Ponieważ większość z nas nie posiada wykształcenia klasycznego, wypada wyjaśnić znaczenie greckiego terminu użytego w tytule. Pozwolę sobie ominąć jego znaczenia teologiczne i zawiłości ontologiczne. W najprostszym, lecz użytecznym dla nas sensie, hipostazami są pojęcia powszechnie zrozumiałe, których odpowiedniki realne nie istnieją, przykładem „siedmiomilowe buty” czy „kamień filozoficzny”. Ich istnienie jest niemożliwe logicznie, fizycznie, bądź technologicznie a pochodzą z rzeczywistości bajecznej lub z urojeń. Janusz Szpotański wprowadzającdo swego poematu Towarzysz Szmaciak - skąd ją zapożyczyłam -frazę;„Kto w szpony dostał się hipostaz...” myślał zapewne o ideach politycznych, takich jak „centralizm demokratyczny” czy „materializm dialektyczny”, którymi mącono w głowach obywatelom krajów „demokracji ludowej” (które to pojęcie z kolei, jeśli nie jest hipostazą, to z pewnością pleonazmem). W owym czasie istotnym zagadnieniem były bowiem nie atrybuty wróżek i alchemików lecz pseudofilozoficzne bełkoty uczonych mężów, tych samych, którzy także i dziś stanowią niedosiężne wzorce autorytetu mądrości.
Skoro szczęśliwie nie musimy już dziś rozważać niuansów „prawa ścierania się przeciwieństw” i „generowania wyższych form materii” a otchłanne różnice pomiędzy „bazą” a „nadbudową” obchodzą nas zdumiewająco słabo, zastanówmy się, co też w naszych czasach jest ową baśnią, którą śnimy zaczadzeni słodyczą słów. Jaki obszar współczesnego życia jest najbardziej zanurzony w baśniowości i utytłany w fantazmatach? Odpowiedź nie jest oczywista, skoro, wciąż nie nastąpił wyczekiwany koniec historii i ideologii. Jesteśmy wciąż atakowani rozmaitymi intelektualnymi fałszerstwami, jak choćby, zakwestionowanie istnienia płci w dotychczasowym, potocznym i„naocznym” rozumieniu, wynikające z pomieszania pojęć nauk społecznych i biologicznych. Genderyzm, poprawność polityczna czy przyzwolenie na promiskuityzm, to techniki zdobywania władzy, zjawiska groźne, ale nie najistotniejsze. W mojej opinii odpowiedź na postawione pytanie brzmi; EKONOMIA.
Nauki ekonomiczne zostały już takim stopniu zhermetyzowane, a jako praktyka tak wyposażone w skomplikowane narzędzia i mierniki, że mało kto już w ogóle pojmuje ich podstawy. Ich język został doprowadzony do niezrozumiałości, ludzie sądzą więc, że zasady ekonomii są tak samo niemożliwe do powszechnego pojęcia, jak inżynieria kosmiczna lub fizyka kwantowa. Mamy zaufanie do inżynierów, skoro skutecznie budują nadzwyczajne budynki i pojazdy, do matematyków, skoro potrafią policzyć trajektorie lotu komety lub cząstki elementarnej. Dlaczego zatem nie ufać ekonomistom? A jednak, kolejni guru od finansów po latach okazują się mniej warci od przeciętnej gospodyni domowej, która dobrze wie, jaki jest jej budżet, ile musi wydać, i na co może sobie pozwolić dodatkowo.
Jak bardzo ekonomia stała się światem niepojętym, niech świadczy wypowiedź mego znajomego, pana z wyższym wykształceniem technicznym i pewną znajomością świata wokół Polski. Otóż, zdaje się on nie wierzyć, że polskie zadłużenie, w ogóle trzeba będzie kiedykolwiek spłacać. (niestety moją prośbę o pożyczkę, którą zgłosiłem natychmiast po usłyszeniu tej opinii, odrzucił z rozumnym - dla odmiany - wstrętem). Ludzie nie rozumieją, nie tylko że będziemy musieli spłacić zadłużenie, ale że robimy to wciąż od wielu lat. Nie rozumieją, że nasze dzieci będą zarabiać grosze z tej przyczyny, że obecni politycy chcąc być wybierani, fundują nam życie na kredyt. Gorzej, wzmacniają biurokrację uważając ją za swój elektorat, i nie zwalczają korupcji, postrzegając zepsucie jako źródło finansowania własnego sukcesu. Ludzie nie pojmują, że głosując na rozrzutników, kradną własnym dzieciom marzenia i perspektywy życiowe. Nie wierzą, że międzynarodowe instytucje finansowe, gotowe są dochodzić swych roszczeń kosztem wolności, zdrowia i sił twórczych przyszłych pokoleń.
„Przecież nie żyjemy w czasach niewolniczych” – brzmi kolejna bajeczna fraza. Niestety, żyjemy… Tu mała dygresja. Struktury umysłu zmieniają się powoli. W Turcji, od lat badane jest stanowisko archeologiczne Göbekli Tepe. Jest to świątynia, która służyła przez kilkadziesiąt wieków. Warstwa, która eksplorowana jest obecnie pochodzi sprzed 12 tysięcy lat. Wizualizacje sanktuarium są jednak dziwnie nam znajome, intuicyjnie rozumiemy przeznaczenie poszczególnych części obiektu. Z bizantyjskich nut pochodzących z 4 wieku n.e. odczytano melodię, którą po dodaniu rytmu znamy jako – Hajde Jano, a która grana jest na Bałkanach do dziś, i uważana za bośniacką melodię ludową. Podobnie jest ze strukturami społecznymi, są nadzwyczaj trwałe. Niewolnictwo jest dziś, z przyczyn technologicznych, bardziej nawet rozpowszechnione niż w „czasach niewolniczych”. Mogą to zaświadczyć miliony porwanych lub sprzedanych kobiet i dzieci, oraz osób, którym udało się przeżyć, choć ich narządy pobrano do transplantacji.
Nie żyjmy mrzonkami, życie nie zawsze jest łaskawe, a globalne instytucje nie koniecznie mają charakter dobroczynny. Biorąc powyższe pod uwagę zgłaszam jako współczesne hipostazy następujące pojęcia: „przyszły dobrobyt”, „bezpieczeństwo socjalne”, „suwerenność ekonomiczna”, „godna emerytura” itp., itd. Wszystko to są elementy rzeczywistości urojonej… Chyba, że… na miejsce baśniopisarzy i specjalistów od cudów, wybierzemy wreszcie gospodarza. ...Tylko gdzie go szukać?


Komentarze
Pokaż komentarze