Dzisiaj w Onecie wesoła nowina: „W latach 2015-2017 Warszawa wyda 74 mln zł na budowę i remont dróg rowerowych. Powstanie 15 tras o łącznej długości 80 km.” Policzmy: 925 tysięcy złotych za kilometr. No nieźle. Dla nas te kwoty są abstrakcyjne, uruchommy więc wyobraźnię: Przyjmijmy Czytelniku, że zarabiasz w okolicy średniej krajowej, czyli ok. 4 tysiące brutto, czyli ten kilometr kostki Bauma albo asfaltu o szerokość 150-250 cm, to prawie 20 lat Twojej pracy Tyle pieniędzy ile ratusz wyda na kilometr tłucznia i masy bitumicznej, przy odrobinie szczęścia zarobisz przez połowę swego zawodowego życia.
Nie jestem kosztorysantem, ale coś mi się to przydrogo zdaje. Tak samo jak wiaty tramwajowe za parę milionów, toaleta za 500 tys. słynne słupki, których ceny już nikt nie ośmiela się przypominać, itp. Skoro z władzami naszego miasta gramy w pokera. To sprawdźmy:
W ubiegłym roku w Kutnie całkowity koszt kilometra ścieżki o szerokości 250 cm wyniósł 285 tys. zł. Tę cenę można uznać za rozsądną ponieważ: „koszt położenia metra 1 m² rowerowej ścieżki bitumicznej wynosi obecnie niecałe 70 zł, natomiast cena położenia 1 m² rowerowej drogi kostkowej przekracza 80 zł.” To z artykułu p. Pawła Hyły, który walczy o ścieżki rowerowe dla Tczewa.
Jednym słowem , koszt położenia kilometra nawierzchni o szerokości 250 cm, wynosi ok. 200 tys. Reszta to roboty przygotowawcze ziemne, i końcowe – ustawienie różnych barierek i znaków; wymalowanie linii i napisów. To daje łączna cenę ok. 300 tys. W Warszawie można ją nawet trochę powiększyć z tytułu jakichś stołecznych fanaberii. Być może warunki są tu nieco trudniejsze, może trzeba więcej barierek? Tak czy siak Ratusz znów przepłaca, tym razem mniej więcej trzykrotnie. Co prawda bywało już gorzej, ale kiedyś nie będzie komu jeździć po tych ścieżkach, bo nas wcześniej ze złości na takich „gospodarzy” szlak najjaśniejszy trafi.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)