...fałszywych celach
Zdołaliśmy już przeżyć coroczny, poświąteczny festiwal Jurka Owsiaka i drugi festiwal – komentarzy jego zwolenników i przeciwników. Wielu z tych pierwszych podkreśla, prospołeczny, aktywizujący charakter działań Wielkiej Orkiestry. Młodzi ludzie muszą mieć szlachetne wzorce i pole do działań altruistycznych, inaczej mogą wyrosnąć z nich egoiści zamknięci na cele wspólnotowe. Przyznaję, że taka argumentacja ma dla mnie większą siłę przekonywania, niż np. podkreślanie skuteczności WOŚP. Zorganizowana dobroczynność pełni bowiem istotne funkcje wychowawcze.
Wczoraj pół świata gasiło żarówki, co na bieżąco transmitowała telewizja. Mój pomruk o jawnym absurdzie tej akcji – o czym dalej – moja przyjaciółka skomentowała używając także argumentu społecznego. To daje ludziom poczucie, że wspólnie robią coś szlachetnego – zauważyła – i że dla realizacji tego szlachetnego celu narody mogą łączyć się ponad bieżącymi konfliktami i interesami.
Mówimy tu o dwóch rodzajach działania, które, poprzez ustalenie atrakcyjnego medialnie celu, zarządzają energią społeczną, wynikającą z potrzeby bycia dobrym. Stawiam tezę, że wiele tego typu akcji, zwłaszcza tych mocno reklamowanych i transmitowanych przez TV, realizuje pozornie szlachetne, lecz w gruncie rzeczy, fałszywe cele, pozwalające państwu (systemowi) na skanalizowanie tych naturalnych ludzkich potrzeb. (Jeśli państwo nie miałoby takich ambicji, to nie wprowadzało by nakazu uzyskiwania zgody na organizację zbiórek publicznych).
W sprawie Owsiaka napisano już setki stron, wiele z nich niepotrzebnie. Wyniknął z tego konflikt i zacietrzewienie. Tymczasem z dobroczynnością sprawa jest prosta. Musi być ona przeznaczona dla konkretnego człowieka, lub niewielkiej grupy ludzi. Chodzi o podmiotowość odbiorcy. Inaczej to nie jest dobroczynność tylko operacja budżetowa. Gdyby Owsiak ogłosił, że w Warszawie zbiera pieniądze dla Janka Kowalskiego, a w Katowicach Małgosi Malinowskiej, bo poprawa stanu ich zdrowia, z dowolnych przyczyn, nie jest zapewniona przez NFZ, to wszystko byłoby w najlepszym porządku. Nawet więcej niż w porządku. Tak postępuje np. Fundacja Polsatu albo Janiny Ochojskiej, która kopie studnie dla konkretnych społeczności afrykańskich. Fundacje Owsiaka, a także, w dużej mierze, Jolanty Kwaśniewskiej, tak jednak nie czynią. Kupują one sprzęt medyczny, zwalniając z tego obowiązku budżet państwa. Jest to cel, na realizację którego płacimy wszak daniny obowiązkowe. Premier, ustalając budżet na kolejny rok, może brać pod uwagę, że, jak zwykle, niedobory Ministerstwa Zdrowia uzupełni Owsiak, i przesunąć część środków na inne cele, niekoniecznie związane z ochroną zdrowia, ot, choćby na sławną, rekordową w skali kontynentalnej inwigilację swych obywateli. Owsiak i Kwaśniewska pomagają zatem bezpośrednio administracji państwa, a dopiero pośrednio, i kto wie czy nie iluzorycznie, anonimowym pacjentom. Tymczasem jest wiele projektów, w tym także proekologicznych i ratujących życie, które nie są rozwijane, bo wchodzą w kolizję z interesami wpływowych środowisk. Państwo ich nie wesprze, banki także nie. Do społeczeństwa trudno się odwoływać; nawet jeśli głos na ich temat jakimś cudem się przebije, to ludzie czują się już wystarczająco dobrze po wrzuceniu złotówki Owsiakowi i zgaszeniu żarówki. Jeśli nie znajdzie się jakiś zwariowany milioner, a ci nie chodzą po ulicach stadami, projekty te nie będą miały szansy realizacji.
Pytanie, czy aktywizacja młodzieży, dla realizacji pozornie szczytnego, a de facto fałszywego celu jest społecznie pożyteczna? Czy uwrażliwia ona nowe pokolenie i wychowuje do działań altruistycznych, czy do jedynie do reakcji na apele wygłaszane z ekranu telewizora przez władców telewizyjnych treści? Nie umiem odpowiedzieć na te pytania jednoznacznie; być może z tego poruszenia, które wywołuje Owsiak wyrośnie jakieś dobro, a może pozostanie ono jedynie usprawiedliwieniem dla pożeraczy telewizyjnej papki.
W kwestii wygaszania żarówek wyprzedził mnie Wojciech Cejrowski. Napisał on na swoim blogu tak:
„Każdy z nas doświadczył już tego eksperymentalnie w swoim życiu - kiedy przepala się żarówka dużej mocy, bardzo często wyskakują w domu korki. Dlaczego? Bo w chwili gdy gwałtownie przerywa się pobór mocy, następuje jednocześnie skok napięcia - uczyli tego na lekcjach fizyki w podstawówce! To nawet ma swoją nazwę: efekt wyłączeniowy. Czy tam wśród nich nie ma nikogo, kto brał lekcje fizyki? Czy nie ma wśród nich żadnego inżyniera? Jedna żarówka zgaszona u kogoś w domu to mały skok napięcia w jakimś jednym miejscu krajowej sieci energetycznej. Na coś takiego sieć jest odporna, tym bardziej że w jakimś innym domu ktoś jednocześnie włącza inną żarówkę. Natomiast wspólne, masowe, ogólnopolskie gaszenie miliona żarówek jednocześnie - zaplanowane na dzisiaj[ 1 kwietnia] na 20.30 - jest niebezpieczne”.
Szczególnie bezsensowne jest – uzupełnijmy opinię publicysty – wygaszanie, zalecanych przez Unię Europejską, żarówek energooszczędnych, gdyż generują one oszczędność jedynie w trakcie długiej, nieprzerwanej pracy.
Akcja gaszenia żarówek prócz tego, że niemądra, a nawet –być może – potencjalnie niebezpieczna, zwalnia od bardziej racjonalnego działania. Jesteśmy fajni, zrobiliśmy coś dla Ziemi – myślimy sobie, gdy po dwóch godzinach wyrzeczeń, włączamy z powrotem żarówkę w salonie. Tymczasem telewizje, tyle czasu (i, nomen-omen, energii) poświęcające gaszeniu żarówek, nie wzbudzają w swych widzach przebłysku myśli, że wymyślono już technologie, pozwalające uzyskać znacznie „czystszą” z ekologicznego punktu widzenia energię elektryczną, niż ta, która „niszczy Ziemię” i że, z jakiegoś powodu, rozwijanie tych technologii i wprowadzanie ich w szerszej skali napotyka bariery niemożliwe do pokonania. Nie informują, jakie mechanizmy pozwalają na wprowadzanie tych barier i kto, także w Polsce, za nie odpowiada.
Oba opisane typy akcji społecznych nie aktywizują zatem do zaangażowania w zmiany systemowe tam, gdzie występuje realne zło, tylko do karnego składania danin i wykonywania rytualnych gestów na życzenie Wielkiego Brata.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)