POLECAM : http://grosicki.webnode.com/
PiS nie myśli o gospodarce i całe szczęście, bo ona rozwija się własnym torem: im mniej ingerencji państwa - a szczególnie: państwa jednopartyjnego monopolu - tym lepiej dla gospodarki. Jest jednak taka dziedzina życia gospodarczego, w której ustawodawcza ingerencja państwa byłaby ogromnie oczekiwana,
a z przyczyn, które trudno rozpoznać, od kilku lat żaden parlament nie potrafi tej interwencji podjąć.
Myślę tu o potrzebie zmiany ustawy kominowej, obowiązującej w 755 spółkach, która w archaiczny sposób degraduje menedżerów zarządzających firmami należącymi do Skarbu Państwa, ograniczając ich płace i w żaden sposób nie wiążąc wynagrodzeń z osiąganymi przez te spółki wynikami finansowymi. W efekcie - zarządy państwowych firm tracą wszelką motywację do działania, trudno do nich pozyskać najlepszych menedżerów z międzynarodowym czy choćby tylko korporacyjnym doświadczeniem. Skutkiem jest także dysproporcja wynagrodzeń zarządów w sektorze prywatnym i państwowym, najbardziej widoczna w bankowości: prezes największego polskiego banku państwowego zarabia 53 razy mniej niż jego odpowiednik w największym banku prywatnym.
Mało który z najlepszych polskich menedżerów garnie się dzisiaj do pracy w spółkach Skarbu Państwa, bo tam pracuje się za karę i uścisk dłoni ministra, a nie za tzw. prawdziwe pieniądze. Prawda jest taka: czy państwowa firma wygeneruje miliard złotych straty, milion złotych zysku czy też - miliard złotych zysku, zarządzający nią menedżer otrzyma w nowym roku (z klucza wynikającego z ustawy kominowej) kilkaset złotych podwyżki. W każdym przypadku! Nie ma kontraktów menedżerskich, nie ma premii związanych z wynikami działalności gospodarczej, jest urawniłowka, w myśl której prezesi firmy zatrudniającej 20 tysięcy pracowników i szefowie spółeczki mającej 50 osób, zarabiają tak samo: 6-krotność średniej płacy w gospodarce.


Komentarze
Pokaż komentarze