Wrocławski wykład profesora Zygmunta Baumana został zakłócony – jak się wyraził red. Jarosław Mikołajewski z „Gazety Wyborczej” – przez setkę osiłków. Nie lubię gdy osiłki przerywają wykłady. Pamiętam takie sytuacje jeszcze z lat 80., przy czym wówczas nie kończyło się na atakach werbalnych.
Tymczasem jednak profesor, któremu przeszkodzono we Wrocławiu, oskarżany jest o udział w zbrodni komunistycznej. Zarzuty wydają się mocne [więcej na ten temat czytaj tu.]. Nie nam wydawać wyroki, to rola sądów niepodległego państwa. Niestety te, widać do niepodległości nieprzyzwyczajone, unikają takich spraw, jak zarazy. Można to nazwać obstrukcją uporczywą. Gdyby spełniały swoje role właściwie, tego typu agresja, jaką obserwowaliśmy we Wrocławiu, byłaby kompletnie niezrozumiała. Jednak, to nie kto inny jak Szymon Wiesenthal na narzekania, że w Polsce nie można rozliczyć komunistycznych zbrodniarzy, miał odpowiedzieć: „Czy wy nie macie jaj?”. Powyższe cytuję za Andrzejem Gelbergiem.
Jarosław Mikołajewski włącza wrocławski incydent do kategorii „Bezmyślnych i chamskich ataków […] Sygnałów, że nienawiść z głupoty, arogancji i ksenofobii stwarza zagrożenie dla godności, poczucia bezpieczeństwa i życia, jest już naprawdę dość dużo– pisze on dale j– by stwierdzić, że Polska staje się krajem jeśli nie zatrutym, to dramatycznie zatruwanym nienawiścią…”. Mikołajewski miesza tu porządki, ale filmik z „Onetu” nie pozostawia złudzeń, to nie subtelni intelektualiści wyjaśniali profesorowi, z jakich powodów nie jest mile widziany. Jasne, że byłoby lepiej gdyby koledzy-profesorowie dali mu to do zrozumienia, np. poprzez zwrot wiecznego pióra. Jakoś nie można się tego doczekać. To, co widzimy to jakaś farsa. Bojownicy, szczęśliwie dają się wyprowadzić, powściągliwy uczony o uduchowionym obliczu przeprasza za zamieszanie. Można z tego wyciągnąć poglądową lekcję historii – zauważa. Wie, że w komunikacji społecznej forma jest nośnikiem racji. Zapewne ranomedia rozpłyną się w świętym oburzeniu nad hańbą jakiej doznała Polska z powodu wstrętnych narodowców, usiłujących wygnać z sali wykładowej światowej sławy intelektualistę.
Zapytam tylko; czy wyobrażacie sobie wykład Martina Heideggera w Jerozolimie np. w roku 1955? Prof. Heidegger byłby wówczas w szytowej formie. Już przetrwał powojenne załamania nerwowe, odzyskał siły. Przygotowałby świetny wykład – poszerzający świadomość słuchaczy np. na temat ontologii bytu realnego. Czy taki wykład był możliwy? Oczywiście nie. Heidegger, który nawet nie był bezpośrednim nauczycielem zbrodni – o co oskarżany jest Bauman, nie mógłby dać takiego wykładu ani w Izraelu ani w Niemczech ani niemal nigdzie indziej na świecie, gdyż jako były członek NSDAP, miał zakaz nauczania. Izraelscy „narodowcy” nie musieliby go więc usuwać z sali wykładowej. Ale, gdyby jakimś cudem przyjechał , z pewnością kazaliby mu się wynosić, lub raczej sami by go usunęli dokładnie tu: לגיהינום , i nie przypuszczam, aby coś mogło ich powstrzymać.




Komentarze
Pokaż komentarze (20)