Naprawdę zwariować można z naszymi mediami. Jak się uchwycą jakiegoś tematu, to potrafią rozpętać istny multimedialny festiwal. Zachowują się jak cykady, które zaczynają i kończą swój interwałowy śpiew w tej samej mikrosekundzie. W trakcie monotematycznego festiwalu nic innego się nie liczy, nie zauważą choćby ataku Marsjan. Potem nagle odkrywają inny temat, który na ogół bezpowrotnie kończy tamten poprzedni. Nie będzie wyników, konsekwencji ani wniosków. Gdyby zasadna była metafora o osobowości mediów, można by ją uznać za zaburzoną w typie maniakalnym (gonitwa myśli).
Grypa
W ubiegłym roku żyliśmy tematem świńskiej grypy i miliardów wpakowanych przez rozmaite rządy w szczepionki i przygotowania do katastrofy. Miało nas zginąć 20 milionów albo i więcej. WHO ogłosiło początek pandemii. Amerykanie zamówili setki tysięcy trumien, Szwedzi kupili 18 milionów szczepionek (na wszelki wypadek po dwie na obywatela). My nic nie kupiliśmy i udało się wygrać zakład z losem. Szczęśliwie, jak wiemy, do pandemii nie doszło. Rzecz dziwna, niemal cudowna w dobie precyzyjnych, statystycznych metod badawczych. Od tego czasu, głucha cisza w eterze i woda w ustach. Jakby nic się nie stało. Media postanowiły nie oceniać zachowania poszczególnych administracji w obliczu potencjalnej tragedii. Nie wiemy, kto był dobrze, a kto źle przygotowany.
Teoriospiskowcy, publikowali wówczas informacje, że budowa wirusa AH1N1, wskazuje cechy sztucznej mutacji genetycznej. Nawet niektórzy uczeni podpisywali się pod tą szokującą opinią. Dziś, nikt już tego nie śledzi. Sprawa nieaktualna.
Przy okazji, w Polsce wyszła na jaw afera nielegalnych szczepień próbnych, wykonywanych na nieświadomych „ochotnikach” (bezdomnych). Sprawa trafiła do sądu i… umarła medialnie. Widać to nieciekawe.
Grypa, żyjąc własnym życiem, nie da o sobie zapomnieć, ale medialnie będzie to już zupełnie inna bajka.
Postlizbońska Unia
Pamiętacie jeszcze Państwo zabawę w „kto nie podpisze ten drań”? Klaus i Kaczyński, ociągając się ze złożeniem podpisu pod Traktatem Lizbońskim, spowodować mieli koniec świata jeszcze przed 2012 rokiem. Eurosceptycy z kolei ten koniec odtrąbili, gdy tylko Traktat przyjęto. Przyznaję, że też dałem się zwieść i uwierzyłem, że to jakaś ważna sprawa. A teraz, w rok później, zapomniano o niej i tyle. Warto było przyjmować ten Traktat, czy nie? Nikt jakoś nie zadaje takich pytań, analiz brak. Zdaje się nb., że obecnie jesteśmy nawet dalej od wspólnego europejskiego superpaństwa niż np. pięć lat temu. Dlaczego? Detalicznie nie wiadomo. Ktoś coś tam mamrocze o kryzysie, jakby go w ubiegłym roku nie było. Znudziła się komuś ta Unia, czy co? Ale komu, kiedy i z jakiego powodu, tego media nie podadzą, bo właśnie pan Prezydent coś palnął a pan Brudziński obraził jednocześnie Premiera i redaktor Olejnik. To są ważniejsze sprawy.
Nie dowiadujemy się niczego do końca. Sprawy nie ma finału ani kontynuacji i nie łączą się ze sobą.
Chciałem zakończyć brawurową sugestią wysłania mediów na konsultację psychiatryczną (skoro wysyłano tam już parlamentarzystów, to można i dziennikarzy). Jednak ugryzłem się w… klawiaturę, bo może to już się stało? Może media już od dawna siedzą w psychuszce i mają założony kaftan bezpieczeństwa?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)