czasami czasami
82
BLOG

Okiem kosmity 1: Trucizna rytualna

czasami czasami Kultura Obserwuj notkę 0

Istoty te są aż do bólu stadne – mieszkają stadami i walczą stadami. Mają więc bardzo rozbudowany system zachowań społecznych. Co ciekawe, nieodłącznym elementem tych zachowań jest płynna trucizna, używana przy każdej okazji. Wytwarza się ją ze sfermentowanych roślin i warzyw i wydaje się, że w procesie jej produkcji doszli do perfekcji.

Konsumpcja odbywa się z każdej okazji: zgromadzeń, zachowań związanych z wierzeniami, festynów upamiętniających wydarzenia z przeszłości, zwrotnych momentów w życiu, a także często bez okazji, dla samego poczucia skutków działania. Polega to na dobrowolnej aplikacji trucizny przez usta. W wyniku tego istoty relaksują się i stają się bardziej szczere. Wzrasta im popęd oraz pozwalają sobie wtedy na zachowania które w innych okolicznościach byłyby uznane za niestosowane.

Każde stado posiada swoją ulubiona formę trucizny – oprócz składnika wejściowego różnią się one stężeniem, wahającym się od pół procenta do 90%. Niektóre stada przyswajają ją lepiej, niektóre gorzej, i różnice występują nawet w obrębie jednego stada.

W większych ilościach powoduje ona wymioty, zaniki pamięci, utratę równowagi i może nawet prowadzić do śmierci, i co ciekawe, przypadki przedawkowań (nawet tych śmiertelnych) są na porządku dziennym. Zatrute jednostki często popełniają pod jej wpływem akty przemocy. Regularnie używana prowadzi do uzależnienia. Wnioskuję więc, że większość istot w dojrzałym wieku, jest uzależniona od niej.  Gdyby jakiś wandal wpuścił w ten ekosystem agresywną bakterię rozkładającą tą substancję, zniszczyłby w jednym okrążeniu księżyca cały system społeczny.

Dziwne jest to, że zdają sobie sprawę z medycznych konsekwencji używania substancji – nie pozwala się jej spożywać na własną rękę młodym osobnikom, a niektóre stada poszły o krok dalej i zakazały jej. Zaobserwowałem również placówki oduczające zażywania, nawet w obszarach, gdzie jest ona dostępna. I choć nie ma prawnego przymusu jej spożywania, to jednostki nie spożywające są nieraz skazywane na ostracyzm. Interesującym zdaje się, że jest ona nieodłącznym elementem negocjacji na szczeblu oficjalnym między stadami – widać tylko w ten sposób potrafią dojść do porozumienia, co kiepsko rokuje, gdyby wydostali się z rezerwatu.

Rzeczą zupełnie dla mnie niepojętą, jest stosunek do innych substancji, używanych do zmiany nastroju. Większość stad... zakazuje ich. Mimo przepuszczenia ich listy przez komputer, nie znalazłem żadnego naukowego klucza, uzasadniającego zakaz lub dopuszczenie danej substancji. Niektóre o zdecydowanie mniej szkodliwym działaniu są zakazane, niektóre powodujące niekontrolowane podziały komórkowe są produkowane masowo. Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy, to zakazy wynikające z wierzeń. No, ale trzeba pamiętać, że nie jestem naukowcem, a tym bardziej teologiem kosmicznym. Choć pewnie niejeden teolog kosmiczny mógłby sobie czułki zęby na ich systemie wierzeń.

czasami
O mnie czasami

wpadnie mysl czasami, czemu się nie podzielić i skonfrontować

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura