blog Unuka
http://www.requetes.com/requete1.html
52 obserwujących
146 notek
222k odsłony
453 odsłony

Pisarz wyklęty

Wykop Skomentuj3

Drugi, to cyfra 10 000 zabitych, którą podawał Slovencik. Skąd ją wziął, jeśli jak podawał, odkryto i to częściowo, tylko trzy mogiły, a wykopano i poddano badaniu dwie czy trzy setki zwłok? Zaciekawiony, zaczynam dochodzić, co Slovencik wie naprawdę o jeńcach polskich w Rosji. Podrzucam słowa Kozielsk i Starobielsk.

- Kozielsk? - Ożywia się - Pan mi może coś o tym powiedzieć? Bo widzi pan, wśród dokumentów znalezionych u zmarłych często znajdują się kartki adresowane do Kozielska. Opowiadam, co Polacy wiedzą o Kozielsku, i obserwuję pilnie wrażenie. Pyta jeszcze to i owo, podnosi się od stołu i dzieli się wieścią z Vossem i Ohlenbuschem. Z zachowania się ich wnoszę nieodparcie, że tu w Smoleńsku, po raz pierwszy ode mnie, dowiedziano się o tajemnicy obozów oficerów polskich w Kozielsku i Starobielsku. Skąd tedy wzięła się sugerowana nam cyfra 10 000? Sądzę że spowodowały ją wiadomości otrzymane z zewnątrz, z Warszawy czy Berlina, gdzie wiedziano o 12 000 oficerach, których nie mógł się doszukać Sikorski. Okazało się, że propaganda niemiecka trzymała się jej i wtedy, gdy badania mogił wskazywały na znacznie mniejszą ilość poległych.

Wreszcie rzecz trzecia. Robiąc poszukiwania próbne w różnych miejscach lasu mieli Niemcy natrafić na ślady starszych o wiele cmentarzysk, których rozmiaru nie podobna ustalić. Na znalezionych tam resztkach ludzkich spotykano często krzyżyk i medalik jakie zwykli nosić katolicy. Żałosna ta wieść, dla Niemców dziś raczej drugorzędna, wywołuje wśród nas wielkie poruszenie. Czyżby oficerowie nasi, wymordowani w r. 1940, mieli położyć swe głowy obok zamieszkałej tu z dawna ludności polskiej, wytrzebionej jedną z czystek sowieckich, dokonanych na pogranicznych z Polską terenach?

Jakiż ogrom zagadnień zamyka tajemniczy las katyński. Radio sowieckie, powiadomione już o wyjeździe naszej delegacji, ujmuje tę sprawę w swoisty sposób iskrując w świat wiadomość, że Niemcy natrafili w pobliżu Smoleńska na stare archeologiczne wykopaliska, które tłumaczy się oszukańczo jako groby pomordowanych Polaków. Cyniczne szyderstwo miało się częściowo sprawdzić. Katyń i wszyscy w nim pochowani mieli być wyłączeni z biegu historycznych dochodzeń, a sprawa ich miała zawisnąć nad nowoczesnym światem jak mit.

Po wyczerpaniu katyńskiego tematu Niemcy wszczęli próbę nawiązania dyskusji na ogólne tematy polityczne. Wyklęte do niedawna słowo „kultura zachodnia” pada raz po raz z ich ust. Uskakuję z beznadziejnej próby objęcia Polaków i Niemców pod jednym dachem kultury i wszczynam bardziej osobistą rozmowę z tyrolskim rzeźbiarzem, którego szczera, dobroduszna twarz przemawia mi więcej do przekonania niż kulturalne tyrady Slovencika. Okazuje się, że Tyrolczyk mój jakiś czas stacjonował w Polsce, ale nic nie wie o popełnianych w niej okrucieństwach. Kiedy więc szczerze i z pewnym żalem dodaje, że nie rozumie Polaków i ich wrogiego nastawienia do Niemców, nie mogę mu odpowiedzieć, że widocznie nie rozumie i własnych rodaków. Przed północą tłumaczę się zmęczeniem i odchodzę wraz z innymi członkami delegacji. Nazajutrz rankiem wyjeżdżamy samochodami do katyńskiego lasu. Dobrze utrzymana droga wiedzie nas zrazu dorodną i bujną dość okolicą. Później gleba staje się widocznie czcza.

Las katyński jest to niewyrosły „głodny” las złożony z niewyrosłych sosen i drobnych brzóz. Falistość gruntu i skąpa roślinność spowodowała zapewne, że ludność miejscowa nazwała część lasu katyńskiego, najbliższą Smoleńskowi, „Kozimi Górami”. Sąsiadujący z nią obszar nazywa się już bardziej obrazowo „Razbojniczyj Kołodiec”. [Zbójnicka studnia/jama]. Nazwa to dawna i jeśli kto chce tchnąca fantastyczną romantyką. Bardziej nowocześnie i rzeczowo brzmi już tabliczka u wjazdu do Kozich Gór: „Miejsce wywczasów dla pracowników NKWD”.

Nie dojechawszy do mogiInego wykopaliska wysiadamy w obliczu bariery oficerów niemieckich stojących na drodze. Oficerowie salutują. Odpowiadamy uchyleniem kapeluszy. Wysłuchujemy powitalnego przemówienia jednego z wyższych oficerów o barbarzyństwie azjatyckim, pogwałceniu praw przysługującym wziętym do niewoli żołnierzom, o rycerskości wobec pokonanego. Spoglądam na paradną sylwetę mówiącego i w oczy jego towarzyszy wpatrzone w nas z niepokojem, i chyba z jakimś przestrachem, jaki oddźwięk obudza przemówienie. Czyżby oczekiwali, że usłyszą odpowiedź w tym samym duchu? Następuje jednak tylko kłopotliwe dla wszystkich milczenie. Przedstawiamy się i wchodzimy na teren mogił. Ogarnia nas jadowity i ciężki cuch trupiego rozkładu.

Kierownikiem ekshumacyjnych prac jest pułkownik rezerwy dr Buhtz, profesor medycyny sądowej uniwersytetu we Wrocławiu
[dr Gerhardt Buhtz - kierujący uniwersyteckim Instytutem Medycyny Sądowej i Kryminalistyki - kpt. rezerwy do wybuchu wojny z ZSRR, a po jej wybuchu szef służby medycznej w Grupie Armii „Środek”- w odpowiedniku stopnia majora]. Twarz jego i sposób bycia wskazuje na człowieka dawnych Niemiec i dawnej szkoły, kiedy to zawód lekarski był zobowiązaniem wobec wiedzy, a nie wobec doktryn społecznych jakiegokolwiek rodzaju.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura