718 tysięcy wskazań dla hasła „michnikowszczyzna”. Niemal dwa razy więcej niż dla zapytania „Adam Michnik”. Tyle Google. Czy to oznacza, że publicystyczny wytwór pobił na głowę realny byt „najważniejszego redaktora” III RP, który zresztą od pewnego czasu uparcie, może na złość, milczy?
Skądinąd tyle tego redaktora, ile pomstowania i krytyki, która winduje go niewspółmiernie do zasług i przewin w sferę emocji zdawałoby się zarezerwowanych tylko dla celebrities. Poza tym coś zdaje mi się, że za tym usilnym wieszczeniem kresu „michnikowszczyzny” kryje się wstydliwa tęsknota z gatunku politycznych: ach, być tak na jego miejscu i wziąć sprawy w swoje ręce.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)