coryllus coryllus
4251
BLOG

O fałszywych metaforach i prawdziwej głupocie

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 44

Mam nadzieję, że wczoraj wyraźnie dowiodłem iż metafora literacka leży bardzo daleko od chirurgicznej precyzji, a jej funkcja jest inna całkiem i w ogóle nieporównywalna. O tym jak fałszywie brzmią różne metafory, mające budzić skojarzenia piękne i wzniosłe przekonuje nas czasem sam Pan Bóg aranżując sytuacje, w których dochodzi do nieodwracalnych demaskacji tych metafor. W literaturze polskiej, w polityce i propagandzie postępowej słowo kuźnica ma znaczenie szczególne i nie ma takiego dziecka, przynajmniej z tych co kończyli ośmioklasową podstawówkę, co nie kojarzyłoby w jak najlepszych kontekstach wyrazu „kuźnica”. Pierwszy lewicowy think thank, którego funkcje istotne nie zostały do dziś dobrze rozpoznane i opisane nosił tę brzemienną w znaczenia nazwę – Kuźnica Kołłątajowska. I co z tego – powie ktoś – nazwa piękna i adekwatna. Otóż nie. I ja, jako człowiek który rozumie we właściwy sposób metafory jestem w stanie każdego przekonać, że nie. Kuźnia, budynek na rozstajach dróg, to nie jest miejsce gdzie wykuwa się talenty, jak się to zdawało tym biednym chłopcom zatrudnianym przez księdza podkanclerzego do robienia jakobińskiej propagandy. Kuźnia na rozstajach to jest miejsce gdzie wymienia się ważne informacje i spogląda uważnie w jedną i drugą stronę, kto skąd nadchodzi i dokąd zmierza. Kuźnia to jest miejsce, gdzie czasem można kogoś schować przed obcymi, a czasem kogoś zabić lub obcym wydać.

W nowo wydanym pierwszym tomie „Baśni jak niedźwiedź”, tym z ilustracjami Tomka Bereźnickiego znajduje się pięć nowych opowiadań. I akcja dwóch z nich kończy się w kuźni właśnie. Zapewne wielu z Was domyśliło się co to za opowiadania i wiecie już jak ponurą metaforą jest kuźnia i jak trzeba uważać z tym słowem jeśli chce się go umieścić gdzieś w tekście. Pierwsze z opowiadań dotyczy Mariana Bernaciaka, Orlika, który został zdradzony przez kowala z Piotrkówka pod Życzynem i zamordowany w pobliżu jego kuźni. Drugie zaś znanej pisarki, Izabeli Stachowicz – Czajki, która przeżyła dzięki innemu kowalowi, który ukrywał ją przez parę lat przed Niemcami. Ktoś powie, że to co piszę, to jakaś taka literacka dowolność interpretacyjna. Aha, akurat dowolność. Nie żadna dowolność tylko ujawnienie prawdziwego znaczenia słów. A co z chronologią spyta ktoś? Kołłątaj nic nie mógł wiedzieć o Orliku i Czajce. To fakt, za to o kuźniach powinien dowiedzieć się czegoś bliższego i nie określać swojej misji tym słowem, no chyba, że doskonale znał wszystkie skojarzenia związane z kuźnią i jej funkcją i dlatego właśnie wpadł na pomysł, by jego thin thank nosił takie miano.

Dostałem wczoraj niesamowity list. Oto jeden z czytelników podarował nasz album „Święte królestwo”, w wersji angielskiej rzecz jasna, jego ekscelencji biskupowi pomocniczemu archidiecezji budapesztańsko-ostrzychomskiej Jerzemu Snellowi. Album wrócił do nas wczoraj wraz z dedykacją i listem-zamówieniem na kolejne dwa egzemplarze. Dedykacja skierowana jest do Tomasza Bereźnickiego i do mnie. Brzmi ona: Z miłością, modlitwą i przyjaźnią, biskup Jerzy.

Tak więc powoli się przebijamy, nie jest łatwo, ale będzie łatwiej jak sądzę. Ci zaś, którzy nie mają jeszcze tego albumu niech żałują. Zaczynamy bowiem od teraz wielką akcję wydawniczą, której celem będzie publikacja wszystkich moich książek zaopatrzonych w ilustracje Tomka, będziemy to robić etapami i wolno, ale mam nadzieję, że przynajmniej cykl polski zakończymy jesienią i na targach we Wrocławiu będzie już można kupić komplet czterech tomów Baśni Polskich z ilustracjami w twardych oprawach.

Do tego wydawać będziemy duże komiksy, takie jak „Święte królestwo”, zaopatrzone w płytę długogrającą z muzyką autorską Tomasza. Powstawać będą także albumy w całkowicie niespotykanej do tej pory konwencji, czyli takie jak zapowiedziany na maj album „Narodziny świata w 20 obrazach”. Obejmować będą one czasy zwane nowoczesnymi. Ten pierwszy album zaczyna się w latach sześćdziesiątych XIX wieku, a kończy latem roku 1914. Mam w związku z tym zakończeniem pewną zagadkę. Kto ją rozwiąże otrzyma jeden egzemplarz albumu w prezencie. Otóż ostatnia plansza obrazuje pewien dokonany latem tego roku zamach, szalenie ważny z przyczyn politycznych, zamach bez którego z pewnością nie doszłoby do wybuchu I wojny światowej. Proszę bardzo zgadujemy. Zagadka nie jest łatwa, nadmieniam, bo już widzę te rzesze entuzjastów, którzy wpisują komentarze pod tekstem.

Kolejny album dotyczył będzie czasów powojennych w Polsce, a więc terroru komunistycznego i prześladowania Kościoła. I mam nadzieję, że wydamy go już jesienią. Mam nadzieję, bo wszystko będzie zależało od tego jak zostanie przyjęty przez czytelników nasz nowy produkt. Mam nadzieję, że dobrze i że rysunki Tomka, jego albumy i inne prace, staną się po prostu znakiem rozpoznawczym naszej misji, a także przedmiotami kolekcjonerskimi, które układać się będą na półkach czytelników w długie cykle. Mam także nadzieje, że ich nagromadzenie w jednym miejscu będzie robić odpowiednio duże wrażenie.

I teraz popatrzcie, otworzyłem sobie na chybił trafił tygodnik „Polityka” i znalazłem tam artykuł demaskujący pułapki rynku książki, czyli takie wydawnictwa, które proponują autorom wydanie książki za pieniądze. Z tym, że to autor płaci, a nie wydawca. Ludzie jakieś prowokacje robili, żeby to zdemaskować. Ciekawe po co, skoro to właśnie środowisko tygodnika „Polityka” i okolice są odpowiedzialne za taki stan rynku księgarskiego w Polsce, firmy zaś wydające jakichś frustratów za ich własne pieniądze manifestują w ten sposób bezradność rynku wobec terroru jaki gazownia i „Polityka” narzuciły nam wszystkim. Z czym nam się ów terror kojarzy? Czy nie z kuźnicą czasami? Czy nie z wykuwaniem nowych talentów? A jakże, z tym właśnie. Oto środowiska, przez które przejść musi każdy komunikat opublikowany następnie w formie druku zwartego. Wszystko co poza tym jest nieważne i złe. Nie po to jeden z członków tej całej kuźnicy kołłątajowskiej zajmował się kontrolą publikacji, żeby nie można było twórczo wykorzystywać tego świetlanego przykładu. No więc ja na to odpowiadam jak wyżej. I dodaję to co rzekł Cambronne w obecności parlamentariuszy Wellingtona – a gówno.

Jeśli idzie zaś o komiksy jest jeszcze gorzej niż z książkami. Wczoraj wpadłem na pomysł, żeby po wydaniu nowego albumu przesłać go do recenzji Orlińskiemu, znanemu znawcy pop kultury. W albumie tym jest bowiem taka masa kontekstów, w tak zaskakujących obudowach, że znawca prawdziwy powinien zawyć z zachwytu. Mógłbym zacząć tak:

 

Szanowny Panie Wojciechu, słyszałem, że jest Pan najwybitniejszym w Polsce specjalistą od pop kultury. Oto kolega mój Tomek stworzył przy mojej skromnej pomocy ten pełen aluzji album.....

 

Tomek się nie zgodził. Napisał mi, że brał kiedyś udział w konkursie, w którym jurorem był Orliński. Narysował taki komiks o Breżniewie, Bońku i jeszcze o kimś. Dostał ledwie wyróżnienie. Nagrodzona zaś praca, nad którą cmokał nasz znawca pop kultury wyglądała tak:

 

http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/gallery/autobiografia_konkurs/dziedzic22.jpg

 

Jak więc ci wszyscy ludzie mają się odnosić do nas i do siebie nawzajem? Z pogardą. Nic więcej im nie pozostaje.

Dziś ma tu przyjechać pierwsza partia nowej Baśni, z obrazkami, w twardej oprawie. Drżę z niepokoju. Nie będzie tego dużo, więc jutro do Gdańska zabiorę tylko 20 egzemplarzy. Reszta pójdzie w paczki i do ludzi.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl. A także do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy. Jutro zaś na spotkanie w Gdańsku, które rozpocznie się o 17.00 w bibliotece mieszczącej się w budynku Manhattan. 16 kwietnia rozpoczynają się Targi Wydawców Katolickich w Warszawie pod Zamkiem Królewskim, o czym nieśmiało przypominam.

 

Jeszcze nagrania

 

http://www.youtube.com/watch?v=N9e7xCyDoFQ


 

https://youtu.be/i9anCuMljYg


 

No i nasze trailery.

https://www.youtube.com/watch?v=PZ77GGVUfLw

https://www.youtube.com/watch?v=agpza8Ag5bA

https://www.youtube.com/watch?v=kJ7REL-ee4s


 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Kultura