczajowe demaskacje dla prostych obywateli tłucze. To wszystko zostanie niebawem zaorane, a na równo wygracowane grządki posadzi się innych autorów. I Biedronka dokładnie na mówi jacy to będą autorzy, otóż tacy, którzy nie mieli wcześniej żadnych publikacji oznaczonych numerami ISBN i ISSN. Co to oznacza w praktyce? Biedronce chodzi o autorów, którzy pokuszą się o te 100 tysięcy i sprzedadzą jej duszę. Podpiszą cyrograf na dystrybucję na najgorszych z możliwych warunkach i nie będą się ciskać, że po dwóch latach nie dostali ani grosza. Ich książka bowiem i ich nazwisko będą w każdym sklepie tej sieci. Konkurs – co oczywiste – wyłoni zwycięzcę, ale wyłoni też iluś tam autorów, którzy nagrody nie dostaną, ale ich książki wzbudzą zainteresowanie jurorów. I oni właśnie stworzą rynek. Cały wewnętrzny rynek Biedronki z nowymi hierarchiami i nowymi priorytetami, rynek o jakim się autorom i gościom programu „Śniadanie mistrzów” nawet nie śniło. Oczywiście, jest tu pewna pułapka, ludzie z Biedronki nie mają pojęcia jak słabi są autorzy w Polsce, nie rozumieją, że od 20 lat gazownia i zaprzyjaźnione z nią plemiona pracują dzień w dzień nad obniżeniem poziomu emocjonalnego i intelektualnego odbiorcy treści. Oni się o tym przekonają po nadejściu prac konkursowych, ale sądzę, że się nie przejmą. Rynek jest rynek, tak samo jak sztuka jest sztuka, wezmą tych co zrobili najmniej błędów ortograficznych i wykreują ich na gwiazdy. Z zakazem występowania w innych sieciach. No, a potem to już nie odróżnisz bracie pisarza z Biedronki od pisarza z Tesco, a tych dwóch od Zygmunta Miłoszewskiego, który – jak to idioci – na polecenie swojego wydawcy, będzie ich naśladował, bo będzie mu się zdawało, że trafi do masowego czytelnika. Tamci przecież trafili, dlaczego nie on?
Empik już pokazał jak się kreuje całe rynki, ale to było takie trochę chałupnictwo. Pamiętacie przecież tego kolegę blogera z mordoru, co go tu bloger ów lansował, tego Przemka z Katowic...on jednego tygodnia pisał książkę o najlepszych agentkach Churchilla, drugiego o kamikadze, trzeciego o skarbach Inków, a pod koniec miesiąca brał się za Smoleńsk i prezydenta Kaczyńskiego. Wszystko z przeznaczeniem na rynek Empiku. No, ale tam chce być każdy i wewnętrzne układy są nieczyste, bo chodzi o lans, a nie o zysk i wyzysk autorów. W sieciach spożywczych będzie inaczej, tam nikt nie podskoczy, decyzja zapadnie gdzieś wysoko i nie będzie od niej dowołania. Nie wiem co zrobi wtedy Zygmunt, sprzedaż typu umbrella już mu nie pomoże.
Nie wiem jak gazownia będzie ratowała swoich ludzi z tej opresji, ale wyjścia są dwa – ustawowe i biznesowe. Pierwsze polega na tym, by wywrzeć ciśnienie na ministerstwa i fundację, by wzięły wybranych miśków na pensję po prostu. Dla niepoznaki zostaną one nazwane stypendiami. Jeśli się na to zdecydują to ja mogę tylko zacierać ręce, pozdychają jak psy pod płotem, jeden po drugim. To drugie wyjście jest jeszcze śmieszniejsze, gazownia może podnieść wysokość nagrody Nike i wyznaczyć kilka innych nagród w konkursach siostrzanych. No, ale wtedy to ja nie ręczę za jurorów. Przyjdzie prikaz z góry, że lansujemy naturszyczyków, a nie rodzinę i kochanków płci obojej jak to było do tej pory. No, a nagroda wysoka, dajmy na to z 5 dużych paczek. I co? Jak na to zareagują jurorzy? Jaki oni biedactwa stres przeżyją? Przychodzi dajmy na to ktoś, ktoś jest dużo gorszy niż Miłoszewski, a to możliwe, wierzcie mi. Przychodzi i okazuje się, że ma wygrać.....Ile? No pół miliona....kurna... Ale jak to? Varga z Tokarczuk nie wytrzymają tego nerwowo, reszta też. Może Wanda Rapaczyński da radę, bo ona jest otrzaskana z pieniędzmi, ale te biedaki z uniwersytetu i redakcji za nic. Dojdzie do rękoczynów i afer niesłychanych. Czekajmy w drżeniu na rozwój wypadków.....
Ktoś zapyta co my na to? Otóż są dwie szkoły – falenicka i otwocka. Jedni pójdą za tak zwanym ciosem, czyli będą robić to samo co Biedronka, tylko gorzej, bo im się będzie zdawało, że wystarczy wyprodukować nędzną książkę i ona się już sprzeda, albowiem tego właśnie – nędzy – pożąda lud. Nie kochani, to jest zła droga i wybierają ją jedynie ludzie, którzy nie rozumieją dystrybucji. Trzeba wybrać tę drugą drogą, która wydaje się gorsza, pełna niebezpieczeństw i bardziej stroma. Trzeba jednym słowem uciekać jak najdalej od metod i sposobów proponowanych przez wielkie sieci, nie wolno wchodzić na ich rynek, ale trzeba mieć własny. I musi to być rynek – powtarzam się, wiem – produktów luksusowych dostępnych w umiarkowanej cenie. Ja oczywiście nie mam takich możliwości jak Biedronka, ale robię co mogę. Już wkrótce pierwszy tom Baśni jak niedźwiedź w nowej odsłonie. Twarda oprawa, dziesięć kolorowych ilustracji na papierze kredowym, wkładka ze zdjęciami i pięć nowych opowiadań. Wszystko w cenie 40 złotych. Dla naszych klientów rzecz jasna, tych co kupują w sklepie www.coryllus.pl. Cena dla pośredników wynosić będzie 45 złotych i od tej ceny naliczać będziemy rabaty. Żeby utrzymać rynek, nawet taki malutki jak ten nasz, potrzebne są periodyki, bez tego się nie da. My mamy aż trzy, mamy dziennik internetowy, kwartalnik, pełen ciekawych tekstów i wydawnictwo ukazujące się w cyklu półrocznym czyli 'Baśń jak niedźwiedź”. Do tego mamy jeszcze inne publikacje, dostępne na stronie www.coryllus.pl Nie jest lekko kochani, szczególnie na przednówku, ale się staramy. Biedronka nam nie zagrozi, żeby do tego doszło musiały by zostać zlikwidowane targi książki, a na to się nie zanosi. W tym roku mamy następujące imprezy targowe: w połowie kwietnia Targi Wydawców Katolickich, na których będę, pod koniec kwietnia Targi w Białymstoku, na które jednak zdecydowałem się pojechać. Potem w połowie maja targi w Warszawie na Stadionie Narodowym. Pod koniec czerwca organizowany jest kiermasz książki w Szczecinie, gdzie zamierzam być, rzecz odbywać się będzie na Skwerze Lotników – chyba, pod koniec lipca zaś podobny kiermasz będzie na Skwerze Kościuszki w Gdyni. W sierpniu i wrześniu przerwa. Październik to targi w Krakowie, być może pojadę w tym roku na targi do Łodzi o ile nie będą kolidować z Targami Książki Historycznej w Warszawie i jak zwykle zakończyć powinniśmy rok targowy na początku grudnia we Wrocławiu. Do tego dochodzą spotkania autorskie i właściwie człowiek zaczyna się zastanawiać kiedy ma pisać. No, ale nikt mi nie obiecywał, że będzie łatwo. Wszystkich serdecznie zapraszam na te imprezy, o szczegółach będę informował w osobnych wpisach.
Kończy się era autorów zadekretowanych przez autorytety medialne, zaczyna się inna era i ona może być trochę niebezpieczna, ale ja jestem dobrej myśli. Kiedy sieci zniszczą rynek gazowni, na którym pożywiają się takie mamuty jak Tokarczuk, Varga i reszta tej zgrai, zostanie tu szczery step. I na to miejsce sieci spróbują wpuścić autorów zagranicznych, tych o których już tu pisałem, autorów, którzy piszą w języku angielskim i chcą by ich książki były tłumaczone na wszystkie języki świata. Mechanizm ten zacznie działać tylko w jedną stronę, nikt już się nie będzie bawił w tłumaczenie Szczygła na portugalski, bo i po co, sieci będą miały swoich autorów dystrybuowanych na całym świecie w różnych tłumaczeniach, na pana Mariusza nie będzie tam miejsca. No, ale kiedy to się już stanie, my będziemy na nich tu czekać...z toporami w rękach....
Na koniec zostawiam wam dwa linki, które zainspirowały mnie do napisania tego tekstu.
http://natemat.pl/135695,w-polsce-pisarze-narzekaja-na-zarobki-a-w-rosji-ich-sny-spelnia-putin
Dziś o 17.00 w kawiarni Niespodzianka w Warszawie będę miał wieczór autorski, zapraszam wszystkich serdecznie. Zapraszam również na stronę www.coryllus.pl gdzie rozpoczęliśmy sprzedaż nowego numeru Szkoły Nawigatorów. Nie będzie go jeszcze na dzisiejszym spotkaniu, bo przyjedzie tu dopiero w poniedziałek. Za miesiąc – 9 kwietnia wieczór autorski w Gdańsku. Biblioteka w budynku Manhattan, początek o 18.00


Komentarze
Pokaż komentarze (32)