Przed Pałacem Prezydenckim (w kontekście jego obecnej funkcji nie lubię używać nazwy "Namiestnikowski") powstało spontanicznie miejsce pamięci narodowej. Stoi drewniany krzyż, palone są znicze, kładzione kwiaty. Taka jest to potrzeba serc. Jednak każde miejsce ma swoją właściwość i zamienianie wejścia do pałacu oraz fragmentu Krakowskiego Przedmieścia w pasaż martyrologiczny, czy wręcz swoisty quasi-cmentarz, nie jest chyba ideą najszczęśliwszą.
Zwykle nie jest dobrze gdy się miesza przestrzenie sakralną i świecką. Jest to sytuacja generująca konflikty.Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby nowy lokator nakazał usuwać kwiaty i świece - bo trudno pracować i przyjmować obce delegacje w przestrzeni sacrum - a ludzie znów kładli je nocami. To już w Warszawie przerabialiśmy, w nieco innych czasach. Wspomina o tym piękna piosenka Jana Pietrzaka pt. „Nielegalne kwiaty”. Wydaje się, że pilnie potrzebny jest pomysł, który pozwoli wypełnić potrzebę uczczenia ofiar katastrofy w tym właśnie miejscu, gdzie zbieraliśmy po katastrofie, a jednocześnie przywróci przestrzeni przedpałacowej poprzednią funkcjonalność. Mam taki pomysł.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)