37 obserwujących
95 notek
52k odsłony
409 odsłon

Łuczewski: Radykalna ortodoksja „Christianitas”

Wykop Skomentuj1

Żyjemy w czasach intertekstualnych. W ostatnim numerze miesięcznika „Znak” redakcja zastanawia się, czy „radykalna ortodoksja” jest szansą dla teologii, czy powrotem do średniowiecza. Redaktorzy krakowskich „Pressji” odpowiadają prosto: powrotem do średniowiecza. Bo skoro postnowoczesność – jak przekonują pod batutą Pawła Rojka – jest powrotem średniowiecza, to tym bardziej są nim postnowoczesne prądy teologiczne. Z kolei autorzy „Christianitas”, mimo że w ogóle nie pytają ani o „radykalną ortodoksję”, ani o „nowe średniowiecze”, w istocie realizują je w praktyce.

Ruch radykalnej ortodoksji, który wreszcie za sprawą „Znaku” doczekał się w Polsce obszernej analizy, został zapoczątkowany przez anglikańskiego teologa Johna Milbanka. Główną ideę, która mu przyświeca, rozumiem jako próbę odzyskania przez teologię znaczenia. W procesie specjalizacji społeczeństwa,religia, oddając innym systemom kolejne obszary, staje się coraz bardziej abstrakcyjna aż w końcu ogranicza się jedynie do mglistego indywidualnego doświadczenia transcendencji. Nie mówi już nic o naturze, kosmosie, społeczeństwie, polityce, nauce, skupia się na tym, co wspaniałomyślnie zostawiły jej bardziej zaawansowane systemy. Ale to oznacza, że jest coraz mniej potrzebna. Możemy przecież żyć na co dzień, spierać się o politykę czy o rozumienie społeczeństwa, w ogóle o niej nie myśląc, wyjąwszy może te rzadkie momenty, w których ogarnia nas niezrozumiałe uczucie wzniosłości. Milbank chce odwrócić ten trend. Chce, żeby teologia znów zaczęła mówić o rzeczywistości – i żeby ją zmieniała.

„Christianitas” realizuje każdy element tej strategii. W porywającym wstępie do numeru 44 naczelny Piotr Kaznowski opisuje proces wycofania się teologii, przy czym skupia się na dwóch najważniejszych, powiązanych ze sobą objawach: tekstualizacji rzeczywistości i odrealnieniu Boga (notabene dla „radykalnej ortodoksji” przyczyną każdej rewolucji jest zmiana koncepcji absolutu). Choć tego typu diagnozy nie są oryginalne, oryginalne jest to, że nie formułuje ich postmodernista, lecz filozof i teolog. Oznacza to, że myśl religijna może na powrót odzyskać swe miejsce w debatach dotyczących współczesnego świata. (Warto by jednak wiedzieć, że dziś już nikt poważny nie mówi, że kultura jest tekstem, i odwoływać się do mniej staroświeckich autorów niż Baudrillard). Ale tu nie chodzi tylko o debaty o świecie, ale, jako się rzekło, o jego przeobrażenie. Stąd autorzy „Christianitas” chcą przekroczyć słowo. Tak należy tłumaczyć ich zaangażowanie polityczne (nie ma tu znaczenia, że Milbank proponuje teologii mariaż z lewicą, a „Christianitas” – z prawicą, i to do tego jeszcze – Prawicą Rzeczypospolitej), „reformę reformy liturgii” (tym tropem idzie w nurcie radykalnej ortodoksji Catherine Pickstock), rozwijanie duchowości i powrót do wydarzenia Objawienia (w „Chr” świetny tekst Gogola o acedii, wygrzebany i przetłumaczony przez Filipa Memchesa), wreszcie otwarcie się na łaskę. Z tego powodu Paweł Milcarek, podobnie zresztą jak Milbank, uznaje za niezwykle ważną debatę wokół koncepcji nadprzyrodzoności de Lubaca. Dzięki jego imponującej pracy (tłumaczenie fragmentów „Surnaturel”, antymodernistycznego podręcznika o. Garrigou-Lagrange’a i korespondencji Maritain-Gilson-de Lubac) otrzymujemy wreszcie po ponad sześciu dekadach jej kompetentną analizę.

Rzadko się zdarza otrzymać na wakacje trzy świetne numery pism. Co czytać: „Christianitas”, „Pressje” czy „Znak”? No cóż, w intertekstualnym świecie każdy pisze o Tym Samym.

Michał Łuczewski

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale