Alosza Awdiejew opowiadał kiedyś taki żart, z sowieckich jeszcze czasów. Dwóch gości spieszy się na sylwestra. Maszerują raźno główną ulicą, a tu na chodniku leżą dwaj inni, pijani do nieprzytomności. Patrz Wania– mówi jeden z piechurów – ludzie już się dobrze bawią, a my dopiero idziemy.
Doceniając traumę tych bezwstydnie trzeźwych dżentelmenów, musimy stwierdzić, że bywa jeszcze gorzej… Był piękny, letni dzień na Suwalszczyźnie. My ze szwagrem w kajaku, ogólna błogość i sielanka, gdy ten nagle krzyknął – patrz szwagier, fourfeeter, ale piękny, it’s beautiful – i zabrał się za dokarmianie moimi kanapkami z kurczakiem jakiegoś wodnego stwora. Nie wiedziałem bóbr to czy monstrualna wydra..., pewnie po prostu fourfeeter.
– Szwagier, k…, ratuj, on mi chce wskoczyć do tego… – ryknął do mnie mój towarzysz, próbując odegnać bestię wiosłem. Ta zaś, nie przejmując się wcale naszą nieporadną obroną, wypłynęła tuż przy burcie i ukazawszy swe pełne, wąsate oblicze rzekła:
„Naprawdę wiele już osiągnęliśmy w mijającym roku. Polska wróciła na pozycję liczącą się w świecie. Moje rozmowy z przywódcami państw europejskich, z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, z prezydentem Barackiem Obamą potwierdziły to w pełni.”
– Szwagier, nie śpij, cały wieczór przed nami – usłyszałem, czując, że ktoś mnie szarpie za ramię. Cóż, jak widać, nawet krótka drzemka na własnej kanapie, gdy z jednej strony telewizor ryczy prezydenckim orędziem, a z drugiej ktoś ogląda filmy na youtubie, może być niebezpieczna dla zdrowia. Zwłaszcza psychicznego.
Ps. Mój nowy rysunek razem z nietoperzem ukrywają się tu


Komentarze
Pokaż komentarze (8)