Młody, dobrze zapowiadający się działacz Koalicji Obywatelskiej w Krakowie nie ma wątpliwości: skoro państwo potrafi działać sprawnie tam, gdzie kończy się regulamin, a zaczyna „znajomość”, warto być po właściwej stronie tej sprawności. Dlatego nie analizował długo programów ani idei – wypełnił deklarację i dołączył do struktur.
Popiera prezydenta miasta, widząc w nim symbol skuteczności i organizacji. Obserwując kariery w jego otoczeniu – zwłaszcza te, które rozwijają się dynamicznie mimo niezbyt imponujących wyników rekrutacyjnych – utwierdza się w przekonaniu, że liczy się potencjał. A potencjał, jak wiadomo, najlepiej rozwija się w odpowiednich warunkach. Najlepiej takich, które oferuje system.
Zadaje więc sobie proste pytanie: czy jako nowy członek może zamówić karetkę ze szpitala np. Rydygiera? Nie zwykłą – lecz taką, która podkreśla rangę sytuacji. Najlepiej z dyrektorem za kierownicą. W końcu jeśli ktoś zarządza, powinien też umieć poprowadzić sprawy – dosłownie i w przenośni.
Oficjalnie wszystko jest jasne. Nie istnieje żaden system przywilejów. Karetki służą ratowaniu życia, stanowiska zdobywa się kompetencjami, a znajomości pozostają w sferze towarzyskiej. Taki jest porządek zapisany w przepisach.
Nieoficjalnie jednak – myśli młody działacz – rzeczywistość bywa bardziej elastyczna. W kraju, w którym „nic się nie da”, wiele rzeczy jednak się udaje. Tyle że poza protokołem.
Dlatego jego decyzja była pragmatyczna. Nie chodziło o wartości ani program. Chodziło o dostęp do tej nieopisanej w ustawach wersji państwa – sprawniejszej, szybszej, bardziej… dostępnej.
Teraz pozostaje mu czekać. Na sygnał. Na dowód, że system działa nie tylko w teorii.
I tylko ma nadzieję, że dyrektor zna drogę.
Tekst ma charakter publicystyczny i satyryczny. Postać młodego działacza jest przykładowa. Każde podobieństwo do rzeczywistych osób jest przypadkowe.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)