Puls Biznesu informuje, iż Związek Przedsiębiorców i Pracodawców doniósł do prokuratury na ministra finansów Szczurka i wiceministra tego resortu gen. Kapicę. Przedsiębiorczy związkowcy podejrzewają, że urzędnicy ci mogli złamać prawo, nakłaniając swoich podwładnych do naginania wyników kontroli skarbowych w związku ze zwiększonymi potrzebami finansowymi zadłużonego po mankiety państwa. Dowodem w sprawie ma być szeroko cytowana w nieprawomyślnych mediach notatka z narady naczelników US w Opolu z 4 listopada 2014 r. Minister wyjaśnia w niej:
„Celem na 2015 r. jest wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących i wzrost kontroli pozytywnych[tj. zakończonych grzywną]. Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych – nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe”
ZPP zarzuca też ministerstwu narzucanie kontrolerom skarbowym norm wydajnościowych w zakresie wykrywalności i karania wykroczeń podatkowych (70% kontroli ma się zakończyć grzywną), a także grożenie zmianami strukturalnymi w urzędach, które tych norm nie wypracują. Inaczej mówiąc, część pracowników najsłabszych (czy też może najbardziej ludzkich) urzędów ma zwyczajnie zostać zwolniona z pracy.
Ciekawe, że sprawa ta stała się głośna dopiero teraz, choć kilku autorów, w tym niżej podpisany, informowało o identycznych wytycznych MF wobec urzędów skarbowych na rok ubiegły. Mój wpis sprzed półtora roku dokleję na końcu dzisiejszego, wtedy przemknął bowiem po bocznym pasku portalu spotykając się ze śladowym Państwa zainteresowaniem. Innym powodem wklejki jest fakt, że wówczas potrafiłem komentować te zagadnienia z iście savanarolicznym ogniem, na który dziś już mnie nie stać. Dziś czuję głównie zniechęcenie, nie potrafię już grzmieć i unosić się słusznym gniewem. Pragnę za to sine ira zastanowić się jakie przepisy mogli naruszyć ministrowie Szczurek i Kapica, oraz o co właściwie i przez kogo mogą zostać oskarżeni. Na stronie ZPP pisze się wyłącznie o podejrzeniu przekroczenia przez nich uprawnień. Dodajmy, że jest to przestępstwo z art. 231 § 1 Kodeksu Karnego. Czy jednak faktycznie mogli by oni ponieść odpowiedzialność z tego artykułu? Wydaje mi się że nie. Sąd Najwyższy sformułował bowiem obowiązek wskazania konkretnego interesu publicznego bądź prywatnego, który został narażony na szkody w związku w przekroczeniem uprawnień przez urzędnika. W tym przypadku trudno jednak będzie „ukonkretnić” szkodę, wskazać, że kontrola w firmie X zakończyła się karą finansową akurat z powodu ogólnych ministerialnych wskazówek. Kontroler dysponujący narzędziem w postaci miliona biurokratycznych przepisów z pewnością będzie umiał zadbać o zachowanie pozorów praworządności i wskaże konkretne uchybienia firny; nie dostarczenie piątej kopii jakiegoś papierka, przeoczenie nieco tylko utajnionego terminu albo oddanie makulatury do niewłaściwego punktu skupu. W kraju, w którym, jak ostatnio wykazano, produkuje się największą ilość przepisów i rozporządzeń na świecie, wiedza praktyczna kontrolera skarbowego jest niezgłębialna. Niemniej, w świetle orzeczenia SN, takie ogólne pisma jak „wytyczne” nie mogą być, moim zdaniem, penalizowane z wymienionego artykułu, a akcja ZPP nie odniesie skutku.
P. ministrowie, z pewnością dysponują kompetencjami do wydawania wytycznych i ukierunkowywania pracy urzędów skarbowych, także w kwestiach polityki kontrolnej, nie posiadają ich natomiast do antycypacji wyników pracy kontrolerów. Jeśli więc nie uda się raczej skonkretyzować szkody na jaką wytyczne MF narażają przedsiębiorcę, to z pewnością szkody takie możliwe są do wykazania po stronie urzędnika. Sfrustrowany pracownik bez trudu będzie w stanie oskarżyć przełożonych o łamanie sumienia pod groźbą utraty pracy, o wywieranie nań wpływu skutkującego obowiązkiem podejmowania decyzji nieetycznych, z którymi wewnętrznie zgodzić się nie mógł. Bezprzecznie bowiem, wśród kontrolowanych, osób które prowadzą swe interesy uczciwie i w dobrej wierze jest znacznie więcej niż przeznaczone przez ministerstwo do ewentualnego nieukarania 30%. Gdyby było inaczej w ogóle nie moglibyśmy funkcjonować jako społeczeństwo. Powodowanie u podwładnego konfliktu sumienia, jest równoznaczne z odbieraniem mu godności oraz poczucia moralnego prawa i sensu wykonywanych obowiązków. To także wprowadzanie do jego pracy zupełnie niepotrzebnego elementu terroru. Działania takie wobec pracownika mieszczą się w definicji mobbingu i opisane są w Kodeksach Cywilnym oraz Pracy. Dodajmy, że pojęcie mobbingu jest na tyle szerokie, że stosuje się je także dla grup pracowniczych.
Powiecie państwo: „A któż z urzędników ośmieliłby się oskarżać przełożonych tak wysokiej rangi? Wkraczasz autorze w opary absurdu!”. A jednak, ktoś te poufne rozporządzenia rok po roku ujawnia, ktoś inny może akurat przechodzi właśnie na emeryturę i już mu wszystko jedno. Dlatego, jeśli niniejszy tekst wpadnie przypadkiem w oko komuś z Ministerstwa Finansów, niech łaskawie podszepnie on swym szefom, żeby już lepiej tych "norm wydajnościowych" wobec kontrolerów w życie nie wprowadzać. Raz, bo sprawa się wydała, a dwa, bo świat, niczym kobieta, zmiennnym jest, coś zawsze się może odwrócić i któregoś dnia urzędnicy nagle przestaną być bezkarni. Po co więc ryzykować. Dopowiem jeszcze, choć to pewnie głos na puszczy, że wzmiankowane wytyczne są kontrproduktywne, bo nasi obywatele już teraz są ogoleni do gołej skóry i jeszcze oskalpowani na dodatek. Dowodem na to jest wyprowadzenie się z Polski za granicę, i to tylko w ostatnim czasie, 60 tysięcy drobnych firm. Natomiast te 10 miliardów euro, wyprowadzanych w naszego kraju co roku przez wielkie koncerny i korporacje, wcale nie musi opuszczać nas tak całkiem bezpodatkowo. Już nawet Komisja Europejska zwróciła uwagę, na tę przesadną naszą uprzejmość fiskalną wobec cudzoziemskich gigantów i pogroziła palcem.
Ponieważ podobne „wytyczne” funkcjonują także w Policji Państwowej, której funkcjonariusze muszą „przynieść na komisariat” konkretną ilość mandatów drogowych, mówimy nie o pojedynczym wybryku urzędniczym, lecz, jak się zdaje, swoistej cesze naszej postniewolniczej mentalności, która każe mam postrzegać bliźnich jako potencjalny łup. Zdaje się, że po przejściu przez Morze Czerwone czeka nas jeszcze sporo lat krążenia po pustyni.
Poniżej obiecany tekst z sierpnia 2013 r.
-----------------------
Symptom okupacji
Usłyszałem plotkę, iż Ministerstwo Finansów w wytycznych dla urzędów skarbowych domaga się, by ich kontrole przynajmniej w 70% kończyły się ukaraniem podatnika. Mimo bagażu doświadczeń przypominających o traktowania nas przez „nasze” świeżo odzyskane państwo jak zwierzynę łowną w igraszkach feudałów, nie uwierzyłem. Uznałem wiadomość za grubymi nićmi szyte pomówienie ekipy Jacka Vincenta, słabej intelektualnie i organizacyjnie, ale przecież nie aż tak bezczelnie i jawnie… przestępczej. Szybka weryfikacja owej pogłoski nie była możliwa, jako że tego typu ministerialne druki wewnętrzne nie są ujawniane prostym podatnikom.
Kilka dni później napisał o tym na swoim blogu Paweł Piskorski. Wciąż nie wierzyłem, ot coś bredzi – pomyślałem sobie – sfrustrowany, w zasadzie były już polityk, który być może sam ma kłopoty z Urzędem Skarbowym, co skądinąd pachniało by aktem sprawiedliwości dziejowej. Tymczasem 5 sierpnia rano w radiu PiN wzmiankowaną pogłoskę potwierdził prof. Witold Orłowski, bądź co bądź doradca ekonomiczny prezydentów, premierów, a nawet samej Komisji Europejskiej.
Profesor – przyznać trzeba – sprawiał wrażenie człeka zbulwersowanego omawianym dokumentem. W audycji zaproszeni goście podkreślili, że prawo jest już tak skomplikowane i niejasne, że zarzucić jakieś nieprawidłowości można praktycznie każdemu, oraz, że przedmiotem represyjnych działań kontrolnych są zwykle przedsiębiorcy mali, bo wielcy gracze, a zwłaszcza międzynarodowe koncerny swobodnie grają administracji fiskalnej na nosach. Moim zdaniem, pan Profesor oraz jego rozmówcy nie wyczerpali wniosków jakie wynikają z tego ministerialnego druku. Dopowiem je zatem.
Ustanawiając parytety penalizacyjne organ państwa ogłasza désintéressement kategorią prawdy obiektywnej, odrywa karę od winy i miesza logicznie tryb potencjalny z realnym. W gruncie rzeczy procedura kontrolna jawi się w tych realiach jako całkiem już zbędna, można by ją śmiało zastąpić kołem fortuny lub dziecięcą wyliczanką. Organ ten dodatkowo dezerteruje z misji wychowawczej, którą powinien spełniać poprzez nakładanie sprawiedliwych sankcji karnych.
Upadek państwa zaczyna się gdy podważone zostają podstawy systemu wartości i poczucia wspólnoty. Państwa powstają zresztą głównie po to by chronić przed wrogiem zewnętrznym i przestępczością. Wiara, że zagrożeniem są dla nas przestępcy, a państwo ma nas przed nimi bronić, to podstawa normalnego życia społecznego na tym poziomie jego organizacji. Jeśli zaczyna być odwrotnie, to takie państwo nie ma sensu, a ludzie zaczynają żałować, że powołali go do życia. Tymczasem „nasze” państwo właśnie ogłosiło swoim urzędnikom komunikat, który można wyłożyć tak oto:
Nie interesuje nas stan faktyczny, nie zważajcie zatem czy obywatele są uczciwi, czy nie, macie ich rabować, łupić, golić do gołej skóry. Ktokolwiek coś wyprodukuje, albo wykona jakąś usługę niech nie będzie pewny dnia ani godziny. I tak w końcu do niego przyjdziecie, a on będzie na was czekał jak na czekistów za pięknych lat towarzysza Stalina, aż w końcu gdy już się pojawicie odetchnie z ulgą; nie trzeba martwić się dłużej, wreszcie dosięgła mnie surowa ręka sprawiedliwości - powie. Czy czujecie tę władzę, tę rozkosz… 70%, wiemy, że zostawiamy Wam, drogie dzieci, mały margines, ledwie 30% na łapówki, cóż, musicie zrozumieć, kryzys.
Ze społeczeństwem zaś władzuchna komunikuje się w taki, mniej więcej, sposób:
Róbta, co chceta, w gruncie rzeczy nie interesuje nas stopień waszej winy (w oczach Cara i tak każdy jest winny), ani rachunek kosztów społecznych – toż to nie nasze koszty. Zorientowaliście się już ludeczkowie, że jesteście w pułapce? To dobrze, nie będzie nieporozumień. Zastawiamy na was sidła, tworzymy sprzeczne interpretacje, odpowiedzialność zbiorową(patrz np. solidarna odpowiedzialność za WAT). Wiecie już, że my celowo tak mącimy prawo, piszemy niespójne przepisy… Liczy się tylko wydajność, jesteśmy skłonni dla kilku groszy zbankrutować was, zapędzić do niewoli bankowej wasze rodziny, bo nas nie obchodzicie. Jesteście ludzką mierzwą, bydłem i motłochem, a żyjecie i funkcjonujecie jedynie dla naszej wygody. W tym kraju zawsze tak było i zawsze tak będzie.
Otóż nie będzie. Zaprawdę, zapowiadam Wam– twórcy tego bezprawia – na tym świecie czeka was tylko wzgarda, a w przyszłości więzienia. Polacy zawsze jednoczą się i powstają gdy zrozumieją, że rządzą nimi okupanci. Czasem trwa to trochę długo, bo nie jesteśmy zbyt spostrzegawczy, ale jak już zrozumiemy, to nie chciałbym być w waszej skórze. A właśnie chyba jakby coś zaczynamy rozumieć.
[7.08.2013 07:56]


Komentarze
Pokaż komentarze