Tusk po nieprzespanej nocy miał już prawie obmyślony skład rządu. W ramach doprecyzowania szczegółów umówił się na spotkania z prezesem PSL, a następnie z najważniejszymi politykami swojej partii.
Spotkanie z Waldemarem Pawlakiem
- Dzień dobry Panie Waldku, powiem szybko, bo czas nagli – powiedział Tusk - Jakich resortów oczekujecie i czy macie na nie kandydatów?
- Yyyy… no więc, my oczekujemy tych samych, yyy…. co mieliśmy. Wie Pan naszych ludzi poustawialiśmy. Kredyty pobrali, nie możemy ich teraz tak na niepewny los w trudnych czasach zostawić. – odpowiedział Pawlak.
- Jasna sprawa – powiedział ze zrozumieniem Tusk .
- Naszymi kandydatami będą: Na ministra gospodarki, myślę, że ja będę odpowiedni. Marka byśmy dalej …yyy w rolnictwie widzieli - kontynuował Pawlak.
- No dobrze, a jak z ministerstwem pracy i polityki socjalnej? – zapytał Tusk.
- No tu jest taka sprawa.Yyy… Mamy kandydata, młodego lekarza Władysława Kosiniak – Kamysza – powiedział nieco zdenerwowany Pawlak.
- Co do jasnej cholery lekarz ma wspólnego z pracą i polityką socjalną?! – uniósł się Tusk
- No wiem yyy .- kontynuował nieco podenerwowany Pawlak - ale jego ojciec prosił, że chłopak ambitny, rodzinę chce założyć, yyy czy coś tam, a w tym szpitalu podobno marnie płacą.
- No ma Pan, panie Waldku, rację trzeba pomóc człowiekowi – przyznał ze zrozumieniem Tusk – w głębi duszy ciesząc się, że Pawlak nie upierał się przy pozostawieniu pani Fedak.
- No, więc ustalone! Dziękuję i do zobaczenia panie Waldku - powiedział zadowolony Tusk.
- Do widzenia panie premierze. – odpowiedział Pawlak
Szczęśliwy z szybkiego zakończenia rozmów z koalicjantem udał się na rozmowy ze swoimi partyjnymi kolegami.
- Z Pawlakiem poszło szybko i bezboleśnie oby i tu nie było żadnych problemów. – pomyślał Tusk
Spotkanie z politykami PO
- Dzień dobry – powiedział na przywitanie premier.
- Dzień dob - ry Panie Premierze – odpowiedzieli chórem członkowie partii.
- Chciałbym z Państwem przedyskutować skład rządu - powiedział wyjmując kartkę z kieszeni Tusk i zaczął czytać:
- Z PSL-em ustaliłem, że ministrem gospodarki pozostanie Waldemar Pawlak ,a rolnictwa, Marek Sawicki, natomiast ministrem pracy i polityki społecznej, młody ambitny pasjonat w tej dziedzinie, Władysław Kosiniak- Kamysz.
- Jak facet może mieć podwójne nazwisko i pasjonować się polityką społeczną. –zastanawiał się Schetyna, ale przyjął tą nominację bez dyskusji, podobnie, jak inni posłowie.
- Chciałbym by swoje stanowiska zachowali: pan Rostowski, pan Sikorski, pani Kudrycka, pani Bieńkowska, pan Siemioniak, pan Zdrojewski oraz pan Kwiatkowski… - kontynuował premier.
- Tu niestety ośmielę się nie zgodzić z panem Premierem- wtrącił Schetyna.
Tusk zaniemówił, a Schetyna kontynuował:
- Ja proponuje pana Jarka- wymownym gestem wskazał na uśmiechniętego Gowina.
Tusk zachodził w głowę, co ten filozof ma wspólnego ze sprawiedliwością?
- Może i zna Biblię oraz katechizm na wyrywki, ale czy to na pewno wystarczające atuty – myślał Tusk. No ale cóż, musze być miły dla tego padalca Schetyny, bo przecież chce go wsadzić na tykającą bombę, czyli Ministerstwo Infrastruktury, dla niepoznaki nazwane Ministerstwem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, gdzie nawet taki kozak, jak Grabarczyk się „przejechał”.
- Dobrze panie Grzegorzu, uważam, że jak najbardziej pan Jarek będzie dobrym kandydatem. – wypalił Tusk. Natomiast na stanowisko ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej proponuję pana Grzegorza Schetynę.
- Ja nie wejdę do rządu. – rzucił Schetyna.
- Jak to nie wejdę do rządu- wrzasnął Tusk.
- Nie czuję się na siłach, by sprostać zadaniu, które pragnie mi powierzyć pan premier- odpowiedział.
- Tak, to ja Ci pokaże!- pomyślał Tusk i zaczął rozglądać się po sali, jego wzrok zatrzymał się na Nowaku.
- Pan, panie Sławku na pewno się nie boi! – wykrzyknął Tusk.
- Ja….- wymamrotał Nowak - przecież ja jestem politologiem, co ja mogę wiedzieć o infrastrukturze?
