Niemieccy ekonomiści, obłudnicy jedni, martwią się przewidywanym bankructwem Grecji, każą jej wystawić na sprzedaż Akropol i co piękniejsze wyspy. Nas to mniej martwi, póki nie jesteśmy w strefie euro. Ale co tam Grecja! Amerykańskie zadłużenie ogólne (oblicza się je na ok. 11 bilionów dolarów) jest już chyba niemożliwe do spłacenia, nigdy i przez nikogo. To samo dotyczy Francji, Włoch i samych Niemiec, (ich dług, 1.3 biliona euro, w następnych 3 latach wzrośnie planowo o dalsze 300 miliardów). Także Polska zadłuża się na potęgę. Jaki jest powód tego szaleństwa? Może władcy świata wiedzą coś więcej? Może wierzą w kalendarz Majów, przebiegunowienie Ziemi albo inny Armagedon? Jeśli tak, to mam dla nich złe wiadomości – koniec świata, po raz kolejny, może zostać odwołany albo nie nastąpi z czystej złośliwości, biorąc przykład z pandemii grypy.
Był taki przedwojenny szmonces; – Italia pożyczyła miliard Francji. Francja półtora Holandii, Holandia zaś dwa miliardy Belgii. To ja się pytam, gdzie są teraz te pieniądze? – Teoretycznie u nas – odzywał się drugi głos, z charakterystycznym akcentem i intonacją. Niestety, tych brakujących pieniędzy nie ma już chyba nawet u Rothschilda w szafie. Nigdzie ich nie ma. Programy socjalne, zbrojeniowe oraz kredyty konsumpcyjne zostały opłacone z pracy naszych dzieci i późnych wnuków. Teoretycznie – bo nie przypuszczam, żeby rządy planowały zacząć spłacać te zadłużenia. Zwykle w takim przypadku organizowało się wojnę, w której płonęły skrypty dłużne, zmieniało się dynastię lub ustrój. Ale wówczas dotyczyło to kłopotów jednego, góra dwóch krajów, a teraz – niemal całego świata… Ciekawe, jak oni z tego wybrną? Jakie scenariusze są przygotowywane? Macie Państwo jakąś wiedzę lub choćby przeczucia?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)