coryllus coryllus
5538
BLOG

Nawrócenie Natalii Rolleczek

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 63

Ponieważ umarł wybitny pisarz, noblista, Gunther Grass, postanowiłem napisać coś o Natalii Rolleczek.

Nie wiem czy w waszym domu, ale w moim na pewno, a także w domu mojej żony stała na półce ta książka. Zielona, broszurowa oprawa, blaknąca z każdym rokiem i kurz zbierający się na grzbiecie. Nie wiem kto kupił tę książkę i kiedy, ale stało się to zapewne w czasach kiedy książki kupowano w kioskach ruchu. Były jak fale zalewające perony dworców i ulice miasteczek, gdzie mało kto książki się interesował a jeśli już to raczej podręcznikami niż literaturę piękną. Ta zaś pozycja zaliczana była do literatury pięknej. Nosiła tytuł „Bogaty książę”. Napisała tę książkę Natalia Rolleczek i mnie owe dwa napisy fascynowały od dzieciństwa. Budziłem się rano patrzyłem na półkę z książkami i widziałem zielony grzbiet książki i te słowa: Natalia Rolleczek, Bogaty książę. Raz jeden próbowałem przeczytać Bogatego księcia i był to o jeden raz za dużo. Nie wiem nawet czy przebrnąłem przez pierwszy akapit. Odłożyłem książkę i postanowiłem już tylko patrzeć na okładkę, i blaknący z każdym rokiem grzbiet.

Nie miałem wówczas pojęcia kim jest Natalia Rolleczek i dziwiłem się, że można wydawać tak słabe książki w ogromnych nakładach.

Kiedy po raz pierwszy obejrzałem w telewizji film „Drewniany różaniec”, nie miałem pojęcia, że to jest opowieść nakręcona według jakiejś książki. O tym, że za całym tym ponurym filmem kryła się Natalia Rolleczek nie miałem pojęcia właściwie do przedwczoraj, no może przesadzam, jakieś dwa miesiące temu dowiedziałem się, że właśnie ta pisarka jest bohaterką filmu i autorką książki „Drewniany różaniec”. To, jak pamiętacie jest film Petelskich, który opowiada o znęcaniu się zakonnic nad wychowankami domu dziecka. Ja jestem szczerze przekonany, że Natalia Rolleczek doświadczyła potężnej traumy w tym domu dziecka, że rzeczywiście siostry poczynały sobie ostro z sierotami, jestem przekonany, że autorka napisała swoją historię emocjami, szczerze i że ta historia zrobiła na wielu ludziach potężne wrażenie. Było ono tak wielkie, że ktoś postanowił mianować Natalię Rolleczek pisarką i sprzedawać jej książki w masowych nakładach jak kraj długi i szeroki. Nie mam pojęcia jak ona sama przyjęła te splendory, na pewno nie udzielała się publicznie jak inni pisarze, była chyba osobą dyskretną i zrównoważoną. Zresztą żyje do tej pory gdzieś w górach i udzieliła nawet ostatnio kilku wywiadów, ma grubo ponad dziewięćdziesiąt lat.

W jej wikipedyjnej biografii możemy przeczytać, że była w AK i znała osobiście Karola Wojtyłę. To możliwe, nie jest przecież winą Natalii Rolleczek, że władza wykorzystała jej książkę 'Drewniany różaniec” do ataku na Kościół. Kiedy grała w tym filmie samą siebie, była młoda i pewnie za bardzo nie wiedziała co się dookoła dzieje. Wiedzieli za to Petelscy, którzy byli jednymi z najważniejszych propagandystów systemu.

Nie mam pojęcia, w jakim życiowym momencie nastąpiło nawrócenie Natalii Rolleczek, ale dziś jest ona gorliwą katoliczką i jak piszą media, wybaczyła już dawno swoim dręczycielkom za zakonu. Myślę, że ona tego nie ujmuje w ten sposób, ale czynią to w jej imieniu dziennikarze, którzy nie mają pojęcia co to jest być sierotą wychowywaną w klasztorze, przez zakonnice, które muszą wypełniać swoją misję wśród rozwrzeszczanych i nieusłuchanych dzieciaków.

Nie będę streszczał Wam filmu Drewniany różaniec, bo zapewne go oglądaliście. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na to jaka była funkcja pisarzy polskich po wojnie, na co oni mogli liczyć i jak rozpoznawalny był ich talent. Nie znam nikogo, powtarzam, kto przeczytałby książkę Rolleczek zatytułowaną „Bogaty książę”. Być może są tacy ludzie, ale z pewnością jest ich mniej niż tych co czytali książki Grassa. Było ich także mniej niż czytelników książek Pierra Barreta, o których pisałem wczoraj. Czy to znaczy, że Polacy nie chcą czytać książek, jak się wydaje różnym naprawiaczom, ratownikom kultury i takim wiecie zadumanym, nad losem polskiej książki i języka, co to marzą tylko, by ich ktoś wziął na etat? Nie sądzę, to świadczy o prawidłowości znacznie głębszej. Oto Gunther Grass, pisarz niemiecki poparł żywym słowem kanclerza Schroedera. Czy musiał to robić? Nie, mógł milczeć. Natalia Rolleczek milczała przez całe swoje życie, wydawali jej te książki, ale ona milczała uparcie, ja przynajmniej nie pamiętam, by brylowała w telewizji, a pamiętam na przykład programy telewizyjne z Łysiakiem. Oto Pierre Barret pisarz francuski, dyrektor generalny wielkiej gazety i równie wielkiej rozgłośni radiowej, człowiek prezydenta Mitteranda, który unika otwartego popierania swojego szefa, ale ma różne zakulisowe misje i jego książki są tłumaczone na obce języki i wprzęgnięte w misję kulturalną republiki.

Oto Polska i jej pisarze, Natalia Rolleczek, Grzegorz Górny i Paweł Lisicki, sami szczerzy katolicy po przejściach. Rolleczek zaczynała od „Drewnianego różańca” i na tym właściwie poprzestała, jeśli nie liczyć książki i nakręconego według niej filmu „Szalona noc”, który cieszył się jakimś tam powodzeniem. Jej książki nie były tłumaczone na języki obce i nie znała, jak sądzę, Pani Natalia, ludzi z samych szczytów władzy. Górny z Lisickim także nie mają szans na to, by ich książki były przetłumaczone na jeden choćby obcy język, no może ktoś tego Lisickiego na niemiecki przetłumaczy, bo on zdaje się ma coś z Niemcami wspólnego. Obaj zajmują się pisaniem o Kościele i jego historii, a czynią to w sposób, który zadziwiłby nawet Pierre'a Barreta. Jeden jedzie do otwartego dla wszystkich, hiszpańskiego muzeum i tam odkrywa św. graala, drugi na okładce swojej książki zadane dramatyczne pytanie „Czy Jezus był bogiem”?. Łączy ich jedno – nie stoi za nimi żaden polski polityk, który byłby zainteresowany użytecznością propagandową jednego czy drugiego. A jeśli nie stoi żaden polityk polski, to znaczy, że stoją tam jacyś inni ludzie, którzy zainteresowani są promocją ich książek wydawanych w wielkich nakładach. Jest jeszcze oczywiście taka możliwość, że to Kościół wszystko finansuje, ale ja w nią rzecz jasna nie wierzę. Nie przeciska mi się przez uzwojenia, że księża mogliby przyłożyć rękę do publikacji pod tytułem „Czy Jezus był bogiem”?

Czy już widzicie różnicę pomiędzy pisarzami polskimi i zagranicznymi? Tak właśnie ona tkwi w tym, że tamci mają zawsze wsparcie ze strony polityków, którzy do czegoś ich potrzebują. U nas pisarze jedynie aspirują do takiej funkcji, a politycy nie rozumieją dlaczego mieliby się z nimi zdawać. Ktoś powie, że to wina polskich polityków. Częściowo tak, ale tylko częściowo. No i trudno tu mówić o winie. To jest efekt przerwania tradycji kulturowej jaka istniała w Polsce do roku 1939. To jest efekt zalania kraju przez bolszewików i wstawienia na szczyty władzy gangu, który nie realizuje żadnej racji stanu poza tą, którą zaproponują mu obcy. Rosjanie, Niemcy, Amerykanie i inni. Gang może się zmieniać, ale dla nas nie ma to znaczenia. Można się oczywiście zastanawiać, czy tak nie jest lepiej, czy gdyby Jarosław Kaczyński nagle wyznaczył do roli wieszcza Ziemkiewicza nie byłoby gorzej, albo gdyby Komorowski wyciągnął jakiegoś swojego pisarza z kieszeni, sprawy nie poszłyby w złym kierunku. Teraz przynajmniej wiemy, że żaden z nich nie jest tak naprawdę nasz. Pozostaje jeszcze kwestia, którzy politycy są nasi. Z politykami jednak sprawa jest prosta. Oni chcą czy nie chcą muszą być zwróceni twarzami na zewnątrz, muszą nas reprezentować. A przez to czasem pojawia się szansa, by kopnąć ich w tyłek. Pisarze zaś są po to, byśmy nie zboczyli z drogi, którą wyznaczyli dla nas ich promotorzy, byśmy podążali jak szczury za dźwiękiem fletu. Są produktem na rynek lokalny innymi słowy. I nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się domagał, by ich lansowano za granicą. Nawet oni sami tego nie chcą.

 

Przypominam, że w ten czwartek zaczynają się w Warszawie targi Wydawców Katolickich, będziemy tam z Toyahem. Ja przez cztery dni, a Toyah przez dwa. W kolejny piątek zaś zaczynają się targi w Białymstoku. Będę tam miał dwa wieczory autorskie, jeden w samym mieście, a drugi w Sokółce, pierwszy 24 kwietnia o 18, przy ul. Ciepłej 15, w filii bibliotecznej nr 3, a drugi 25 o 18 w Bibliotece Publicznej w Sokółce. 30 zaś kwietnia będziemy z Toyahem i Dr. Wallem w Opolu dyskutować o szansach Andrzeja Dudy na fotel prezydencki. Początek o ile pamiętam o 18.00. Zmianie ulegają plany mojego wyjazdu do Szwajcarii. Nie mogę tam pojechać w czerwcu, będziemy więc w Rapperswilu na początku września. Raczej nie dojedziemy do Genewy. Zbyt optymistycznie to zaplanowaliśmy. Nie damy rady po prostu. No, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl i do sklepu FOTO MAG gdzie są już nowe Baśnie. Zapraszam także na targi książki, kwietniowe i majowe, które odbędą się na Stadionie Narodowym w połowie miesiąca.

 

Aha, byłbym zapomniał, zgłosiłem nasz komiks do nagrody Feniksa, w dwóch kategoriach – wydawnictwo młodzieżowe i edytorstwo. Nie liczę na nic, ale ciekaw jestem, czy taki produkt jak komiks ma w ogóle szansę. Zwycięży pewnie jak zwykle Górny ze swoją książką o graalu, albo Ziemiec, który napisze coś o swoim profesjonalizmie. Zawodowcy górą.

 

Mam tu jeszcze link do nowej pogadanki i tradycyjnie nasze trailery

 

https://www.youtube.com/watch?v=AfZdlZ0_xX4&feature=youtu.be

 

https://www.youtube.com/watch?v=PZ77GGVUfLw

https://www.youtube.com/watch?v=agpza8Ag5bA

https://www.youtube.com/watch?v=kJ7REL-ee4s

 

Jan Żyliński, o którym tu ostatnio pisałem, prosił mnie, żebym umieścił informację o jego nowej inicjatywie. Proszę bardzo, oto ona:

 

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/imigranci-mowia-dosc-ksenofobii-w-wielkiej-brytanii-polski-ksiaze-wyzywa-na-pojedynek-nigela-farage-a,532744.html

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Kultura