41 obserwujących
105 notek
116k odsłon
  1720   0

Góry rzeki

 

Wiem, opowiadam o kwiatkach, kiedy cała postępowa Polska walczy z szalejącym faszyzmem, ale nie chcę, żeby się moje zdjęcia zestarzały. Kto wręcza bukiet zwiędłych kwiatów? Po dwóch miesiącach to już i tak raczej wspomnienia niż fotoreportaż z wakacyjnych przechadzek po Bieszczadach.

Stopniowo się do gór zbliżaliśmy w poprzednich sprawozdaniach: o Jureczkowej i o Bandrowie Narodowym (oj jaka faszystowska nazwa, fuj).

Udając się w prawdziwe Bieszczady oglądamy ich panoramę w Lutowiskach, gdzie na górce przed wjazdem do wsi nareszcie urządzono porządny punkt widokowy. Z odległości 20 km widać ich zarys mimo chmurnej pogody.


Dziesięć kilometrów dalej przekraczamy San w Procisnem.


Są więc góry i jest rzeka, więc udało się dojść do sedna tematu nie zbaczając na bezdroża gadulstwa.

Jarzębiny nad Sanem nie odbijają się w ruchliwej wodzie – to jeszcze duży górski potok. Góry są na tej rzece.


Wysepki jak tratwy. Jedna jak gruba kra tak przesycona mułem że się nie roztopiła i płynie a z mułu wschodzi trawa.


Na drugiej tratwie leży porzucone wiosło. Ale to nie tratwa, to jest prom napełniony zbożem, które tak długo nim płynęło pod gołym niebem, że zaczęło rosnąć.


Wracamy na szlak. Jednak tu się rozchodzą dalsze drogi. Górny bieg Sanu wiedzie na wschód od bieszczadzkiej pętli. Tamtędy idzie się z Mucznego na Bukowe Berdo albo w kierunku Tarnawy (można też jeszcze jechać samochodem). Z tej drogi widać San w górnym biegu, kiedy już jest granicą państwa.


W zbliżeniu widać słup graniczny i parę cudzoziemek.


Przy drodze nad rzeką wśród kwitnących ostów, firletek poszarpanych i bodziszków leśnych


– znajoma rusałka admirał.


A na samej drodze – ach, zmykaj stąd niemądry pasikoniku, jeżdżą samochody! Cały pasikonik zielony (Tettigonia viridissima)


Z tamtej okolicy wlazłszy na jakąś wypukłą łąkę zobaczymy wysokie Bieszczady od strony wschodniej. Rozsypaniec, Tarnica i Krzemień, Bukowe Berdo.


***

Innego dnia – przy całkiem już słonecznej pogodzie – podejmujemy marsz ku wyższym górom doliną Wołosatego. Duży potok niewidoczny, zanurzony całkiem w swojej dolinie i zasłonięty tabunami galopujących w jego stronę żywych istot:


A po przeciwnej stronie drogi – łąki i osty, jakże gościnne dla much szukających cienia.


Masyw Tarnicy i Krzemienia co chwila się wyłania, ciągle pod nowym kątem.


A co tam widać – nie tylko od naszych oczu zależy.


Znowu musimy też uważać pod nogi, bo nieostrożne stworzenia tam wystawiają na próbę swoją kruchość, jak ta beznoga jaszczurka, czyli padalec (Anguis fragilis), znany z tego że potrafi gubić ogon:


Ale są czujne, w trakcie robienia filmu jednym skokiem znika z ekranu, cudem się zmieściła w którejś klatce, zostawiając na filmie obraz pętli oraz jej cień.


***

Ponownie góry i rzekę San ogląda się w Solinie, nad zalewem. To znane miejsce, więc tylko dwa obrazki odnotowane ze względów czysto malarskich.

Maszty odbijają się chwiejnie na powierzchniach fal.


A kolor wody – czego to jest kolor?

 

***

To nie koniec bieszczadzkich wspomnień. Jeszcze będą dwa odcinki: jeden o wsi Równia, w której  nastąpiło moje pierwsze wtajemniczenie w ten krajobraz. Drugi będzie spojrzeniem z góry na przełom Sanu już pod Sanokiem, przez okno zamku pana Kmity. Jeszcze raz góra i rzeka, ta rzeka, bo to są góry tej rzeki. 

©A. Dąbrówka

 

 

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości