Najnowsze informacje wywiadowcze dają coraz mniej powodów do optymizmu. To, czego Zachód nie chce przyjąć do wiadomości, jest przerażająco proste: Rosja nie zamierza kończyć wojny. Kreml stawia na jej przedłużenie, licząc na zmęczenie i osłabienie państw wspierających Ukrainę. I tu pojawia się pytanie, które wciąż pozostaje bez odpowiedzi: czy Polska, jako kluczowy sojusznik, nie zostanie wciągnięta w coś, co wymknie się spod jakiejkolwiek kontroli?
To, co dziś nazywamy wojną, może przerodzić się w globalny kryzys, w którym każde państwo zostanie zmuszone do podjęcia decyzji o konsekwencjach trudnych do przewidzenia. Każdy kolejny dzień jest krokiem w stronę eskalacji, która może rozciągnąć się od Atlantyku po Ural, zmieniając naszą cywilizację w coś, czego nie potrafimy sobie wyobrazić.
Pocisk Oresznik to nie tylko broń – to narzędzie presji, które ma przypominać Europie, że Kreml wciąż dysponuje środkami zdolnymi do destabilizacji całego kontynentu. Poznań, symbol spokojnej, rozwijającej się Polski, pojawia się w rosyjskich narracjach jako przykład miasta, które „mogłoby zostać trafione”. To nie plan operacyjny, ale sygnał: Rosja chce, byśmy zaczęli się bać.
Co stanie się, jeśli ta gra, której stawką są pociski Oresznik, nie jest tylko propagandowym teatrem, ale zapowiedzią realnej eskalacji? Co, jeśli Poznań i inne miasta staną się elementem rosyjskiej kalkulacji, a nie tylko retoryki? W świecie, w którym groźby nuklearne wracają do mainstreamu, nie ma już miejsca na samozadowolenie. Zostaje tylko świadomość, że Europa stoi przed największym testem od dekad.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)