Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 22 maja 2014 r.

Krasiński o Pileckim

1231 5 0 A A A

                 Sześćdziesiąt sześć lat temu, 25 maja 1948 r. [1] w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wykonano  egzekucję na  Bohaterze Polski Niepodległej  -  rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

Poniżej  zamieszczam fragmenty  z książki Janusza Krasińskiego pt.: „Na stracenie”
(edycje: Zakład Wydawniczy  „Versus” 1992,  Wydawnictwo ARCANA  2006). [2]
Miejscem fabuły  jest   jedna z cel  w więzieniu na ul. Rakowieckiej w Warszawie w 1948 roku.
Przypisy, których numerację  umieściłem w nawiasach kwadratowych  […],  są mojego autorstwa.

                „Bo wiesz, córka Ryszarda to … wspaniała dziewczyna. Niezwykle urodziwa i inteligentna. Niestety, zakochała się w partyjniaku.
- Ooo! – jęknął Szymon.[3]
- Otóż tak. Dla Ryszarda to straszny cios. Ten przedziwny romans… Ukrywano to przed nim. I matka,
i córka. Dowiedział się dopiero po sprawie. To było gorsze dla niego niż sam wyrok.. I wyobraź sobie,
że on mi zazdrości, a wiesz czego? Że moja córka siedzi tu piętro niżej razem ze swoją matką. I ja to rozumiem. Ale nie o tym chciałem z tobą mówić. Bo… nie wiem, czy wiesz… W izolatce na „dziesiątce” [4] siedzi jego przyjaciel z tej samej sprawy. Kara śmierci. I jest niewielka nadzieja na to, że prezydent Bierut skorzysta z prawa łaski. Ryszard żyje pod groźbą tej egzekucji. Wie, że  każdej nocy mogą stracić jego przyjaciela. To Witold, chyba słyszałeś?

- Tak, słyszałem. Więzień Oświęcimia.
Docent Andrzej surowo ściągnął brwi.
- Więzień? No, niezupełnie.
- Nie rozumiem. Przecież siedział.
- Siedział, tak, prawie trzy lata. Ale nigdy tak naprawdę nie był aresztowany. Dostał się tam z własnej woli.
To niezwykły człowiek. Postanowił założyć w Auschwitz tajną siatkę wojskową. Zgłosił się do swojego dowódcy, wymógł pozwolenie, dał się wziąć żandarmom w jakiejś sfingowanej wpadce i dotarł tam, gdzie chciał. W dwa miesiące po upadku Francji! Otrzymywałem jego raporty. Wstrząsające…Wysyłaliśmy je przez Szwecję do Londynu. Jestem pewien, że odegrały znaczną rolę w propagandzie na rzecz przystąpienia Stanów Zjednoczonych do wojny. Bo tym niedowiarkom Amerykanom trzeba było dowodów. W głowach im się nie mogło pomieścić, ze można ludzi tysiącami zapędzać do komór gazowych [5]. Czekaj, przecież i ty tam byłeś…[6]. Powiedz mi, jak można bronić się linijką przed inwazją tyfusowych wszy? To z jego raportów. I tak mi utkwiło w pamięci.

- Nie wiem, zgarniać – odparł Szymon. – Każdy bronił się, jak mógł.
Rząd idących przed nimi zatrzymał się, aby przepuścić niosących konwie z wodą, i ruszył ponownie.
_ Nic mnie tak nie przeraza jak robactwo – rzekł pan Andrzej. – Nie nuży cię kierat? Nie?... [7].
Ale zmień nogę. W kieracie ważne jest, aby chodzić w nogę. Co to ja chciałem powiedzieć? Aha… Po upadku Francji. Dwa miesiące po upadku Francji! To tak jak po wyroku śmierci na Europę. Lagier, szpital i inwazja tyfusowych wszy… Hitler przygotowywał się do ataku na Anglię. I wyobraź sobie … około tysiąca zaprzysiężonych! Organizacja z własna łącznością, wywiadem, z radiem pod podłogą w gabinecie komendanta szpitala… i tajny sąd. Pierwszy w świecie sąd, który sądził hitlerowskich zbrodniarzy. Sowiety były jeszcze w najlepszych stosunkach z Hitlerem.
- Sąd? – zdziwiła się Szymon, znał warunki obozowe i wydawało mu się to wprost nieprawdopodobne.
 - I wykonywano wyroki?! Nigdy o tym nie słyszałem.

- Byłoby bardzo źle, gdyby każdy więzień o tym słyszał – odparł docent Andrzej.  – A wyroki… Myślisz pewnie, że tak jak na ulicach warszawy, kula w łeb i kartka z napisem „AK”. No nie… kule musiały zastąpić tyfusowe wszy. Szpital prowadził ich hodowlę. Utykano je w oczka swetra i darowywano skazanemu. Przyznam się, ze mną to wstrząsnęło. Wydawało mi się nieludzkie. Jak to, Witold, ten wspaniały człowiek wyrzucony z jakiejś obozowej funkcji za odmowę uderzenia więźnia, maczał palce w tak ohydnej sprawie! Zleca lekarzom czynność należna wyłącznie katu! Rychło jednak odeszły mnie moralne niepokoje. Wpłynęły następne raporty. Przerażające. Pewnemu konfidentowi gestapo organizacja dolała do zupy krotonowego olejku, wiesz, na laksę [8]. Zgłosił się zaraz do szpitala z bólem brzucha. Zrobiono mu zdjęcie płuc i zamieniono ze zdjęciem jakiegoś gruźlika. Po czym podsunięto je dyżurującemu esesmanowi,  a ten bez mrugnięcia okiem wstrzyknął mu fenol do żyły. Zabił go w ramach akcji oczyszczania obozu z gruźlicy. Wykonał nieświadomie wyrok tajnego sądu. No, należałby mu się za to jakiś ładny ciepły sweterek, nie sądzisz?

                Szymon czuł, że odżywają w nim nagle koszmarne obozowe wspomnienia.
- Więc dlaczego nie zlikwidowano w ten sposób największych zbrodniarzy?! – zapytał. – Doktora Mengele czy Palitzscha?!
- Ciszej! – powiedział docent Andrzej i rozejrzał się podejrzliwie. – Palitzsch? A wiesz , kto to taki?
- Wiem.  SS-Hauptscharführer  Gerhard Palitzsch, morderca dwudziestu pięciu tysięcy więźniów. Najchętniej strzelał do młodych kobiet, w brzuch albo w usta.
- Był i na niego wyrok – rzekł pan Andrzej. – Witold doniósł nam o próbie jego likwidacji. Niestety Palitzsch wyszedł z tego cało. Ukryte w sweterku wszy zabiły jego zonę. Nieszczęsny to przypadek, ale niezwykle korzystnie wpłynął na zbrodniarza. Może ocalono w ten sposób następne dwadzieścia pięć tysięcy? I nie dziw się, ze zaakceptowałem w duchu tę nieludzką metodę. Ja, który jestem przeciwny karze śmierci.
                Przeszli obok otwartego okna. Wionęło przez kraty rześkim chłodem. Były szef więziennego wywiadu zamilkł na jakiś czas, jakby szukając czegoś w pamięci.
- A „czarna skrzynka”…? Musiałeś o niej słyszeć… Gestapowska skrytka pocztowa na donosy.
- tak, pamiętam, wisiała na szrajbsztubie [9]. Nawet widziałem takich, co tam wrzucili.
- Może widziałeś i tych  co wyjmowali? To byli ludzie Witolda. Robili to na jego zlecenie. Opróżniali skrzynkę potajemnie, niszczyli co najgroźniejsze i wrzucali z powrotem te mniej szkodliwe. Wielu ludzi zawdzięcza temu życie. I to nie tylko Polaków. Niszczono donosy na Czechów, Żydów, Francuzów… nie kierowano się względami narodowościowymi ani politycznymi, bo takie były założenia tej organizacji. Ratowano, kogo się dało, nie bacząc na to, ze można było za to samemu trafić pod „czarną ścianę”[10]. Kara śmierci dla Witolda to pośmiertna zemsta nazi. Wyrok gestapo utrzymany w mocy przez polskich sędziów.
- Chyba nie za to go przecież skazali – wzdrygnął się Szymon. – To niemożliwe!
Docent Andrzej nachmurzył się.  – Tak by się wydawało – rzekł.  – gdyby nie list do premiera Cyrankiewicza. Witold miał zaszczyt siedzieć z nim razem w obozie, a nawet działać wspólnie w tej samej organizacji. Znali się więc dobrze. Mieli tez wspólnego znajomego lekarza Niemca, oskarżonego po wojnie o dokonywanie eksperymentów na więźniach – zwolnionego zresztą z braku dowodów przez angielski sąd. Rząd polski domagał się jednak jego wydania. I Witold napisał do pana premiera list w tej sprawie. Przytoczył opinie świadków, którym oskarżony uratował życie, przypomniał, że lekarz ten współdziałał z ich tajną siatką – słowem, zaangażował się w jego obronie. I niepotrzebnie się tym przypomniał. W odpowiedzi dostał propozycję dobrej państwowej posady.

Opublikowano: 22.05.2014 18:28.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale Kultura