Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
2153
BLOG

Zwrot „Berlinki”? Pod żadnym pozorem!

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Kultura Obserwuj notkę 9

 

Portal „Polityce.pl”, przy okazji rozważań o uporczywym uchylaniu się przez Niemców przed zwrotem zagrabionego z warszawskiego Muzeum Narodowego obrazu Francesca Guardiego, przypomina sprawę „Berlinki” czyli Pruskiej Biblioteki Państwowej, sugerując, że obraz ten stał się „zakładnikiem” w sprawie toczącego się sporu o zwrot jej zbiorów. Dodajmy – nie jedynym jedynym „zakładnikiem.

Zbiory: Berlinki”, faktycznie są bardzo cenne i pełne podstawowych dla kultury niemieckiej dokumentów, jak oryginał hymnu, rękopisy Goethego, Bacha, Mozarta i Beethovena. Zostały one w Polsce przez przypadek, po przewiezieniu ich przez władze hitlerowskie do Wrocławia, gdzie pod koniec wojny ich zdaniem  miało być bezpieczniej, niż w stolicy III Rzeszy. Różnica w statusie własnościowym obiektów objętych wzajemnymi roszczeniami jest więc taka, że dzieła sztuki z polskich kolekcji zostały najzwyczajniej skradzione a „Berlinka”, pozostała na swym ostatnim miejscu. Ten aspekt przynależności terytorialnej podnoszony jest w negocjacjach przez polskie MSZ.

Przedstawiciele naszych władz mają, zdaje się, poczucie, że biblioteka nie jest na swoim miejscu, skoro rozmaite skarby z niej pochodzące służą co jakiś czas, jako „prezenty dla narodu niemieckiego” w czasie kanclerskich wizyt w Polsce. Ostatnio premier Buzek zechciał ofiarować G. Schroederowi pierwodruk Biblii Lutra. Moim zdaniem takie prezenty są niestosowne i niezgodne z prawem. Niestosowne, bo to stawianie się w pozycji chłopa, który spadkobiercom swego pana daje „w prezencie” jedną srebrną łyżeczkę z serwisu. Niezgodne z prawem, bo Ustawa o bibliotekach nie przewiduje możliwości rozpraszania kolekcji historycznych. Biblioteki i muzea nie są, mówiąc skrótowo, miejscem legalnego pozyskiwania dóbr przez władców, niezależnie czy na swój użytek, czy na „prezenty”. Buzek radośnie stanął ponad prawem wykazując niezręczność i, łagodnie to ujmując, ignorancję.

Wydaje się, że stanowisko polskie w sprawie zwrotu zaczyna mięknąć. Co zatem robić z tą „Berlinką”? Oddać kolekcję, skoro dla Niemców ma zdecydowanie większą niż dla nas wartość symboliczną, naukową i materialną? A może oddać, dla chwilowej poprawy relacji między dwoma krajami? W tym duchu wypowiada się coraz więcej komentatorów, niestety także z tytułami naukowymi. Często uzależniają oni jeszcze, tę decyzję od zwrotu wspomnianych „polskich zakładników kultury”. Moim zdaniem, byłaby to decyzja niefortunna. „Berlinka” powinna zostać w Polsce nie dlatego, że przypadkowo znalazła się na naszym obecnym terytorium, ale dlatego, że Niemcy spalili Bibliotekę Ordynacji Krasińskich na ul. Okólnik w Warszawie. Spalili celowo, nie w wyniku przypadkowego bombardowania, lecz miotaczami ognia. Najcenniejsze polskie druki i rękopisy, prócz tej odrobiny, którą udało się wcześniej wywieźć, strawił ogień. 

Pamiętam opowieść profesor Barbary Bieńkowskiej[1], wybitnej znawczyni książek i ich dziejów, o tym jak w 1945 roku w spalonym budynku na Okólniku otwarto salę ze zbiorami raperswilskimi i batigniolskimi, niefortunnie sprowadzonymi ze Szwajcarii i Francji do Polski odpowiednio w latach 1927 i 1929; Dyrektor biblioteki   musiał to być zapewne Stefan Vrtel-Wierczyński[2] – przez ułamek sekundy zobaczył stojące równo na półkach tomy, wyglądały tak, tak jakby nikt ich nie tknął przez te minione lata, tylko ich kolor się zmienił, były niemal białe. Gdy do sali wpłynęło odrobinę powietrza wszystkie one, w mgnieniu oka, runęły na ziemię stając się kupkami jasnoszarego popiołu.

Spalenie Biblioteki na Okólniku to tylko fragment świadomej prowadzonej przez okupanta akcji służącej wyzuciu nas z kultury[3]. Oto fragment opracowania Ministerstwa Kultury, które podsumowuje obecny stan wiedzy na temat strat polskich księgozbiorów w okresie II wojny światowej:

„[…] straty wojenne szacuje się na około 70-75 %, czyli ponad 50 000 000 tomów. Z tej liczby ponad 1 200 000 (udokumentowanych jednostkowo; szacunkowo zaś o wiele więcej) przypada na zbiory specjalne zabytki piśmiennicze o szczególnej wartości, których nie można ani odtworzyć, ani odkupić. Biblioteki szkolne i oświatowe straciły ponad 90% książek, fachowe i prywatne około 70 %, naukowe - 50-55%. Należy zaznaczyć, że w tych okolicznościach ubytki miały charakter selektywny: ginęły dzieła najbardziej wartościowe. Dokumentacja, celowo zniszczona przez okupanta, ucierpiała jeszcze bardziej niż książki.”[4]

Zacytuję w tym kontekście jeszcze opinię wspomnianej prof. Barbary Bieńkowskiej:

Ruina całego systemu kultury książki w Polsce[w latach 1939-1945] była tak dogłębna, że stanowi cezurę jej dziejów i wyznacznik dalszych kierunków działań. Nie sposób było i nadal jest trudno prowadzić politykę biblioteczną bez uwzględniania tych zaszłości.[5]

 Większość z tych strat jest wynikiem premedytacji. Nie trzeba tej tezy uzasadniać, jeśli pamiętamy, że to profesorowie krakowscy, a nie miejscowi bednarze albo zduni (wymieniam te grupy zawodowe z pełnym respektem dla ich ról społecznych) zostali przedmiotem hitlerowskiej eksterminacji. Wystarczy też przypomnieć sobie setki kompletnie bezzasadnych z wojskowego punktu widzenia akcji wysadzania i palenia naszych zabytków architektury.

„Berlinka” powinna zostać w Polsce, nie z przyczyny naszej pazerności, ani z żądzy rewanżu, ale na wieczną pamiątkę tamtych zniszczeń. Niemcy powinni się cieszyć, że nie trafili na równych sobie barbarzyńców, dzięki czemu zbiory tej biblioteki istnieją i mają się dobrze. Do Krakowa, gdzie znajduje sie obecnie kolekcja, nie jest z Niemiec daleko, badacze i studenci mogą przyjeżdżać do Polski kiedy i na jak długo chcą. Trzeba im – moim zdaniem – materiały te udostępniać w pełnym zakresie, dobrze jednak przy tym patrząc na ręce. Jest bowiem pewna prawda w bon mocie: „jedź na urlop do Niemiec, twoje książki i obrazy już tam są”. A do Berlina, zamiast książek, wyślijmy film ukazujący spaloną Bibliotekę Krasińskich, niech go sobie puszczają zawsze, jak tylko znów im zacznie wybijać studzienka z roszczeniami.



[1] W zakresie interesującej nas problematyki opracowała ona m. in. Informator o stratach bibliotek i księgozbiorów domowych na terytoriach polskich okupowanych w latach 1939-1945 (bez ziem wschodnich).(B. Bieńkowska [red.]. Poznań 200). Zajmowała się także tematyką rewindykacji książek i zabytków piśmiennictwa polskiego.

[2] (1886 -1963),bibliograf i historyk literatury. W latach19371940 i 1945–1947dyrektor Biblioteki Narodowej, do której włączono nieliczne ocalałe resztki zbiorów Biblioteki Krasińskich.

[3] Zob.Straty bibliotek w czasie II wojny światowej w granicach Polski z 1945 roku. Wstępny raport o stanie wiedzy. Cz. 1–3. Red. A. Mężyński. Warszawa 1994; A. Mężyński. Biblioteki Warszawy w latach 1939-1945, Warszawa MKiDN 2010; P. Lechowski. Biblioteki Krakowa w okresie okupacji niemieckiej 1939–1945. Kraków 1999; M. Spandowski. Inkunabuły utracone : http://www.nimoz.pl/upload/wydawnictwa/cenne_bezcenne_utracone/2012_3/16-18_Spandowski.pdf

 
[5] B.Bieńkowska.II wojna światowa:wstępny bilans strat bibliotek polskich.: http://www.nimoz.pl/upload/wydawnictwa/cenne_bezcenne_utracone/2012_3/10-11_Bienkowska.pdf

 

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Kultura