Miał przyjmować od esbeków prezenty, opowiadać o sytuacjach w Kościele i konfliktach wśród duchownych - tyle i aż tyle "Wprost" o arcybiskupie Wielgusie. Dowodem agenturalnych powiązań mają być mikrofilmy.
"Wprostowe" rewelacje potwierdzają wcześniejszy, mało konkretny tekst "Gazety Polskiej". Powierdzają, a zatem w kłopotliwej sytuacji stawiają tych, którzy wzięli w obronę pomawianego hierarchę. Teraz wielu da wyraz swojemu zaskoczeniu. Padną słowa o szoku, niedowierzaniu, rozczarowaniu. Zaroi się też od komentarzy kwestionujacych wiarygodność artykułu. Oby w tym wszystkim nie zabrakło oficjalnego stanowiska Episkopatu. I oby korespondowało ono wprost z rangą zarzutów.
Jedno jest pewne, dalsze owijanie w bawełnę, chowanie głowy w piasek, sugerujace, że w Kościele biorą górę biurokratyczne skłonności i nawyki, że odzywa się kompleks oblężonej twierdzy, będzie podkopywać społeczne przekonanie o wyjątkowości i niepodważalności kościelnego autorytetu, bardziej niż lustracyjny casus arcybiskupa Wielgusa. Summa summarum, czas na rachunek sumienia. Im szybciej, tym lepiej. Dla wszystkich .



Komentarze
Pokaż komentarze