Krzysztof Kłopotowski proponuje Polakom odrobinę się zjudeizować. Jego zdaniem, cechami kultury żydowskiej są: niedogmatyczność, ruchliwość umysłowa i życiowa, docenianie roli wykształcenia, kreatywność, wysoka samoocena, umiejętność bogacenia się, solidarność grupowa, oszczędność połączona z hojnością, samodzielność i ambicja. To dobre cechy i warto byśmy także i my je posiedli. Jeśli program judaizacji społeczeństwa miałby polegać na ich zdobyciu i kultywowaniu tego typu wartości, to ja jestem za. Chętnie nawet wziąłbym udział we ten sposób zdefiniowanym programie „dożydzania” mentalności polskiej. Tylko, czy samojudeizacja jest możliwa, czy to wymaga pomocy z zewnątrz? I czy rozpoznane przez Kłopotowskiego, pożyteczne cechy, same w sobie, wystarczą, jako wzorzec do naśladowania, czy istnieje także potrzeba wprowadzenia rygorów halachicznych?
A tak poważniej; w moim nieskomplikowanym umyśle postulat Kłopotowskiego zabrzmiałby jaśniej, choć może nie tak spektakularnie, gdyby zalecał polskim chłopom – także tym zasiedlającym wielkie miasta – zmetropolizować się, ździebko zmieszczanieć. Wymienione przez autora cechy są bowiem charakterystyczne także dla mieszczańskich kultur Europy północnej. Znajdziemy je u Holendrów, Duńczyków, Szwedów a nawet katolickich, po części, Szkotów. Może import kulturowy z tej strony byłby łatwiejszy? Chociaż kto wie – Żydzi przyjeżdżający do nas z Izraela, którym chce się trochę poznać Polskę i Polaków twierdzą, że nigdzie na Świecie nie znajdują w tubylcach tyle cech cudownie żydowskich; swarliwość, anarchiczność, ksenofobię, skłonność do matactwa i umiejętność wykręcania kota ogonem, gdy się nie załatwiło najprostszej sprawy... itp. Przykładowo tylko żydowska matka i polska kobieta potrafią, ich zdaniem, tak subtelnie a głęboko wbić mężczyznę w poczucie winy. Ciekawe czy efekt to judeizacji Polaków czy polonizacji Żydów?




Komentarze
Pokaż komentarze (6)