coryllus coryllus
3993
BLOG

Krótki wykład z historii koniunktur

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 50

Wczoraj poczułem, że się starzeję, w dodatku ucieszyłem się z tego jak nie wiem co. Dziś zaś zacząłem czytać wywiad z Mieczysławem Prószyńskim zamieszczony na stronach gazowni i dowiedziałem się, że jestem wariatem. Tak więc sumując doświadczenia ostatnich dni stwierdzam, że jestem starzejącym się wariatem. Starzejącym się, bo nie chce mi się nigdzie jeździć i niczego zwiedzać. Myślałem o tym ostatnio dość intensywnie, a wczoraj nawet rozmawiałem z panem Józefem Panfilem, malarzem pejzażystą, który oprowadzał mnie po swojej wystawie, czynnej w Radziejowicach do końca czerwca. Gadaliśmy o tym czy warto jeździć czy nie. No i ja powiedziałem, że warto, ale w duchu pomyślałem, że nie, że lepiej siedzieć w domu. No więc siedzę i się starzeję. Prószyński zaś w swoim wywiadzie powiedział, że trzeba być wariatem, żeby dziś wydawać od nowa jakieś pismo. Ja zaś właśnie to czynię, wydaję całkiem od nowa pismo. Ono nie ma szans na sukces taki jaki zrobił Prószyński, bo też i ja nie znam tylu ustosunkowanych ubeków ilu on znał w latach dziewięćdziesiątych. Nie przeszkadza mi to jednak. Nadal będę wydawał „Szkołę nawigatorów” i nadal będę się starzał nie ruszając się z miejsca.

Wywiad z Prószyńskim koniecznie sobie przeczytajcie, bo on tam pisze, że kiedy zaczynał nie było gdzie uczyć się prawdziwej ekonomii, tak jakby do prowadzenia biznesu w byłym PRL-u potrzebna była jakaś ekonomia. Uczciwie jednak przyznaje, że korzystał z pomocy polonijnych biznesmenów. W ogóle jest to rozczulający staruszek z długimi włosami, który demonstruje swoją żywotność skacząc ze spadochronem w towarzystwie dużo młodszej odeń pani. Jak na żywotnego staruszka, byłego naukowca, który żałuje, że pożegnał się z książkami obwieszcza nam Mieczysław Prószyński, że papierowa książka skończy się, jak wymrze jego pokolenie. Ja zaś zastanawiam się skąd w tych ludziach tyle bezczelności i pychy. A dlaczegóż to jego pokolenie, a nie moje na przykład? Co za typ. Z całego tego wywiadu bije wprost żal za zmarnowanym życiem, wyłażą starcze resentymenty i zazdrość, że idą młodsi i oni mogą zrobić coś ciekawszego niż taki Prószyński. Nie jest to, jeśli przyjrzymy się jego wydawnictwom, ani specjalnie trudne, ani specjalnie ciekawe. Jedyny kłopot widziałbym w dystrybucji, bo tak jak zwykle jest zatkana, po to by różni Prószyńscy mogli wciskać ludziom różne rewelacje. Dlatego właśnie, o czym informuję po raz nie wiem który, trzeba tworzyć nowe kanały dystrybucji, nawet jeśli z początku się nic nie udaje. W tych najważniejszych, najbardziej drożnych z pozoru, zawsze będą siedzieć jacyś Prószyńscy i będą oceniać co może, a co nie może trafić do publiczności. Bo nie łudźcie się, że ten facet jest tylko szczęśliwym biznesmenem. Jego obecność w gazowni świadczy o tym, że to jest cenzor, który różnym biedakom podsuwa te swoje genialne pomysły i rozwiązania. To są śmieci. Nie ma sensu go słuchać. Swoje rozważania o dochodzeniu do sukcesu kończy Mieczysław Prószyński taką oto frazą:

 

Mieliśmy wielkie zadłużenie wobec drukarni, w której mieliśmy udziały. Bank wymówił nam kredyt, bez którego nie mogliśmy w tym momencie funkcjonować. Stał się on nagle kredytem wysokiego ryzyka, gdyż przez kilka lat mieliśmy stratę na działalności gospodarczej. Załatwił nas więc ustawodawca rękami nadzoru bankowego. Próbowaliśmy różnych sztuczek, ale się nie udało. Najłatwiej było sprzedać właśnie tytuły prasowe. A to z kolei pozwoliło nam podzielić resztę majątku pomiędzy wspólników, gdyż chcieliśmy się już wtedy rozstać.

