Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
462
BLOG

Zapraszam Tuska na obiad

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 7

 

Niczym sułtanowi z opowieści Szecherezady, zachciało się ponoć Panu Premieru, „wmieszać się w społeczeństwo, by zobaczyć jak się jemu żyje”.  Postanowił zatem wybrać się na obiad do zwykłej polskiej rodziny. Okazją do tego ma być otwarcie budowy świnoujskiego „gazoportu”. Jak jednak doniosła dzisiejsza (24.09) GW, nikt z mieszkańców wyspiarskiego grodu nie kwapi się by gościć u siebie w domu dostojnika tej miary. Nie można specjalnie się temu dziwić, ale jednak trochę głupio. Pan Premier prosi ludność a ta – nic, niewdzięczna jakaś i na prośby głucha – zaczyna bełkotać coś o remoncie, agresywnym chomiku, dawno zapowiedzianej wizycie szalonej ciotki z Olkusza. Było by niedobrze, gdyby Pan Premier doszedł do wniosku, że społeczeństwo jest niegościnne i źle wychowane.Deklaruję zatem gotowość do poświęcenia się. Moi świnoujscy znajomi, z równie altruistycznych pobudek, obiecali mi udostępnić swoje mieszkanie. Jeśli – o zgrozo! – przyszło teraz komuś do głowy, że zamierzam Pana Premiera otruć, lub ubrdał sobie inne jakieś makabreski, udzielam surowej reprymendy. Jest wręcz przeciwnie, uzyskałem pewną, lokalną renomę jako kucharz i nie będę jej psuć z powodu byle wizyty.
Jednak przy obiedzie, co wiemy choćby z „Pana Tadeusza”, milczeć nie przystoi, trzeba o czymś rozmawiać, a ile można o zrazach, futbolu i pogodzie.  Pomyślałem sobie, że mam nawet kilka pytań, które mógłbym zadać dostojnemu gościowi. Na wypadek jednak, gdyby moja oferta została lekkomyślnie przezeń odrzucona, publikuję je do wiadomości szanownych czytelników. Pewne tematy (np. Smoleńsk) są, ze zrozumiałych względów, absolutnie wykluczone przy jedzeniu. Przecież nawet mafiozi mają swoje zasady, a co dopiero my, ludzie jako tako obyci. Pytania będą więc zadane w duchu łagodnym i konwencji, na ile to możliwe, relaksowej, żeby mi się gość czasem nie zakrztusił kluseczkiem.
 
 Zaczelibyśmy od pytania o szczęście. Ciekaw jestem bowiem, czy Pan Premier czuje się szczęśliwym człowiekiem, co ewentualnie stoi na przeszkodzie jego szczęściu, a co by go uszczęśliwiło.
 
 Po co jest władza; żeby pieścić ego, czy żeby zmieniać świat? Jeśli zaś postulatem jest to drugie, to czemu, nie wchodzenie w konflikty z silnymi ośrodkami i środowiskami, blokującymi zmiany, wydaje się być modus vivendi Pana Premiera?
 
 Ciekawe, jaki ma pogląd, ów doświadczony urzędnik, na osławiony polski imposybilizm. Dlaczego rzeczy łatwe i oczywiste w innych krajach (egzekwowanie umów, możliwość realnego dochodzenia swoich prawa przed sądem, skup surowców wtórnych, segregacja śmieci i takie tam) wciąż są w Polsce prawie lub całkowicie niemożliwe?
 
Jaki cud musiałoby się zdarzyć byśmy doczekali się choćby części obiecanych w kampanii wyborczej reform?
 
Czy 100 milionów złotych, o które codziennie rośnie nasz dług, nie trwoży mego biesiadnika? Czy dysponuje on jakąś, ezoteryczną wiedzą na temat przyszłości, która oddala takie obawy?
 
 Zarzuca się rządowi prowadzenie niesuwerennej polityki zagranicznej. Ciekawe jak szanowny gość postrzega  potrzebę i szanse suwerenności?
 
 Czy podpisywanie umowy gazowej na okres trzydziestu kilku lat, w przededniu rewolucji technologicznej nie jest objawem braku rozwagi? Jeśli, jego zdaniem,  nie jest, to czy warto powierzać tę sprawę człowiekowi, od lat krytykowanemu za zawieranie kontraktów faworyzujących stronę rosyjską?
 
 Jakie są granice redukcji wojska. Czy osiemdziesięciotysięczna armia to nie za mało jak na wielkość i położenie geograficzne Polski? Czy nie warto wspomóc ją Obroną Cywilną, w której ramach powszechnie szkolono by obywateli w zakresie wojskowym oraz reagowania na klęski żywiołowe? A na koniec, [jesteśmy już po szklaneczce pigwówki, więc nieco naciągam konwencję] co musiałby zrobić minister Klich, żeby zostać wreszcie zwolniony, własnoręcznie podpalić ministerstwo?
 
Tylko kilka pytań, ramy czasowe obiadu, są ograniczone, a borowcy – wyobrażam to sobie – już i tak łypią na mnie tak, jak to tylko oni potrafią. Rozumiem, chronią szefa, a po takiej rozmowie, nawet mimo wysiłków kucharza, można dostać lekkiej niestrawności. Ale cóż; nie ja wybierałem zawód swemu rozmówcy. Ba! nawet, gdyby kto mnie pytał, zalecałbym mu jego zmianę. Nie oszczędzajmy zatem Premiera, jeśli ktoś zechciał by wesprzeć mnie jakimś uprzejmym a celnym pytankiem, to będę wdzięczny. Cały czas mam przecież nadzieję, że Pan Premier mi nie odmówi.
 
 

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka