Jacek Korabita Kowalski porównuje wstrząsający gest Dominique Vennera, który zastrzelił się z katedrze Notre Dame, do samospalenia się Jana Palacha. Ojczyznę Palacha zajęli barbarzyńcy ze wschodu, kraj Vennera opanowuje barbarzyństwo rodzime, wyhodowane przez pokolenia jakobinów oraz tajnych i jawnych międzynarodówek. „Nowoczesność” z jej powszechnością brzydoty i fałszu stała się dla Vennera obrzydliwa. Upatrywał bym zatem także podobieństwo motywu tej śmierci do do aktu Yukio Mishimy, który rozpłatał sobie wnętrzności w radykalnej niezgodzie na zmianę japońskiego etosu, na bylejakość, zanik honoru i rycerskości. Pokazał go nie w świątyni lecz na ekranie, w filmie Rytuały miłości i śmierci. Wówczas to była zaledwie reżyserowana przez Mishimę inscenizacja, po latach wykonał ten sam gest, jako świadectwo, w pełnej już zgodności z zapisami kodeksu bushido.
W jednym ze swych szkiców – Salut à toi, rebelle Chevalier ! – Dominique Venner przyrównywał się do Rycerza ze sztychu Dürrera, zachowującego stoicki spokój w obliczu Śmierci, która już zna wynik przyszłej batalii, i Diabła, który mógłby, za straszną cenę, pozornie go zmienić. Widział się w zbroi Rycerza w zmaganiach ze sprostytuowanym i pokrytym trądem „nowym, wspaniałym Światem”. Powzięty przez niego zamiar rebelii, musiał się wypełnić. Jednak strzał w usta przed najważniejszym ołtarzem ojczyzny nie mieści się przecież w kodzie kulturowym, tego Świata, który był mu bliski, nie mieści się też w kodeksie chrześcijańskiego rycerza. Rycerz w trakcie długiego życia widział, czyny i zjawiska bardziej potworne nawet od małżeństw homoseksualnych, które ostatecznie skruszyły jego stoicyzm. Śmierć miała rację. Ona zawsze wie, i zawsze zwycięży, w sojuszu z diabłem lub przeciw niemu. Na końcu zostają tylko Ona i tajemnica.
Z mieszanymi uczuciami oddaję cześć twemu buntowi Rycerzu.




Komentarze
Pokaż komentarze