 

Chodzi o to, że musieli sprzedać swoje najbardziej dochodowe tytuły Agorze, czyli mówiąc wprost zostali przez tę Agorę wykończeni, a wcześniej wrobieni w kredyt nie do spłacenia, Agora wraz z bankiem, który kredytu udzielał, zaszantażowała Prószyńskiego i przejęła jego najcenniejsze aktywa. On zaś teraz opowiada tejże Agorze i swoich sukcesach. To jest jeszcze większy obłęd niż ten, który opisywałem tu wczoraj.

Można by nawet na tej podstawie dać taki krótki, kursowy wykład z historii koniunktur. Szłoby to mniej więcej tak:

Na całkowicie wysuszonym rynku pojawiają się produkty, które robią wielkie pieniądze i nakręcają wielką koniunkturę. To może być wszystko, XX wieczne pisma kobiece w PRL-bis, obrazy w XVII wiecznej Holandii, tekstylia wełniane i jedwabne na południu Francji w XII i XIII wieku. Rusza produkcja i wkrótce rynek napełnia się jakością i naśladownictwami jakości, jest tego pełno i wszystko dookoła aż kipi, mam na myśli kwestie przepływu gotówki i bogacenia się co sprytniejszych jednostek. Frajerzy bowiem i ludzie, którzy nie rozumieją co się dzieje albo tyrają od świtu do nocy, albo stoją z rozdziawionymi gębami i zastanawiają się gdzie podział się ich stary, spokojny świat. W pewnym jednak momencie okazuje się, że pod tą strukturą nową, która się tworzy na oczach zdumionego tłumu, pod tymi Prószyńskimi i im podobnymi jest coś jeszcze. Jest tam ktoś, kto ma misję polegającą na tym, by kontrolować aktywa, zamieniać je w przedmioty kultu, albo unieważniać. Nowi powoli bardzo przyjmują do wiadomości, że nie są jednak wolni, a rynek który stworzyli ktoś chce przejąć, a często nawet zlikwidować. Jeśli mają sojusznika dochodzi czasami do różnych nieprzyjemnych akcji, takich jak krucjata w Langwedocji, albo wojny gangów w Chicago i Nowym Jorku. U nas jednak w Polszcze, wszyscy wszystko doskonale rozumieją i po kilku tarciach rynki nowych, świetnie sprzedających się produktów przechodzą pod właściwe skrzydła.

Coś takiego jak pisma kobiece i poradniki po prostu zmienia właściciela. Obrazom nadaje się funkcję sakralną, choćby była na nich tylko goła pupa jakiejś pani, a fabryki tekstylne, jeśli nie stoją w tym miejscu, w którym powinny, można spalić. Złoto się chowa. I tak jest zawsze. I tak będzie ze wszystkimi nowymi wynalazkami, produktami, koniunkturami, która robić będą ruch na rynkach i bogacić przypadkowych ludzi, takich jak ten Prószyński.

Nas to jednak nie dotyczy, my żyjemy w sferze dekoniunkturalnej, czyli w sferze wolności. Wydajemy książki, które nie mają prawa się sprzedawać, bo nie ma w nich kodów odczytywanych przez wychowanego na pop kulturze czytelnika, wydajemy pismo z takim samym mechanizmem w środku oraz komiksy, w których nie występują kosmici spółkujący z cycatymi blondynkami. Tak więc póki co mamy spokój i możemy olewać Prószyńskiego i jego mądrości, a także kłopoty i miny, którymi kokietuje Agorę.

Ci, którzy żyją w sferze koniunktur, czyli – użyję najbardziej prostego porównania – na pastwisku baranów, usiłują odgadnąć życzenia pasterza, ale nie zawsze im się udaje. Zeszłej jesieni niejaki Klata z Krakowa z jeszcze jednym, wydali komiks składający się z takich prostych ideogramów, takich kwadratowych obrazków po prostu. Miało to mieć rewelacyjne wzięcie, ale zrobiło wielką klapę. Można oczywiście powiedzieć, że oni i tak coś tam zarobili, bo są beneficjentami środków publicznych, ale przecież nie o to chodzi. Istotne jest by barany porastały runem, jak ten cały Prószyński. No, a Klata nie porósł i w pewnym momencie w radio Kraków ogłosili, że w Polsce nie ma rynku komiksów. Po prostu zniknął ten rynek, bo paru frajerów nie umiało sprzedać swojego produktu. Uśmiałem się jak pszczoła. Nie udało się sprzedać tego gniota i rynek przez to zamknęli, co to się wyrabia na tym świecie....

Idą jak wiecie zmiany i wkrótce może się zrobić na rynkach duży ruch, także na rynku nas interesującym, czyli tym gdzie sprzedaje się treści. Nie dajcie się zwieść pozorom i nie zamieńcie się w barany porastające gęstą wełną, jak to się przytrafiło producentom patriotycznych koszulek. Całe to gadanie o rynkowych niszach, gdzie można sprzedać coś oczadziałym od ideologii młodzieńcom, to są brednie. Tylko do pewnego momentu można, a potem włączają się znane od czasów najdawniejszych mechanizmy. Naszym zaś celem powinno być skonstruowanie takiego urządzenia, które w tych mechanizmach wywoła buczenie i zgrzyt. A potem je zastopuje. Nie jesteśmy tu przecież po, by coś zrobić, pozwolić sobie to odebrać i potem uśmiechać się do kamery jak ten stary wariat Prószyński opowiadając przy tym o sukcesie.

Na koniec dam całkiem obrzydliwą anegdotę. W czasach, które opisywałem w najnowszej książce, a także w czasach nam bliższych, bo właściwie do XVIII wieku, proces oczyszczania runa owczego był niezwykle trudny i złożony. Przede wszystkim należało wełnę oczyścić z łoju, to zaś można było zrobić na dwa sposoby. Można było zakupić u Genueńczyków ałun i w tym ałunie kąpać całe tony wełny, ale to znacznie podrażało produkcję tekstyliów. Stosowano więc inny sposób, wełnę kąpano w odstałym ludzkim moczu. Faceci, którzy się tym zajmowali nie mieli wielkiego towarzyskiego wzięcia, mieli nawet gorzej niż farbiarze, którym paznokcie zabarwiały się na czerwono i żadna dziewczyna nie chciała się z takim umawiać. No więc tamci mieli jeszcze gorzej. I teraz myślę sobie, że to o czym mówiliśmy tu wczoraj i o czym mówimy dziś, czyli ten cały Prószyński, to są kariery tych gości od kąpania wełny w odstałym ludzkim moczu. Oni są szalenie zadowoleni, bo mają stałą i pewną pracę, ale poza swoją branżą nie znajdują uznania, niestety. Ich wewnętrzne hierarchie nie są powszechnie ważne, a sukcesy wywołują jedynie wzruszenie ramion. I nie chce być inaczej, niestety.

Byłbym zapomniał, ten wywiad z Prószyńskim robiła niejaka Powalisz, Monika Powalisz, autorka komiksu o masonach pod tytułem „Bracia i siostry”. Naprawdę, nic nie zmyślam, narysowała dziewczyna taki komiks...

Zapraszam na stronęwww.coryllus.pl, do Sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, a także na kiermasze IPN, gdzie będę sprzedawał swoją nową Baśń i nowy album, odbędą się one 10 i 13 czerwca przy Marszałkowskiej, w dawnym lokalu kawiarni Budapeszt.

 

I jeszcze informacja o wystawie obrazów Agnieszki Słodkowskiej

 

Czynna jest ona do 1 lipca w Bibliotece Publicznej im. St. Staszica w Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy, ul. Duracza 19, od poniedziałku do piątku w godzinach od 10-20, w soboty od 10-15, a w najbliższą środę (27 maja) z powodu odbywającego się tam szkolenia wystawę można oglądać między 16-19.

 

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Kultura