7 obserwujących
233 notki
129k odsłon
  224   0

Unia,Rosja,Polska,Ukraina - kryzys spekulacyjny. Tusk - mniejszy kryzys spekulacji.

Odkąd pamiętam z historii Rosja i Niemcy od XVIII wieku chciały być sąsiadami granicznymi. Chciały się stykać granicami dla lepszej mocarstwowej komunikacji. Późniejsze pakty, umowy, porozumienia między nimi, aż do czasów późnej Angeli Merkel, świadczą o tej linii ich współpracy wybitnie – jeśli nie zetkną się granicami to przynajmniej uzależnią całkowicie od siebie państwa leżące pomiędzy nimi.

Bodajże tydzień temu Putin odwiedzał państwa arabskie, był na szczycie w Samarkandzie, jego uczestnicy poza oficjalnymi spotkaniami rozmawiali, śmiali się. Przekazy prasowe jednoznacznie wskazują na to, że Putin ugrał sprzęt wojskowy i drony z Iranu, był zadowolony nie mniej niż Erdogan,który odmówił mu podzielenia się z nim know how produkcji Bayraktarów.
Po czym po tygodniu na Półwyspie Arabskim pojawia się Niemiec Scholz, podobno w sprawie kontraktów energetycznych na ropę. W międzyczasie, gdy Dania, Norwegia i Polska otwierały gazociąg Baltic Pipe wybuchły dwa miejsca przy Nord Stream 1 i 2, większość doniesień mówi o sabotażu i rosyjskiej prowokacji.

Xi Jinping odmawia uczestniczenia w kolacji z Putinem na szczycie w Samarkandzie, a nadto zadaje pytania i dzieli się z Putinem obawami na temat braku końca wojny Rosji z Ukrainą. Putin zarządza wielką mobilizację Rosjan do wojska, ci uciekają masowo przez granice z Gruzją, Mongolią i Kazachstanem.

Zapewne Putin planuje, po dwumiesięcznych szkoleniach, świeżo zrekrutowanych żołnierzy w liczbie około 1 mln wysłać na front ukraiński zimą, być może już w końcówce listopada lub początku grudnia 2022. Marzy mu się wygrana takiej klasy i jego skutków jak w początku XIX wieku cara rosyjskiego nad Napoleonem, którego wojska nieprzystosowane do ciężkich warunków zimowych, z rozwleczonym zaopatrzeniem po kilku krajach, prawie zamarzły ponosząc sromotne klęski.
Ale między planowanym szturmem Napoleona na Moskwę dwa wieki temu, a współczesną agresją Rosji Putina na Ukrainę są diametralne różnice, co najmniej w kierunkach prowadzenia wojen, czy sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. Jednak Putin zanim umrze musi wygrać, gdzieś – gdziekolwiek wygrać. Gdy jako 9-latek poszedł na pierwsze zajęcia dżudo, by skutecznie bronić się przed prześladowaniami, wbił sobie do głowy, że negocjacje w ogóle nie są warte zachodu, a siła ataku tak wystrasza przeciwnika, że warto tę siłę i bezwzględność co chwilę prezentować. Dlatego w tym miejscu przestrzegam Ukrainę i prezydenta Żełeńskiego przed optymizmem związanym z odzyskiwaniem ziem ukraińskich zajętych przez Rosję od 2014 roku. Putin planuje po zakończeniu mobilizacji wielką ofensywę i będzie ją pewnie nazywał w rozmowach wielką wojną, z kolejnym numerem, ojczyźnianą lub światową operacją wojskową. Dlatego Świat nie powinien zasypiać w pomocy dla Ukrainy z tego powodu, że ta na razie sobie teraz radzi, zwycięża małe bitwy, czy odzyskuje znacznie połacie ziemi. Nadal Świat może dozbrajać Ukrainę w samoloty, obronę przeciwrakietową (bardzo skuteczna tam), rakiety balistyczne dalekiego zasięgu. Może w tym zakresie obudzi się też Izrael i dostarczy Ukrainie samoloty lub rakiety, jeśli chce coś ugrać dla siebie w Iranie, czy na Półwyspie w przyszłości.

Putin może w ogóle nie użyć broni jądrowej. Jego słowne wycieczki w tym zakresie, groźby, co jakiś czas budowanie platformy do tworzenia prowokacji uzasadniających działania wojenne, czy groźby energetyczne, dla nieznających sytuacji wewnętrznej Rosji, mogą wyglądać groźnie. Ale logicznie rzecz biorąc Putin nie spotykałby się wtedy z tak wieloma państwami azjatyckimi w Samarkandzie, nie zabiegałby o uwagę i pomoc Chin, czy nie trzepotał rzęsami przed Erdoganem, że gdy tylko ten pozwoli, to Putin wybuduje mu gratis wielką fabrykę Bayraktarów w Rosji. Przy bombach atomowych, prognozach ich realnego użycia, nie patyczkowałby się z drobnicą. Choć może też być to zwykła dezinformacja opóźniająca zaplanowanie reakcji. Aczkolwiek na wojnie atomowej Rosja jako pierwszy atakujący traci najwięcej, o dziwo nie tylko z powodu automatycznej odpowiedzi z USA, ale też możliwej z Chin. Reakcja atomowa Chin wobec Rosji po jej ataku wydaje się bardzo prawdopodobna jako pozbycie się konkurenta w urządzaniu popromiennego świata na nowo. Bardziej przejmowałbym się Koreą Północną i jej atomówkami. Jeśli reakcją na wpłynięcie okrętu amerykańskiego USS Ronald Reagan, z całą wymową statku imienia prezydenta USA w zatrzymaniu wyścigu zbrojeń atomowych w XX wieku, było zdetonowanie w morzu północnokoreańskiej atomówki dla dodania sobie znaczenia, to ryzyko jej użycia bez przyczyny jest o wiele większe niż w Rosji przy okazji realnych działań wojennych w Ukrainie.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale