To nie jest impreza, na której można zarobić. Nie powiem jednak, że żałuję przyjazdu. Siedzimy jeszcze w hotelu, ale zaraz wyruszamy. Tak więc dziś tylko kilka słów. W piątek na tym całym bulwarze nadmorskim o mało nie przejechałem Artura Orzecha. No, ale szczęśliwie nic się nie stało i mógł on w sobotę cały i zdrowy prowadzić tę powstańczą galę. W sobotę z rana przy wyjściu z windy wpakowaliśmy się wprost na Ignacego Karpowicza i jego chłopaka, co sekretarzuje nagrodzie Nike. W niedzielę zaś przy śniadaniu snuła się Katarzyna Bonda, jakaś mocno wczorajsza, oraz Eustachy Rylski, pisarz klasyk, mistrz mikropowieści i znany roztrząsacz dylematów morlanych. Patrzyliśmy na nich wszystkich w milczeniu, bo ludzie ci, choć tak różni wyglądali jakby ich wyprodukowano w jednej fabryce. Całe szczęście staliśmy dość daleko od tego podestu, na którym oni się produkowali i żadne głosy stamtąd do nas nie docierały. Kiedy jednak przechodziłem tamtędy, a zdarzyło się to kilka razy, zauważyłem, że publiczność którą gromadzą jest mniej niż skromna. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Nam także, bo nasze stoisko odwiedziło bardzo wielu czytelników. Niektórzy przyjechali z bardzo daleka. Wszystkim, którzy poświęcili swój czas, by przyjechać do Gdyni po nasze książki, bardzo serdecznie dziękuję. Przypominam o spotkaniu w Zielonej Górze, 6 sierpnia i zapraszam na stronę www.coryllus.pl
1861
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (7)