Budowa schronów, centrów ochrony ludności i obiektów zbiorowej ewakuacji to nie tylko kwestia betonu i wentylacji. To pytanie o to, kto będzie miał prawo schronić się, gdy nadejdzie zagrożenie.
Bo przecież nie każdy zmieści się w piwnicy z filtrem HEPA i zapasem wody. A jeśli nie każdy — to kto?
Czy dostęp do schronu będzie zależał od stanowiska, miejsca zatrudnienia, znajomości, czy może zamożności?
Czy prezydenci miast, ich rodziny, urzędnicy i lokalne elity będą mieli pierwszeństwo?
Czy obywatel z parteru bloku będzie musiał ustąpić miejsca komuś z gabinetu na ostatnim piętrze ratusza?
Władze centralne milczą. Nie ma zasad, nie ma rejestrów, nie ma kampanii informacyjnej. Nie ma nawet numeru konta, na które można by wpłacić zaliczkę za „przygarnięcie w chwili zagrożenia”. Może to dobrze — może jeszcze nie jesteśmy społeczeństwem, które kupuje sobie przetrwanie.
Ale cisza jest złudna. Bo gdy zabrzmi alarm, selekcja będzie spontaniczna. Kto silniejszy, ten wejdzie. Kto słabszy — zostanie na zewnątrz. Na pożarcie wroga, na łaskę losu, na marginesie systemu, który nie zdążył się przygotować.
Białystok buduje.
Czy reszta Polski powinna zacząć myśleć?
Czy tylko o betonie, ale może i o zasadach?
O sprawiedliwości?
O tym, czy schron to przywilej, czy prawo?
#Białystok #schrony #ewakuacja #bezpieczeństwo #społeczeństwo #prawo #infrastruktura #Salon24 #felieton



Komentarze
Pokaż komentarze