Nasz kraj, jak wszyscy wiemy, udręczony jest dobrobytem. Ludzie stali się zwyczajnie zbyt bogaci, a co za dużo, to nie zdrowo. Fiskus patrzy przez palce na nasze odrażająco wysokie zarobki i twierdzi, że religia zabrania mu dotykać cudzych pieniędzy. Rząd też wzdraga się by nas osłabiać finansowo, czego dowodem jest niemoralnie wysoka kwota wolna od podatku. Nic dziwnego, że Polacy opływają w dostatki i już sami nie wiedzą na co mają wydawać kasę, a ile może być na świecie oceanicznych jachtów i brytyjskich klubów futbolowych. Obywatele Luksemburga i Norwegii tłumnie przyjeżdżają do nas, by tu żyć i pracować na zmywaku, a to nie są kraje ludne, co będzie gdy o naszym raju dowiedzą się Chińczycy? W tych okolicznościach na ratunek pospieszył poseł Zbigniew Chmielowiec z czysto prawicowej partii PiS.
No dobrze, ja tu robię za ironistę, ale teraz będzie już serio, na ile to możliwe oczywiście. A zatem, ów Chmielowiec, jak czytamy w Wikipedii, inżynier sanitarny oraz posiadacz odznaki „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”, były ZSL-owiec i były burmistrz miasteczka Kolbuszowa, sławnego, jako miejsce urodzenia samego Mariana Krzaklewskiego, odkrył właśnie, co mu w Polsce najbardziej przeszkadza, co mierzi go i rani jego praworządną, sanitarną duszę. Tym czymś jest mianowicie tzw. „ekonomia współdzielenia”. W niedawnej interpelacji zapytał on resort finansów, dlaczego ten nic nie robi w kwestii tzw. „zrzutek na paliwo”. Taki kierowca, jeden z drugim, zabiera sobie bowiem w drogę pasażera i umawia się z nim na współdzielenie kosztów podróży. I co? I nic właśnie, bo kierowca-łajdak nie odprowadza podatku z tytułu osiągniętego w ten sposób przychodu. A zdarza się i tak, że kierowca weźmie więcej i na podróży wręcz zarobi. Takie oto skandale dzieją się w naszej Rzeczypospolitej!
Przedstawiciel Ministerstwa Finansów, odpowiedział coś w tym guście, że owszem, to naganne zjawisko ale jest, jak najbardziej, monitorowanie przez władze , będzie tropione i bezwzględnie likwidowane. I tu akurat przedstawicielowi władzy wierzę na słowo. Jestem niemal pewien, że już tysiące kontrolerów ma wyrabiane książeczki autostopowicza, a ministerstwo dla kamuflażu zamawia plecaki, karimaty i długowłose peruki. No i znowu zebrało mi się na kpiny, a to poważna sprawa, poważne ministerstwo i jeszcze poseł na dokładkę. A może warto do niego napisać, a nóż ktoś mu to przeczyta?
Czcigodny Panie pośle Chmielowiec, ma pan całkowitą rację, kierowca jest winien i ja też jestem. Powinienem był zapłacić podatek od pięćdziesięciu złotych, które wcisnęła mi do kieszeni palta moja ciocia-staruszka, której wydaje się, że wciąż mam jedenaście lat. I za tę rybkę, którą ofiarował, będącemu pod moją opieką dziecku, jakiś nieznany, sympatyczny wędkarz, a być może także i za chrust, na którym sobie kiedyś w lesie (państwowym!), na biwaku ugotowałem ogórkową. Z formalnego punktu widzenia, pański interpelacjodonos bez wątpienia jest prawidłowy, a życie w wymarzonym przez Pana świecie, w którym każda wymiana energii między ludźmi byłaby nadzorowana przez system fiskalny, z pewnością będzie urocze i pełne niewymuszonej radości … Będzie, bo przecież kiedyś Pan i Panu podobni definitywnie i nieodwołalnie zwyciężycie. Ale jest jeszcze coś ponadto, coś, co dotyczy czasu teraźniejszego, w którym totalitaryzm fiskalny jeszcze musi trochę z nami powalczyć - otóż, jest Pan, łaskawco, posłem, wybranym by stanowić prawo w kraju, z którego międzynarodowe koncerny wyprowadzają sobie co roku około 40 miliardów złotych. Mają prawo, to ich zysk, oddaliśmy im gospodarkę za perkal i koraliki dla kilku naszych przedstawicieli, więc się teraz nie czepiajmy. Tyle, że one ten zysk wywożą nieopodatkowany. Tak po prostu. Wiele zagranicznych firm jest zwolnionych nie tylko z podatku dochodowego, ale i WATu (co jest przeciwne logice tej powszechnej daniny), a taka, sieć kawiarni Starbucks, zwolniona jest ponoć nawet (podaję to za prezesem ZPiP) z obowiązku płacenia ZUSu za swoich pracowników. Ministerstwo, do którego skierował Pan wzmiankowaną interpelację, zwolniło te, konkurujące na „wolnym rynku”, firmy, bo taki miało kaprys. Rodzimi przedsiębiorcy mogą liczyć najwyżej na zwolnienia chorobowe w powodu rozstroju nerwowego, jeśli rzecz jasna, na płacenie tego nieszczęsnego ZUSu jeszcze ich stać. Skomplikowane prawo, za które Pan współodpowiada, i restrykcyjna polityka kontrolna, doprowadziły w ostatnim czasie do emigracji biznesowej około 60 tysięcy drobnych firm. Była to podobno sól tej ziemi. Podatków od tej soli już sobie też nie poliżemy. Nie ma sprawy, dzięki Panu zapłacą je kierowcy, mają przecie te swoje luksusowe lemuzyny, z pewnością stać ich.
Są tacy, Panie Pośle, którzy, gdy wszystko wali się i pali, przyszywają sobie guziki do munduru, ale Pan z pewnością tak nie czyni, Pan przecież wie, co w życiu ważne. To podobno przejaw mądrości. Wyborcy pewnie znów ją docenią.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)