W artykule w Rzeczpospolitej pt.: Będziemy pracować dłużej, autorstwa: Joanna Ćwiek, Bartosz Marczuk (10-02-2012, ostatnia aktualizacja 10-02-2012 01:41) przeczytałem:
Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych, tak tłumaczy rządowe wyliczenia(40 mld zł i prawie 250 tys. nowych miejsc pracy, tyle ma zyskać gospodarka do 2020 roku dzięki podniesieniu do 67 lat wieku emerytalnego):
Etaty tworzą ludzie. Im więcej osób pracuje, tym więcej powstanie miejsc pracy - podkreślenie moje.
A ja do tej pory nieszczęsny myślałem, że to rynek kreuje nowe miejsca pracy – no cóż, byłem chyba w błędzie!
Abstrahując od prawdziwości rządowych wyliczeń, nie została podana żadna metodologia w jaki sposób rząd doszedł do tych liczb – wydaje mi się, że jest to czysty future, lub wróżenie z fusów, chciałby się jednak skupić na tezie: Etaty tworzą ludzie. Im więcej osób pracuje, tym więcej powstanie miejsc pracy.
W klasycznej ekonomi rynek pracy kształtowany jest przez podaż i popyt, im silniejsza gospodarka tym większe zapotrzebowanie na ludzką prace, jeżeli gospodarka zwalnia to firmy redukują stanowiska pracy.
W latach 50. i 60. gospodarka niemiecka stymulowana planem Marshalla stworzyła mnóstwo nowych miejsca pracy i w ten sposób zabrakło rak do pracy. RFN został zmuszony do skorzystania z usług Gastarbeiterów; przyjechali robotnicy z Włoch, Jugosławii, Grecji a następnie z Turcji.
Zgodnie z tezą Bukowskiego: etaty tworzą ludzie, im więcej osób pracuje, tym więcej powstanie miejsc pracy, to Włosi, Jugosłowianie, Grecy i Turcy powinni zostać w domu i tam pracować w swoim naturalnym środowisku, a nie wyjeżdżać do obcego kraju nie znając zazwyczaj języka.
Zgodnie z tą tezą setki tysięcy młodych Polaków również nie powinno nigdy wyjechać do Irlandii czy do W. Brytanii tylko zostać w swych małych ojczyznach na Mazurach, Pomorzu czy też na Podlasiu i tam dostatnie żyć świadcząc pracę w jakiś fajnej firmie. Dlaczego jest to niemożliwe? Ponieważ tam nie powstały w zasadzie żadne firmy, natomiast powstało ogromne strukturalne bezrobocie i są zmuszeni do wyjazdu za chlebem.
Nie jest to przecież żadna tajemna wiedza, student ekonomi 1. roku tę wiedzę posiada.
Więc jak to jest możliwe, ze nauczyciel akademicki, a przy tym prezes Instytutu Badań Strukturalnych o tym nie wie?
Jak to jest możliwe, że dziennikarze Rzeczpospolitej tego nie prostują?
A może chodzi tu o coś innego, o manipulacje społeczeństwem?
Polacy protestują nie dlatego, że nie chcą do 67. roku życia pracować i nie chcą mieć wysokich emerytur. Protesty wynikają tylko ze zdrowego rozsądku, ponieważ wiemy, że tej pracy nie ma. Rząd Tuska zamiast stymulować rozwój nowych miejsc pracy podnosi składkę rentową obciążając i tak już ponad miarę obciążone przedsiębiorstwa.
Rząd nie ma żadnego programu na pracę dla ludzi 50+, oprócz emisji reklam w TV.
Rząd nie ma pomysłu jak przekwalifikować rzesze pracowników by mogli wydajnie pracować do 67. roku życia, niewydajnego pracownika nikt przecież nie zatrudni. Niektóre osoby znają to z autopsji.
Przekwalifikować się można ale tylko na kloszarda.
Ale po części Maciej Bukowski ma rację: etaty tworzą ludzie, ale tylko w administracji państwowej, w czym ekipa Tuska przoduje, budując drogie państwo! Etaty były tworzone również w realnym socjalizmie i komunizmie, ale to już zupełnie inna historia.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)