- Oj nie będzie pan taki skromny, jest pan z trójmiasta, statki pan widział? Samochodem pan jechałeś po autostradzie? Pociągiem pewnie też? To można powiedzieć, że się pan na tym trochę znasz? – namawiał premier.
- No, tak, a budownictwo?- dopytywał Nowak.
- Panie Sławku nie można być przecież specjalistą od wszystkiego. Nikt nie jest idealny, nawet ja. Przyjmuje Pan?- stwierdził skruszony Tusk
- Przyjmuję – rzucił zmieszany Nowak.
- No i wspaniale, więc przejdźmy dalej, na ministra edukacji narodowej proponuję panią Szumilas, na ministra środowiska pana Korolca. – czytał dalej Tusk.
- Prawnik ministrem środowiska? - pomyślał Schetyna, ale wolał już nie drażnić Tuska.
- Na ministra zdrowia planuję - w tym momencie wymownie spojrzał na czującego, że co się święci, palącego dwudziestego papierosa w ciągu godziny, Arłukowicza. - Tak pana, panie Bartoszu. – powiedział uśmiechnięty Tusk
- A trzeba było się trzymać z komuchami, oni by mnie tak nie urządzili. Mam chyba jeszcze bardzie przechlapane, niż Nowak – pomyślał Arłukowicz – i rzucił:
- Jestem bardzo szczęśliwy z powierzonego mi zadania.
- Na stanowisko ministra sportu i turystyki chciałbym zaproponować panią Joannę Muchę. – powiedział Tusk
- Jak to Muchę, a co ona ma ze sportem wspólnego?- rozeszły się pytanie po sali.
- No właśnie nic, i to jest najważniejsze. Sport to śliska sprawa pamiętacie jak ten Lipiec od Kaczyńskiego skończył, albo nasz Miro? Myślałem o Romku Koseckim, ale o były piłkarz, a jak kiedyś jakiś mecz sprzedał, to co ja zrobię? Skonsultowałem się, więc z panem Prezesem Lato i on mi podpowiedział, żeby wziąć kogoś, kto się na tym nie zna, ale przynajmniej ładnie wygląda, on tak samo postąpił jak szukał rzecznika związku i jest bardzo zadowolony – wyjaśniał premier.
- Sprytne - głosy aprobaty rozeszły się po sali.
- Na stanowisko ministra spraw wewnętrznych proponuję pana Jacka Cichockiego – powiedział Tusk.
Ten, aż prawie spadł z krzesła.
- Przecież mnie tam zniszczą, przecież ja po socjologii jestem, co ja mogę wiedzieć o policji, czy straży pożarnej? – pomyślał.
- Widzę, że jest pan nieco zaskoczony nominacją, ale ja uważam, ze da pan sobie radę, Siemoniak nie miał pojęcia o obronie, a jak ładnie sobie poradził. Pan też da radę. Tylko proszę zmienić to zdjęcie na Wikipedii , i umieścić wspólne ze mną .– powiedział uśmiechnięty Tusk.
- Dobrze, panie premierze - odpowiedział trochę zmieszany Cichocki.
- Co nam tu jeszcze zostało- głośno pomyślał Tusk- Ministerstwo Skarbu. Tutaj proponuje pana Mikołaja Budzanowskiego.
Temu oczy się zaświeciły na samą myśl, że wreszcie będzie mógł sam zająć się prywatyzacją. Myśl o milionowych kontraktach, aż prawie zabrała mu mowę.
-Przyjmuję - wybełkotał.
-Tylko, proszę żadnych stoczni Katarczykom nie sprzedawać, żebym się za pana nie musiał wstydzić!- wykrzyknął i pogroził palcem Tusk.
Premier rozejrzał się po sali, żeby dostrzec, czy wszyscy popierają i są zadowoleni z jego nominacji. Kwaśna mina Schetyny nie zrobiła na nim większego wrażenia, jednak nagle wzrok Tuska zatrzymał się na sino-fioletowej ze złości twarzy Boniego.
- Co ja narobiłem przecież mu obiecałem, że będzie ministrem, a tu już wszystkie rozdysponowane. Co ja mam zrobić? Trzeba coś wymyślić. Tak utworzy się nowe ministerstwo. Tylko trzeba wymyślić nazwę, taką, żeby każdy bał się zapytać, o co chodzi. Ministerstwo cyfryzacji, nie lepiej damy administracji i cyfryzacji. Tak będzie najlepiej.
- No i na koniec – przemówił uśmiechnięty Tusk - ministrem w nowym resorcie administracji i cyfryzacji proponuję pana Boniego.
Boni, aż podskoczył, ze szczęścia.
- Nie ważne, ze nie wiem o co chodzi z tą cyfryzacją ważne, że będę ministrem. Ten Tusk to jednak równy gość - pomyślał.
- Czego? Cyfryzacji? – pomyśleli posłowie, ale każdy bał się odezwać, zapytać, co to za ministerstwo, żeby nie wyjść na głupka.
- Widzę, że nie ma sprzeciwów, więc postanowione. Dziękuję panowie, panie i panu panie Schetyna. Do zobaczenia - powiedział zadowolony Tusk i nie czekając na odpowiedź opuścił salę.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)