Jeszcze nigdy po 1989 roku Kościołowi tak bardzo nie dawał się we znaki klimat oblężonej twierdzy. Nigdy też katoliccy publicyści w swoim oburzeniu - kontestując postawę hierarchów - nie byli bardziej papiescy od papieża.
Sprawa abp Wielgusa w wymiarze moralnym bulwersuje. Ujmowana z szerszej perspektywy każe akcentować reperkusje skandalu rzutujące na sferę publiczną.
Oto zasadnicze spostrzeżenie: wojna katolicko - katolicka nadwątli wydawałoby się nienaruszalne i symbiotyczne relacje wpływowego środowiska prawicowych publicystów z kościelnymi hierarchami. Powiązania, które decydowały o sile i spoistości katolickiego dyskursu w polskiej debacie publicznej.
Kontrowersje spowodowane agenturalną przeszłością abp Wielgusa osłabią też Kościół, choć ten wychodził bez szwanku z niejednej opresji. Zaszkodzi też środowisku wpływowych świeckich katolików. Osią sporu rozsadzającego środowisko będzie stosunek do lustracji. Skądinąd w świetle ostatnich wydarzeń trudno uznać Kościół za entuzjastę lustracji. Łatwiej o odpowiedź na pytanie, czy sprawa abp Wielgusa osłabi sympatę katolickich hierarchów do optującego za lustracją prawicowego lobby.
Nie byłym zdziwiony, gdyby któryś z biskupów tak boleśnie skonfrontowany z pryncypialnym językiem prolustracyjnych mediów zatęsknił za rządami postkomunistycznej lewicy. Były one z pewnością naznaczone serwilizmem względem Kościoła. Serwilizmem mającym gwarantować spokój społeczny. Właśnie tego spokoju Kościołowi zaczyna brakować. W świetle lustracyjnej gorączki roczne rządy PiS muszą się kojarzyć przedstawicielom Episkopatu ze smutą.
Oto Kaczyński jedzie do Watykanu i z życzliwości do Biskupa Rzymu – jakże by inaczej - nakreśla Benedyktowi XVI wątpliwości dotyczące abp Wielgusa. Taka ingerencja w kościelne sprawy, mieszanie porządków, musi być dla doktrynalnego purysty jakim jest Ratzinger czymś szokującym. Myślę sobie, że im dalej od Polski, tym cały skandal wydaje się bardziej kuriozalny u swoich podstaw, jak i w gwałtowności reakcji.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)