Pamiętacie jak Wymiotna pisała onegdaj o tym , że w czerwcu 2010 r. w jednej z warszawskich knajpek niejaki Prokurator Pasionek spotkał się z pracownikami CIA i FBI.Wybuchła afera. Wszczęto dochodzenie. Najpierw wewnętrzne , a potem oficjalne.Śledczy przesłuchali amerykańskich agentów .Wymiotna- najlepiej poinformowana gadzinówka w Polsce poinformowała POlactwo ,iż jeden z nich "(...)zeznał, że spotkanie umówili b. szef ABW Bogdan Święczkowski i b. wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek (za rządów PiS). Gdy agenci usłyszeli od Pasionka, że nadzoruje śledztwo smoleńskie i ma dostęp do poufnych informacji, zaproponowali, by przenieść spotkanie do ambasady USA, gdzie Pasionek w obecności Ocieczka i Święczkowskiego mówił agentom o śledztwie i pytał, czy mogą sprawdzić kilka koncepcji ."Według gazeciny , amerykański agent zeznał, że chodziło o prawdopodobieństwo rozpylenia sztucznej mgły, sterowanie samolotem na odległość i zmianę transmisji danych w wieży kontroli lotów. Agent zeznał też, że ponieważ chodziło "o sprawy ściśle tajne", zaproponował, by do ambasady USA przysłać oficjalną prośbę o pomoc. I rzeczywiście, prokuratura prowadząca śledztwo smoleńskie wysłała wkrótce do Departamentu Sprawiedliwości USA wniosek o pomoc prawną.
Pasionek miał - zdaniem Wymiotnej- nieoficjalnie prosić Amerykanów w sprawie dowodów przydatnych w śledztwie ws. Smoleńska i przekazać im część tajnych materiałów z polskiego postępowania.
Wymiotna twierdziła również, że miał też udzielać informacji ze śledztwa dziennikarzom "Rzeczpospolitej" i - o zgrozo- "Naszego Dziennika" oraz posłom PiS .Tego POlactwu było już za dużo.W ślad za Wymiotną do nagonki na"pisowskiego prokuratora" ruszyła reszta ketmanowskich mediów. Z TVN-em na czele. To właśnie on podał - z nieukrywaną satysfakcją- na swym portalu internetowym. iż"(...)Sprawę ujawnienia informacji ze śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Dotyczyła ona "ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji stanowiącej tajemnicę służbową" (co zagrożone jest karą do trzech lat więzienia) oraz "rozpowszechniania publicznego wiadomości pochodzących z postępowania przygotowawczego" (grozi za to do dwóch lat więzienia). Ponieważ WPO "uprawdopodobniła wersję", że ujawnienia tajemnicy dopuścił się prokurator prokuratury wojskowej - który nie jest oficerem, lecz osobą cywilną - sprawę skierowano do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.(...).
Nie muszę dodawać,ze Pasionek z roboty wyleciał.
Jednakże ku zdumieniu POlactwa cywilni oskarżyciele z Warszawy, którzy w połowie ub. roku przejęli sprawę śledztwo umorzyli. W postanowieniu obalili wszystkie tezy wojskowych. Okazało sie bowiem ,żePasionek nie popełnił żadnego przestępstwa. Stołeczni prokuratorzy nie ustalili kto między wrześniem a listopadem 2010 roku ujawnił informacje objęte tajemnicą służbową ze śledztwa w sprawie katastrofy Tu 154 M 101. Na domiar złego to nie Pasionek informował dziennikarzy Rzepy.
Jak się okazuje Pasionek nie popełnił też przestępstwa kontaktując się w czerwcu 2010 roku z byłym oficerem łącznikowym FBI w Polsce. Nie przekazywał im bowiem żadnych informacji ze śledztwa smoleńskiego. Chciał jedynie by USA pomogły Polakom w śledztwie. I to za ZGODĄ swoich przełożonych.
Cóz z tego,że prawda wyszła na jaw. WSI-oki i POlactwo swój cel osiągnęli. Udało się odsunąć od smoleńskiego śledztwa niewygodnego i zbyt dociekliwego "pisowskiego prokuratora". A o to w tej całej sprawie tak naprawdę chodziło.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)