398 obserwujących
2903 notki
12283k odsłony
  4612   0

Druidzi i pieniądze

Za każdym razem kiedy zabieram się do nowej książki robię na allegro duże zakupy. One nie są za bardzo przemyślane i w zasadzie kieruję się przy tym wyłącznie intuicją. Potem taki Targalski robi mi z tego zarzut i pisze, że moje książki nie są naukowe. Nie są, to prawda, a powiem więcej – nigdy takie nie będą. W trakcie pisania Kredytu i wojny tom I, kupiłem sobie książkę pod tytułem Druidzi, napisał ją Peter Berresford Ellis, zajadły popularyzator krytykujący wszystkie poważne autorytety. Ponieważ, wbrew intuicjom, nie przeczytałem tej książki w czasie pisania Kredytu i wojny, a nie zrobiłem tego, bo wydawało mi się, że nie będzie mi to potrzebne, zabrałem się do lektury teraz. No i już wiem, że trzeba będzie robić poprawione wydanie mojej nowej książki. Ponieważ opisałem w niej świat XII i XIII wieku jako konkurujące ze sobą, wielkie rynki bardzo łatwo przyszło mi porównanie tego opisu z treściami zawartymi w pracy Ellisa. No, ale zacznijmy od początku. Dlaczego książka o druidach miałaby być przydatna w opisywaniu herezji? Dlatego, że autor pisze iż w roku 280 przed Chrystusem, wielkie celtyckie armie najechały Grecję właściwą, splądrowały Delfy i zabrały stamtąd olbrzymi skarb. Wiele lat później legiony Cezara odnalazły ten delficki skarb pod Tuluzą. Jeśli zaś coś leży pod Tuluzą to jest po prostu z samej istoty ważne. Ciotka wiki podaje, że było inaczej, że Delfy zostały obronione i Celtowie odstąpili. Nie wiadomo co dokładnie się stało, bo źródła są poza naszym zasięgiem. Ellis pisze, że kampania w Delfach zakończyła się sukcesem połowicznym, bo po splądrowaniu świątyni armie się rozpadły, a wódz Celtów Brennus popełnił samobójstwo.

Popatrzmy teraz co się dzieje u schyłku III wieku w Europie południowej i Afryce. Oto rośnie potęga Kartaginy, która walczy z Grekami o Sycylię, w czym pomagają jej Rzymianie. Wkrótce jednak dojdzie do konfrontacji z Rzymem i rozpocznie się I wojna punicka – 276 p.n.e. Świat hellenistyczny odchodzi w przeszłość, stanie się wkrótce częścią imperium. W roku 280 imperium jeszcze nie istnieje, a problemem republiki są państwa greckie, za chwilę zaś stanie się nim Kartagina, którą łączą ścisłe związki z Celtami. Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości, bo tym pisze się w podręcznikach. Celtowie służą w armiach punickich i stanowią ich najważniejszą część. Rzym, a wcześniej Grecy, ulega ciśnieniom z dwóch stron, akcje zaczepne na północy są koordynowane z południa. Oczywiście, można się upierać, że w świecie starożytnym niemożliwe było planowanie operacji zaczepnych na taką skalę, można się upierać, że był to świat rozproszonych ognisk kulturowych zwalczających się zaciekle. To jednak z całą pewnością nie jest prawda, albowiem technologie i myśl ówczesnego świata znacznie wyprzedzały podobne urządzenia używane w średniowieczu, a co do koordynacji działań w wielkich wojnach tamtego czasu nikt nie ma chyba wątpliwości. Świat starożytny potrafił wyprodukować koryncką kolumnę z kanelurami, a świat współczesny, nie mówiąc już o średniowiecznym tego nie potrafi. Sądzę więc, że owe subtelności możemy przenieść do polityki. Jeśli to zrobimy możemy śmiało założyć, że istnienie Celtów zależało do powodzenia Kartaginy. Ta zaś przegrała, a skoro tak, cały, olbrzymi przecież, świat celtycki musiał zniknąć. I rzeczywiście zniknął.

Ellis pisze, że druidzi pojawili się jako w pełni ukształtowana kasta dopiero w II wieku p.n.e. Nie będę się wypowiadał w tej kwestii, bo nie mam o tym pojęcia, w każdym razie byli oni najważniejszą kastą w społeczeństwie celtyckim, wyraźnie odróżniającą się od bardów i od wojowników. Czym się odróżniali? Ponoć chodziło o wiedzę, tę nadzmysłową. Wróżyli z wnętrzności, z drgawek konającego, któremu wbili wcześniej nóż w brzuch, a także z innych rzeczy. Posiadali także umiejętność leczenia i potrafili wnioskować. Tak to jest napisane w jednym ze źródeł, które cytuje Ellis – potrafili wróżyć z wnętrzności i wnioskować. Ponoć wiedza druidów powiązana była z symboliką dębu, a może jarzębiny, sam już nie wiem, bo jedni badacze upierają się przy dębie, a pewna pani z Irlandii przy jarzębinie.

Moim zdaniem było zupełnie inaczej, żeby bowiem wnioskować trzeba mieć dostęp do informacji, w dodatku takiej, która nie dociera do innych. Bez tego bowiem znika aura tajemniczości. Myślę, że druidzi tworzyli sieć wtajemniczonych, przesyłających sobie informacje. Dęby i jarzębina nie miały z tym wiele wspólnego. Podobnie jak przepowiadanie przyszłości z drgawek nieboszczyka. Skąd się bierze moja pewność? Otóż stąd, że Rzymian do Galii zaprosił pewien władca, który był jednocześnie druidem. Gdyby rzeczywiście potrafił przepowiadać przyszłość z drgawek, nigdy by tego nie zrobił. Wiedziałby bowiem, jak ta operacja się skończy. Świat Celtów i druidów był na sztywno połączony ze światem punickim, a po jego upadku, można było – przy założeniu, że kasta wybrańców to ludzie obracający informacją – wpuścić do ich sieci taką ilość memów, że najmędrszy druid by sobie z ich interpretacją nie poradził. I Rzymianie właśnie to zrobili.

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura