Jak Państwo myślicie, kiedy nasi władcy zakażą nam gotowania w domu? Bo, że do tego dojdzie jestem niemal pewien. Nie zwariowałem, postępy inżynierii społecznej mają swoją dynamikę. Kto by pomyślał, że można bezkarnie zakazać nam palenia na prywatnym terenie, albo zabronić karcenia własnych dzieci? Jeszcze nie tak dawno, takie pomysły uznano by za równie absurdalne jak dziś jeszcze wydaje się pytanie postawione na wstępie. Gdyby jakiś polityk zaproponował te rozwiązania na początku ub.iegłego stulecia, prawdopodobnie, wsadzono by go do czubków śladem owego francuskiego premiera, który do porannych ablucji wybrał paryską fontannę i pląsał w niej sobie na golasa.
Co nas dalej czeka na drodze, którą zmierzamy do postępu? Za kilka lat media zaczną zapełniać się doniesieniami o pladze zatruć pokarmowych wynikających z niekontrolowanego żywienia indywidualnego. Z pewnością kilka osób nawet umrze. Z powodu niesprawnych kuchenek spłoną liczne mieszkania a makabryczne opisy tych tragedii nie będą schodzić z pierwszych stron gazet. Zacznie się w tych krajach, gdzie już dziś niemal nikt nie gotuje w domu. W takich np. Stanach Zjednoczonych nawet wiejskie gospodynie spotykają się na śniadanku w McDonaldzie lub Wendy’s. Potem pójdzie już lawinowo, dokładnie tak, jak z toksycznymi rodzinami masowo maltretującymi swoje potomstwo. Na początku XXI wieku Okazało się, że ogromna część rodziców pragnie krzywdy swoich dzieci, które przeżywają w zasadzie tylko dzięki anonimowym urzędnikom. „Prawicowy” rząd odebrał więc już nam sankcje wychowawcze a sądy pod byle pretekstem odbierają rodzinom ich dzieci. Mimo to, do rewolucji jakoś nie doszło Swoją drogą tracimy chyba instynkt. Czy zadbamy o wolność kucharzenia, skoro nie bronimy własnego potomstwa przed urzędniczą swawolą?
Jeśli władze zakazują palenia w knajpach, prawdopodobnie nie chodzi o niepalących, Celem wydaje się raczej likwidowanie obszarów wolności. Urzędnicy pokazują jak wielką mają władzę. Taki rodzaj tresury społecznej. Trzeba przyznać, że idzie im świetnie.
Ja akurat, nie tylko nie palę, ale wręcz nie znoszę dymu papierosowego. Jestem migrenikiem i przebywanie w zadymionym otoczeniu naraża mnie na atak choroby. Trudno, taką mam przypadłość, więc od dawna unikam miejsc, w których ludzie palą. Nie chcę jednak, by z mego powodu musieli oni rezygnować oni ze swoich przyjemności, choćby i szkodliwych. Każdy czegoś tam nie może robić, ja akurat palenie mam z głowy i to jak najdosłowniej. Dla takich jak ja istniały jednak knajpki i sale dla niepalących., jakoś sobie radziłem. Dotychczas patrzyłem jednak na palaczy raczej niechętnie. Od kilku tygodni uważam ich za prześladowaną mniejszość.
Lubię zapraszać przyjaciół i gotować dla nich. Zajmuje mi to zwykle cały dzień. Ten proces musi potrwać. Najpierw wymyślam kilka wariantów głównej potrawy. Potem na bazarze [jeszcze kilka zostało] starannie wybieram składniki. Mam swoich zaufanych dostawców. Właśnie tam, na bazarze, zapadnie ostateczna decyzja, co dziś będę gotować. Rano jeszcze tego nie wiem, tak jak nie wiem co akurat tego dnia jest najlepszej jakości i jakie produkty mi się spodobają. Proces gotowania też przebiega powoli. Z reguły wolę stosować niższe temperatury, trzeba więc trochę dłużej potrzymać potrawę w garnku. Staram się o pieczołowitość. Nie powinno się tego zmarnować, trzeba wydobyć jak najwięcej cudownych smaków. Niech to będzie pożywne i pyszne. Będziemy dzielić się czyimś życiem. Rośliny i zwierzęta straciły je na naszą korzyść. Życie jest jednością. Dla mnie każde jedzenie jest jak Eucharystia, jest działaniem mistycznym, zwłaszcza wspólne jedzenie.
Ludzie, którzy, w przeciwieństwie do mnie, mogą palić twierdzą, że jest to idealne dopełnienie jedzenia. Nie chcę im tego ograniczać. Na szczęście mam lodżę i ławkę na niej. Teraz, zimą zgadzam się nawet na palenie w mieszkaniu. Trudno; wywietrzę, upiorę, proszę o wstrzemięźliwość, ale bez unieszczęśliwiania się. Coraz więcej też moich przyjaciół przechodzi na cygara lub fajkę, te zapachy jest przyjemniejsze od papierosowych a dla mnie są łatwiejsze do zniesienia.
A teraz posłuchajcie proszę:
„Spożywanie pokarmów, to zaspakajanie potrzeb ciała, picie jest aktem duchowym, a palenie – intelektualnym. Zaczynać należy od jedzenia, a kończyć – jeżeli już się pali – dymkiem z papierosa. Pozwolę sobie zaznaczyć, że przeciwników palenia zaliczam do swoistej sekty ateistów. Mottem dla tego rozdziału niech będzie jedna z nieśmiertelnych zasad Upaniszad […], że najwyższym wcieleniem Brahmy (w filozofii indyjskiej moc przenikająca wszystko uznana za jedyną niezmienną rzeczywistość, źródło oraz istotę wszechrzeczy, Absolut –przyp. tłum. Tadeusza Olszańskiego) jest pożywienie.”
[…]
„Przekonałem się niejednokrotnie, że nawet ci, którzy przykładają wielką wagę do kolejności potraw i win, którzy starannie komponują całość, nie przywiązują już znaczenia do harmonii palenia tytoniu. A rzecz jest ważna i należałoby ja uregulować odpowiednimi zarządzeniami; darmo ich jednak oczekiwać od współczesnych ateistycznych rządów”
Béla Hamvas, Filozofia wina, Warszawa 2001, Studio Emka, s 67 i 74.
Zanim współczesne, ateistyczne rządy odbiorą nam resztki wolności, cieszmy się więc dobrym jedzeniem, winem i tytoniem. A może w końcu zadbamy także o wolność?
* Węgierski pisarz, poeta, eseista i tłumacz (1897-1968) podczas wojny stracił cały księgozbiór, w tym rękopisy swoich niepublikowanych prac. Po wojnie zakazano publikacji jego utworów, pracował wówczas jako robotnik oraz magazynier na budowach socjalizmu. Mieszkając w robotniczych barakach, odcięty od bibliotek, nie przerwał pracy; pisał, tłumaczył z łaciny, greki, herbajskiego sanskrytu i chińskiego. Główne jego dzieła; Scientia Sacra (1944, i 1964 cz.2), Antologia Humana (1946) i Patmos (1966) są swoistym przeglądem krytycznym intelektualnego dorobku ludzkości w całym jego, dostępnym piśmienniczo, jego zasięgu geograficznym i chronologicznym. Za najwybitniejszą powieść H. uważa się Karnawał (opublikowany we fragmentach w „Literaturze na świecie” w 1989 r.). Jeszcze kilkanaście lat po śmierci autora, jego twórczość była niemal zupełnie nieznana. Obecnie trwa festiwal tłumaczeń H. na główne języki świata, jednak najważniejsze jego dzieła wciąż jeszcze nie doczekały się przekładu na polski.
Więcej o Béli Hamvasie tu (po polsku), tu (wiki) oraz tu. A tu: jego Wstęp do alchemii ( po angielsku)
Ps. A tu: dziesiąty odc. komiksu papuziego, niedawno dostarczony pt. Publiczności




Komentarze
Pokaż komentarze (14)