Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
422
BLOG

Kościół, lewica, diabeł

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Polityka Obserwuj notkę 7

Lewica zaatakowała. Poczuła swój czas, siłę i wahnięcie nastrojów. Brakuje tylko nośnego pomysłu politycznego i wiarygodnego przywództwa. Deficyt idei uruchamia tropizm; nie wiemy co robić – walczmy z kościołem.

Oto, z jednej flanki na koniu „Dildo” atakuje Palikot, polityczny spekulant, który pojawia się na coraz to innych skrzydłach sceny politycznej. Zgłosił się teraz jako kandydat na wodza nowej lewicy wistując kartami wolnościową i antyklerykalną. Na drugiej flance SLD (stara lewica) wykorzystuje aferę Komisji Majątkowej jako trampolinę polityczną. Tylko "Krytyka Polityczna" (lewica młodociana) na razie ani nie politykuje, ani nic nie krytykuje. Straciła dziewictwo w „Nowym Wspaniałym Świecie”, więc teraz udaje, że jej nie ma i cichutko liczy pieniądze z wyszynku. Pojawi się znów, gdy oswoi się z brakiem cnoty.

Palikot walczy w świecie imponderabiliów; zgłasza jakieś laicyzacje, „invitra”, związki partnerskie. Stara lewica obrała za cel instytucję.

Czy Pomysł polityczny Palikota ma szanse powodzenia? Nie przypuszczam. Po pierwsze, atakowanie Katolicyzmu jest trudniejsze niż hierarchii Kościoła. Taka konkretna forma religijności jest dla Polaków, przy zerwaniu ciągłości kulturowej, jedną z ostatnich wspólnych identyfikacji. To wartość rdzenna, będzie więc broniona przez wspólnotę do końca. Nawet jeśli Kościół jako instytucja wiele straci, to na froncie obyczaju i wartości Katolicyzm sobie poradzi. Tego nawet sto lat i „G.W.” nie wyziębi.

Po wtóre, debatowanie o indywidualnych, osobistych wolnościach (niezależnie dobrze czy źle pojętych) jest w Polsce wciąż mało nośne politycznie. (My mamy tradycję walki o wolność wspólną, na nic więcej nie starczyło czasu.) Znaczące powiększenie ilości wyborców zainteresowanych tematem wymagałaby ze dwóch pokoleń wychowanych w dobrobycie. Procesy zmian religijności dużych grup społecznych (przypływy, odpływy i przekształcenia), związane są prawdopodobnie z koniunkturami tak potężnymi i długoterminowymi, że bieżąca polityka nie ma na nie znaczącego wpływu. A co będzie jutro? Nadchodzi, zdaje się, druga, poważniejsza fala kryzysu, co raczej religijność wzmocni niż osłabi, matafizykę uczyni pilną potrzebą, a błazenady w stylu palikocim odeśle do politycznego (póki co) piekła.

Wreszcie, czy inicjatywa ambitnego gorzelnika z Biłgoraja będzie za kilka tygodni porywająca choćby dla tych kilku procent Polaków już dziś zainteresowanych podnoszonym przez niego tematami? Też nie koniecznie. W chwili obecnej świat i tak się laicyzuje więc nie ma sensu popychać Wisły kijem. Popychacze nie są postrzegani jako poważni rewolucjoniści.

Palikotowi sukcesu więc nie wróżę, zwłaszcza, że rozsądny projekt polityczny, którym mógłby uwieść wyborców, powinien zawierać także uruchomienie procesów modernizacyjnych, za co był on akurat odpowiedzialny w sejmie i co całkowicie tam zaniedbał.

 Plan SLD wygląda na bardziej efektywny politycznie. Partia ta złożyła właśnie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie wniosek o zbadanie wszystkich (ok. trzech tysięcy) decyzji Komisji Majątkowej (ds. majątku kościelnego) przy MSWiA. Sprawa bulwersujących i jawnie korupcyjnych działań tej Komisji była znana od dawna. Była znana…. i nic się nie zmieniało. Afera toczyła się przez niemal dwadzieścia lat na oczach całej Polski, a politycy uśmiechali się głupkowato i rozkładali ręce, szepcząc coś o potędze Kościoła. Przez lata urosła ona do jednej największych (ale, ile ich jest!) afer III RP, obliczanej nawet na sto mld zł. Jest więc chyba warta gruntownego zbadania. Gdyby chciano tą sprawą zająć się na serio, trzeba by przebadać mechanizm powołania do życia instytucji, o charakterze de facto  sądowniczym, o nieodwołalnych decyzjach i znajdującej się poza jakąkolwiek kontrolą. Sam pomysł utworzenia czegoś takiego w systemie demokratycznym wygląda na nonsensowny żart. Korupcja była zatem nie tylko oczywistym skutkiem tej konstrukcji, lecz najpewniej po prostu założeniem jej pomysłodawców. Odczytanie mechaniki implementacji tego typu choroby do struktury państwa byłoby zatem cenne. Wniosek SLD jest jednak, w moim pojęciu, dla realnego rozwiązania problemu, kontrproduktywny. Znając tempo prac prokuratury daje on asumpt do radosnego badania prac Komisji, i pobierania za to uposażeń, przez następne trzysta lat. Przypuszczalnie nie chodzi zatem SLD o konkretne działania, lecz o polityczny marketing.

Kościół, jako instytucja, z tej rozgrywki nie wyjdzie bez szwanku. Niestety sam, dla korzyści materialnych, wystawił się na linię ognia. Przed dwudziesty laty zdawało się, że mamy dwie możliwość; albo reprywatyzujemy kraj, albo zachowujemy postkomusze status quo.  Przyjęto system mieszany – własność tak, ale dla swoich i cwaniaczków. I tu książęta Kościoła zgłosili się natychmiast jako w pełni gotowy beneficient. W obliczu tej zmowy elit nawet argument o sprawiedliwym zwrocie zagrabionego majątku, który używają tak prawdziwie święte osoby jak ks. Isakowicz-Zalewski, jest wątpliwy. Zapomniano bowiem jedynie o społeczeństwie.

Kościół Katolicki kojarzy się wciąż z obszarem wolności narodowej (tego jedynego rodzaju wolności jaki znamy), którą przez pokolenia współorganizował i której dawał azyl. Teraz prezentowanie Kościoła jako wroga wolności, wymaga od lewicy zupełnego przestawienia znaków w systemach wartości i emocji. Ale, jest na to szansa. Hierarchowie robą co w ich mocy aby wesprzeć ten proces. Tolerowanie wśród księży ubeckich kapusiów oraz uwłaszczanie się po sąsiedzku z bolszewickimi spółkami nomenklaturowymi, w czasie gdy przemiany gospodarcze odbierały wielu wiernym miejsca pracy i nadzieję na przyszłość, nadwątliło ich prestiż i powagę. Trudno się dziwić, że „obrońcy krzyża” z Krakowskiego Przedmieścia mogli sobie śmiało odesłać księży biskupów do wszystkich diabłów, nie czując wcale dyskomfortu poznawczego.

Lewica ma więc na tym polu wiele do ugrania. Staje wszakże przed dylematem, jak tu osłabiać strukturę, której interesy poprzerastane z jej własnymi jak szpek sadłem. Przecież chłopcy z Foksal,  Ordynackiej i Rakowieckiej tysiące geszeftów robią wspólnie z „naszymi kochanymi księżmi”. Co jak co, ale na antyestablishmentowe działania to SLD nie stać. Znaczy, że bitwy żadnej nie będzie, to tylko manewry, żeby Biłgorajczykowi nie oddać całej inicjatywy.

A nad tym polskim poligonem politycznym zaciera kosmate łapska zwykły, przaśny bies, a może wcale nie zaciera, tylko też liczy forsę?

 

* * * * *

Ps. Informuję p.t. Czytelników, iż otworzyłem drugi blog:  http://aip.salon24.pl, gdzie prezentuję komiksy i rysunki satyryczne. Zapraszam.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka