Czansi Ogrodnik Czansi Ogrodnik
61
BLOG

Diuna Ukraina. Polska - ukraiński bodyguard.

Czansi Ogrodnik Czansi Ogrodnik Polityka Obserwuj notkę 0

Po szczycie Putin-Trump na Alasce już żaden Europejczyk nie ma złudzeń. Od zaprzysiężenia i obietnicy prezydenta USA Trumpa zakończenia wojny Ukrainy z Rosją w jeden dzień nie podziało się kompletnie nic. Trump co chwilę przedłuża Putinowi termin do niezawierania z Ukrainą pokoju czy rozejmu. Pozwala mu łupić Ukrainę i bombardować mieszkania cywilów, czy szpitale. Coś tam marudzi na X najpierw o bogactwach, potem o niebohaterskim prezydencie Ukrainy. Za każdym razem buńczucznie i źle narracyjnie. Pewnie nie wie nawet, gdzie leży Izium. Czytałem w Wyborczej czwartkowej (z 14.08.2025), że sprzątanie po Rosjanach na Ukrainie może trwać nawet sto lat. Gdy wycofują się zostawiają miny przeciwpiechotne POM-2 i POM-3 zrzucone z dronów, ładunki wybuchowe na drzewach, w ogródkach pośród warzyw (półkilogramowe zielone). Wielu ekspertów wypowiada tezy, że ta wojna wyniszczenia totalnego Ukrainy będzie się ciągnąć latami, jeśli jakieś gremium nie wpłynie skutecznie na Putina, by ją przerwał lub go nie zabije jak Bin Ladena.

Putin mógł swobodnie polecieć na Alaskę, bo USA nie respektuje wyroków MTK w Hadze, więc nie miał go kto aresztować i skazać za ludobójstwo.

Polska musi więc wspólnie z wojskowymi partnerami z Ukrainy przygotować się na wojnę w Europie, w strefie NATO, którą amerykańscy i natowscy eksperci przewidują na rok 2027.

Ukraina już dziś mogłaby swoimi dronami robić dywanowe naloty z ładunkami wybuchowymi poza swoimi granicami z Rosją sprzed 2014r., z ładunkami min przeciwpiechotnych na wzór rosyjskich. Byłby to pierwszy front zaporowy na tyłach wroga, który skutecznie mógłby spowolnić działania rosyjskiego zaplecza. Mogłyby być to nie tylko miny przeciwpiechotne, ale też miny ppanc. Tutaj w zabezpieczeniu uzbrojenia dronów mogłyby pomóc i UE i jej środki przeznaczone na pomoc Ukrainie.

Druga linia frontu dronowego z POM-3 mogłaby być na linii frontu, tam gdzie działania wojenne trzymają się od kilkunastu dni tych samych pozycjach.

Trzecia linia frontu mogłaby się skupić wokół Kijowa, aby jak najściślej i jak najsilniej zabezpieczyć wszelkie agendy rządowe przed rosyjskim haktywizmem i rosyjskim cyber terroryzmem.

Czwarta linia obrony sprzed flanek NATO mogłaby ciągnąć się wzdłuż granic Ukrainy z Polską i Słowacją, na 100 km od linii granicznych. To Europie powinno zależeć na tym, by na tej wytycznej zabezpieczyć Ukrainie wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu, budowanie podziemnych , tajnych magazynów na kindżały, buławy i flamingi (nazwy ukraińskiej nowej broni z artykułu BartoszaT. Węglarczyka GW nr 197/2025).

Polska mogłaby zawrzeć nawet spółkę joint venture z ukraińską firmą Fire Point, producentem tej broni w zakresie też sprzedaży technologii wielospecjalistycznych dronów, czy flamingów startujących z mobilnych platform, rakiet nie wymagających wyrzutu ani z samolotów, ani z ze skomplikowanych wyrzutni rakietowych naziemnych.

Za zrzucanie bomb, rakiet i ładunków z dronów na budynki cywilne i szpitale, chronione w działaniach wojennych konwencjami międzynarodowymi Ukraina mogłaby się odwdzięczyć Rosji zrzucając z dronów POM-2 i POM-3 na willę Putina nad Morzem Czarnym, na Plac Czerwony w Moskwie i na Ławrowa, który w polityce międzynarodowej szkodzi NATO i USA jednocześnie. Ławrowa, którego na Łubiance czy w Jaseniewie nie lubią. Bo i Putin i Ławrow robią sobie pośmiewisko z wojny i z ludzkich tragedii na całym świecie.

Angora nr 34/2025 okładką wręcz krzyczy o spotkaniu dwóch kolesiów na Alasce 15.08.2025. Trump, by wydać się potężniejszy, ubrał luksusowe buty na pięciocentymetrowym, niewidocznym obcasie. Ustawił najlepsze samoloty wojskowe po obu stronach czerwonego dywanu i Air Force One w tle. Trump zapomniał, że w świecie międzynarodowej równowagi sił liczy się realna siła wpływania na procesy w świecie zachodzące, a nie wygląd, nie prężenie muskułów, tylko skuteczność, której tak mu dojmująco brakuje. Z tego powodu Ukraina i prezydent Zełeński mogliby przenieść wizyty do Chin, których Putin słucha. Gdy Chiny i Xi Jinping zażyczyły sobie, żeby Putin nie uderzał na Ukrainę zanim nie skończy się olimpiada, Putin posłuchał. Ukraina mogłaby też skorzystać z pomocy Mongolii, której szamani, często incognito odwiedzani przez Putina, trzymają go w garści przepowiedni i snów o potędze Rosji. Zełeński mógłby ten punkt odniesienia Putina zaburzyć, poprosić Chiny o pośrednictwo w zawarciu pokoju z Rosją z zachowaniem granic Ukrainy sprzed 2014r. w zamian za udział chińskich specjalistów budownictwa w odbudowie Ukrainy po wojnie. Ale zanim ktokolwiek pojedzie do Xi Jinpinga i Chin powinien najpierw zapoznać się, wraz z zespołem specjalistów od komunikacji niewerbalnej i negocjatorów, z książką biograficzną „Najważniejszy jest interes partii” prof. Josepha Torigiana z Uniwersytetu Stanford i American University w Waszyngtonie. Nic tak nie pomaga negocjacjom jak znajomość życiorysu i celów Xi. Ukraińcy powinni mieć też na uwadze współpracę z oczkiem w głowie Xi Jinpinga – Xiongan przyszłości. Omijając niezbornego Trumpa, podejrzewanego w pierwszej kampanii prezydenckiej o współpracę z rosyjskimi hakerami, by wygrać wybory (raporty FBI) i o zwlekanie z dokręceniem śruby przeciw wojennej dla Rosji, Ukraina przyspieszy proces wpływu na decyzje Putina o wycofaniu się z Ukrainy. Proces ten może wydawać się żmudny do przeprowadzenia, ale skutki mogą być dla Ukrainy bardziej korzystne niż nic nieznaczące rozmowy z Trumpem. Trzeba powiedzieć to otwarcie posunięcia Trumpa w zakresie pomocy Ukrainie w zakończeniu wojny wydają się dalece pozoracyjne.

Ukraina mogłaby też wrócić do posiadania broni atomowej, sprzed porozumień brukselskich. Pomóc jej w tym mogłaby by Francja, Niemcy i Wielka Brytania., sygnatariusze wcześniejsi bezpieczeństwa Ukrainy, którego nie dopilnowały. Putin boi się tylko atomówki, którą innym grozi. W interesie USA i CIA także powinna być pomoc Ukrainie w tym zakresie. Strefy wpływów USA odkąd Trump polikwidował dotacje dla agend rządowych i humanitarnych w całym świecie skurczyły się prawie do zera.

Nasz prezydent Karol Nawrocki zamiast zabierać Ukraińcom dzieciowe 800+, mógłby wnikliwie przejrzeć raport NIK, który powstał na żądanie Marszałka Sejmu Szymona Hołowni o finansowaniu przez budżet rządowy polskiego Kościoła corocznie prawie pół miliardem złotych. W tym miejscu odsyłam do szczegółowego i jak zwykle wysoce profesjonalnego dziennikarsko artykułu Zbigniewa Borka „ Jak owce pasą pasterzy” z Polityki nr 34/2025.

Polska walka Stallone (Rambo Nawrocki) ze Schwarzeneggerem (Tusk).

Niedoceniany Szymon Hołownia po cichu i pracowicie realizuje obietnice wyborcze Polski 2050, którego to faktu nikt nie raczy zauważać. Premier Tusk powinien właśnie tutaj wyczuć koniunkturę dla załatania polskiego budżetu. Gdyby w październiku 2025 w okolicach Dnia Nauczyciela przeprowadził referendum ogólnopolskie, by Polacy wypowiedzieli się o sensie istnienia lekcji religii w szkołach i jednocześnie o dopuszczeniu do aborcji do 12-go tygodnia ciąży na żądanie, mógłby odzyskać elektorat kobiecy i nawet lewicujących konserwatystów. Tam, gdzie jest wydatkowanie pieniędzy podatników tam powinna być specjalistyczna kontrola. Brakuje w Polsce Policji Skarbowej, której obywatele baliby się bardziej niż CBŚP i CBA razem wziętych. Byłaby to Policja, która wchłonęłaby KAS, miała nowoczesne środki techniczne i zajęła się przede wszystkim słabo kontrolowanym WIG20najpierw, a potem wszystkim tym, co niesie nepotyzm, korupcję i poplecznictwo.

Kościół katolicki, żeby znów poprawnie funkcjonować musi zbiednieć. Nie może być nonszalancji w traktowaniu biednego parafianina przez bogatego proboszcza, który ma dochody z nieruchomości, akcji spółek, czy upraw rolnych.

Struktury kościelne posiadające majątek powinny się samodzielnie finansować tak w zakresie składek na ubezpieczenia społeczne księży (emerytalne i zdrowotne przede wszystkim), jak i wynagrodzeń katechetów. Koszty nauki religii powinien ponosić kościół katolicki, a lekcje powinny odbywać się w salkach przy parafiach dla osób, które tej religii chcą się uczyć. W szkołach natomiast, na wzór szwedzki od klasy czwartej szkoły podstawowej powinien pojawić się przedmiot religioznawstwo tak samo wykładany i tak samo zabezpieczany materiałami do dyskusji jak w Szwecji. Bierzmy przykład w wychowaniu pokoleń z tych miejsc, gdzie najlepiej się system nauki o religii sprawdza.

Bo ile tak naprawdę godzin pracuje statystycznie ksiądz na wsi, czy w małym mieście. Policzmy. Na przykład niech przeprowadza jedną poranną mszę, jeden pogrzeb i jeden ślub w tygodniu. Wychodzi, że przepracowuje w ten sposób maksymalnie 90 godzin miesięcznie, czyli nawet nie pół etatu. Co robi ksiądz poza świadczeniem tej posługi, ilu chorych odwiedza, ilu biednym fizycznie pomaga, czy tylko pojawia się po datek na kolędzie. Ile razy biskup odwiedza jadłodajnie dla ubogich w roku, ile razy je dotuje z pieniędzy kurii? Jadłodajnie odwiedzane przez bezdomnych, bezrobotnych niepełnosprawnych i ubogich emerytów otrzymują żywność zwykle z dyskontów lub od ofiarodawców. Są skupione wokół katolickich zakonów żeńskich i dotuje je nie Kościół ze swych majątków, ale albo państwo, albo firmy i osoby prywatne. Przez oglądanie tych jadłodajni od środka nie zauważyłem ani złotówki przeznaczonej z pieniędzy kurii czy dekanatu na dotowanie tych placówek. Siostry zakonne swoją pracą zawodową jako nauczycielki, pielęgniarki i sprzątaczki wypracowują dochód, którym dzielą się z ubogimi. Kościół pozwala im wielkopańskim robić zbiórki żywności w tygodniach przed świętami na ten cel. Nastąpiło tu jakieś pomieszanie pojęć w katolicyzmie. Kościół ani nie pomaga ubogim, ani ich nie aktywizuje. Caritas natomiast jest tworem międzynarodowym, który korzysta z odpisów podatkowych zwykłych Polaków, rządowych Banków Żywności i dotacji Unii Europejskiej do programów żywnościowych. Nie ma tu ani złotówki z Kościoła.

Jak ma się porównać Polak pracujący, który ledwo dopina rodzinny budżet z wypasionym księdzem, który z ambony mówi o sprawiedliwości społecznej i karze boskiej. Albo przemawia ustami organisty katechety, który prześladuje wszystkich chłopców na lekcji religii, bo jego syn jest gejem. Albo jeszcze przemawia organem spod księżowskiej sutanny ministrantowi po mszy i nikt tragedii małego człowieka nie zauważa. Był już oparty na faktach „Kler”, było złote ale skromne. Może teraz będzie tylko skromne i wreszcie zobaczymy jak skutecznie działa Komisja ds. przeciwdziałania pedofilii, łowiąc najgroźniejszych krzywdzicieli dzieci.

Habemus budżet RP, panie premierze Tusk.

Biskup Jankowski - habeas corpus ad prosequendum post mortem (obitum) altera pars.

Starcie Tytanów

Oglądałem wnikliwie fotografię zamieszczoną w Gazecie Wyborczej nr 196/2025 na str.4. Z komunikacji niewerbalnej obu tytanów (Tuska i Nawrockiego) wynika, że na intensywność wzroku i argumenty starcie w czasie Rady Gabinetowej wygrał Tusk, a prezydent Nawrocki machał tylko szabelką na postrach. Jakby nasz prezydent czuł obawę przed ustosunkowanym w UE premierem.

Inteligentny historyk elokwencją i szacunkiem argumentacji wygrał starcie z historykiem-bokserem.

Zwykli publicyści tacy jak ja lub podobni liczą na to, że na granicy z Białorusią mamy już taki płot i zasieki jak buduje na swojej granicy z Rosją Finlandia, tak samo uzbrojony, tak samo naszpikowany kamerami i elektroniką.

Mamy nadzieję, że na co najmniej rok przed wyborami w 2027 ktoś wreszcie z posłów i senatorów PO będzie odwiedzał spotkania samorządowców z małych samorządów (nie wojewódzkich i dużych miast pow.100tys.mieszkańców). Na spotkanie w województwie lubuskim jej samorządowców nie pojawiła się z PO zaproszona na nie Elżbieta Polak. Co posłanka miała ważniejszego do roboty niż spotkanie się z terenowym elektoratem w Iłowej do dziś nie wiem i nie rozumiem. Pan Rafał Trzaskowski, bardzo ostatnio aktywny w prezentowaniu warszawskich atrakcji i inwestycji mógłby być rzecznikiem nie tylko stowarzyszeń czy zrzeszeń dużych samorządów i miast, ale też małych. Jakże byłoby miło tym wszystkim ciężko pracującym wójtom, burmistrzom i prezydentom miast, gdy cyklicznie odwiedzałby ich Rafał Trzaskowski. Na te wizyty PO KO powinna znaleźć środki w budżecie partii, opłaci się. Dyskusje, gotowe rozwiązania, patronat z nadwyżek budżetu Warszawy nad drobnymi inwestycjami w terenie otworzyłby furtkę do zmian w przewadze sejmowej demokratycznych ugrupowań. Zwykły lud cieszy się na eventy polityczne przy okazji różnych imprez, cieszy się ze wspólnych fotografii, z zaangażowania. A kto dziś jeździ po terenie najwięcej – prezydent Karol Nawrocki. Jak premier Donald Tusk z Platformą chce wygrać kolejne wybory, jak ostatnie wygrał dzięki Koalicji rzutem na taśmę i odstawił najbardziej merytorycznego Hołownię do

kąta/zamrażarki? Też nie wiem.

Gdyby którykolwiek z tytanów wdrożył w życie w polskich zakładach chemicznych patent Kornelii Wieczorek, znanej już w świecie licealistki z Gdańska dotyczący biodegradowalnych nawozów dla rolnictwa w oparciu o bakterię Rhizobium, spadłyby koszty nawozów sztucznych, młodzież zyskałaby przekonanie iż jedna z nich może w Polsce osiągnąć sukces, także finansowy, ani nie będąc influencerką, ani celebrytką YouTube. Młodzież szuka swojego miejsca w tym wyścigu szczurów, zwykłe życie już ich w większości nie interesuje. Chcą na wszystko mieć pieniądze, mieć swoje mieszkania, nawet gdyby były komunalne, swoje pieniądze, blisko żłobki i przedszkola, do których nie będą stali w kolejce i odejdą z kwitkiem. Chcą normalności, a czy któryś z Tytanów wziął ich w ogóle pod uwagę?

Przy wojnie na Ukrainie musimy być gotowi. Na wszystko.

Rosjanie swój naród przygotowują do udzielania pomocy medycznej, strzelania z każdego rodzaju broni, treningów walki kontaktowej sambo już od 14-go roku życia. Dlatego Putin nie martwi się o kolejnych żołnierzy w kolejnym roku wojny z Ukrainą. Bo co roku uzyskuje pełnoletność nowy rocznik przeszkolonych dobrze cywilów. Polscy specjaliści wojskowi od kilku lat przekonują MEN, by wprowadzić do szkół przysposobienie obronne. Może w miejsce religii? Może od ostatniej klasy szkoły podstawowej obowiązkowo aż do ostatniego roku studiów?

Czy nasze agendy rządowe mają dzięki cyberwojskom osłonę dla sieci informacyjnych i służb na zasadzie wychwytywania akcji hakerskich w postaci odwróconych sieci zombie z bramkami wychwytującymi?

Czy w czasie działań wojennych, jeśli już się w Polsce zdarzą mamy oddziały cybernetycznego wojska, który przejęłyby komunikację radiową na falach krótkich i długich w radio? Czy mamy nowoczesne latarnie na wybrzeżu tak zmodernizowane jak obecnie norweskie?

Czy stosujemy kryptografię asymetryczną na wzór kryptografii Davida Chauma w metodzie anonimizacji korespondencji elektronicznej służb i agend rządowych i żaden mail ministra nie pojawi się w oryginale na Telegramie? Czy chronimy wszystko za pomocą serwerów ukrytych remailerów? Czy stosujemy PET Jacoba Appelbauma – Privacy enhanging technologies na wzór Tora? Czy mamy blokady digital dead drops?

Czy przeciwdziałamy skojarzeniom Trump v. Nakamoto, które graniem na zwyżki cen bitcoina zwiastują kolejny kryzys światowy w finansach prywatnych inwestorów, według specjalistów ekonomicznych o wiele większy niż ten z 2008 roku? Czy blokujemy tę piramidę finansową?

Czy wprowadziliśmy przedmiot informatyka prawnicza na wydziały prawa polskich uczelni na wzór uregulowań proponowanych przez prof. Lawrence'a Lessing'a?

Czy doszliśmy do rdzenia haktywistów rosyjskich po nitkach przejęć hakerskich w oprogramowaniu ataków na serwery ośrodka badań nad klimatem Uniwersytetu Wschodniej Anglii w Wielkiej Brytanii i na pompy w stanie Illinois w USA w 2008 i 2011 roku? Tak im blisko wagą problemu do zmian w oprogramowaniu samolotu DHL, który rozbił się w jednym z państw nadbałtyckich?

Nie? To w tym miejscu polecam lekturę pt. „Haktywizm” pod redakcją M.Marczewskiej-Rytko z Wydawnictwa UMCS w Lublinie z 2014r.

Tak jak Ukraina, możemy być w ewentualnej wojnie z Rosją Davidem dla Goliata. Możemy przy okazji powyższych pytań i realizacji postulatów zaktywizować młodzież z pokolenia gier i umieścić ją w wyspecjalizowanych jednostkach wojskowych lub policyjnych, by swoimi pomysłami i obyciem w wirtualnym świecie ogarnęli zwycięstwo jak w filmie: ”Gra Endera”.

Te jednostki trzeba stworzyć by zagospodarować brunatną młodą falę (podsumowania zjawiska w Polityce nr 30/2025). Czas pozostały do 2027 roku trzeba potraktować w najwyższym skupieniu na poważnie. Przy okazji młodzież może być wdzięczna tym, którzy dali im dobrze płatną pracę, tanie mieszkania i możliwości rozwoju, w czasie wyborów.

Możemy pomóc Ukrainie stworzyć kilka frontów by całkowicie zablokować Rosjan i Putina. Możemy też Ukrainie pomóc w negocjacjach z Chinami. Chiny lubią Polskę za dotychczasową współpracę gospodarczą. Możemy zamknąć budżet robiąc do niego poprawki po przeprowadzeniu referendum na temat religii w szkołach i dopuszczalnej aborcji? Elektorat za zrealizowanie obietnic może się odwdzięczyć przy wyborach parlamentarnych wysoką frekwencją i trwogą, że jeśli Prawica doszłaby do władzy, od razu by te uregulowania usunęła z ustawodawstwa. Wreszcie możemy z Ukrainą stworzyć najprężniejszy, nowoczesny przemysł zbrojeniowy i wyspecjalizowane jednostki cybernetyczne w wojskach obu krajów. Dajmy Ukrainie atomówkę, niech przyjedzie z Francji albo Wielkiej Brytanii. Może wtedy Putin, który bombardował ukraińskie elektrownie atomowe, nabierze do Zełeńskiego szacunku i będzie bardziej skłonny zawrzeć pokój na ukraińskich warunkach.

Zróbmy zajęcia wojskowe w szkołach, by miał kto bronić staruszek i dzieci, które zostaną w domach, gdy do wojska zostanie powołany każdy dorosły mężczyzna w wieku do 60lat. Damy wtedy Polakom dostęp do broni w sposób kontrolowany, nie narażając się tak jak w USA na strzelaniny na ulicach, w kościołach i szkołach.

Spieszmy się pomagać samorządom, bo ich budżety nie mogą zapewnić inwestycji miejscowym firmom budowlanym i podwykonawcom. A to głównie budowlanka i inwestycje polepszają kondycję PKB. Nie dajmy się naciągać Trumpowi na wizje i odroczone w czasie pomysły, na pomylenie ceł z różnicami w obrocie eksportu i importu między krajami, co jest monotonicznością wolnego rynku, a nie regulacji państwowych.

Nie dajmy się zwieść iluzji wirtualnej i rosyjskim hakerom, stwórzmy swoich specjalistów i niech będą ich co roku tysiące coraz lepszych.

A nie będziemy musieli śpiewać drżącym głosem nad poległymi piosenek „Nim wstanie dzień” z filmu „Prawo i pięść”. Wytłumaczmy prezydentowi, że jeśli nie będzie wyższej akcyzy na alkohol i papierosy, to budżet załata likwidacja Funduszu Kościelnego, religii w szkołach, likwidacja dotacji ubezpieczeń społecznych dla księży i katechetów oraz zmiana Konkordatu.

Wóz, albo przewóz.

Habemus budżet, Panie Premierze.

Ukłony dla Prezesa, któremu zdarzył się taki prezydent.

W walce Tytanów na razie w przedzie bardziej elokwentny i mniej napuszony Schwarzenegger.

Czytam, oglądam, wnioskuję. Lubię fakty, kieruję się zasadą słuszności. Being There.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka