Taka jest – za sprawą sex afery - dynamika politycznych wydarzeń. Trudno wyobrazić sobie, by Samoobrona wyszła z tej awantury bez szwanku. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, by Jarosław Kaczyński miał ochotę tkwić w żenującym skądinąd aliansie, primo, z partią, za którą nieustannie ciągnie się faszyzujący zapaszek. Secundo, z ugrupowaniem „panów, którzy jeszcze mogą”.
Skądinąd koalicja ledwo zipie, z innej, oczywistej przyczyny. Ani LPR, ani Samoobrona nie mają – co dobitnie wykazały wybory – stosownego poparcia, by pozostać atrakcyjnymi partnerami dla PiS. I to w rękach Jarosława Kaczyńskiego spoczywa ich los.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)