Dywagowanie o politycznych losach Marcinkiewicza traci na aktualności. Teraz trzeba śledzić notowania akcji PKO BP, bo jak podaje Wyborcza, Marcinkiewicz namaszczony przez Kaczyńskiego ma prezesować polskiemu bankowi.
Czy były premier przełoży swą rekordową popularność na rekordowe zyski, po myśli milionów ciułaczy i bankowych akcjonariuszy? Śmiem wątpić. Nie zakładam złej woli i braku szczerych chęci. Zakładam, że były nauczyciel, polityk ZChN i ex-premier nie miał czasu, ani głowy do bankowości. Nie widać, by owa personalna decyzja miała jakiekolwiek uzasadnienie, poza jednym: nie wypada zostawiać kolegi na lodzie, trzeba mu dać poważną robotę.
Tłumaczenie, że nic się złego nie stało, a jeśli nawet to i tak od pilnowania kasy i spraw dla banku zasadniczych jest sztab współpracowników, budzi zastrzeżenia na poziomie zdroworozsądkowym. Bo jeśli takowi eksperci są, to po jakie licho Marcinkiewicz potrzebny bankowi? Jako wizytówka ?
Ciekawe, co do powiedzenia na ten temat mają analitycy finansowi.
Wskazanie Marcinkiewicza jak żywo przypomina ulubioną praktykę postkomunistycznych kacyków, który ochoczo żonglowali obsadą stanowisk w kluczowych spółkach. Teraz na naszych oczach, o dziwo, całkiem świeża IV RP zaczyna niepokojąco wonieć trupem swej poprzedniczki-nieboszczki. A może to ciągle to samo zombie...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)