Obowiązuje u nas ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Została ona przygotowana przez obecny rząd i uchwalona przez obecną koalicję.
Ustawę stosuje się chorób zakaźnych, których wykaz jest określony w załączniku do ustawy, w tym do grypy. Jej przepisy definiują epidemię jako „wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących”. Jedenastokrotny wzrost zachorowalności na grypę w porównaniu do zeszłego roku to niewątpliwie „liczba wyraźnie większa niż we wcześniejszym okresie”. Mamy więc obecnie w Polsce epidemię w rozumieniu ustawy przygotowanej i uchwalonej przez obecną władzę.
Ustawa definiuje również „stan epidemii”. Jest to sytuacja prawna wprowadzona na danym obszarze w związku z wystąpieniem epidemii w celu podjęcia określonych w ustawie działań przeciwepidemicznych i zapobiegawczych dla zminimalizowania skutków epidemii. Ustawa stanowi, że stan epidemii na obszarze województwa lub jego części ogłasza i odwołuje wojewoda na wniosek państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego. Jeżeli epidemia występuje na obszarze więcej niż jednego województwa, stan epidemii ogłasza i odwołuje Minister Zdrowia, w drodze rozporządzenia, w porozumieniu z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji, na wniosek Głównego Inspektora Sanitarnego.
Przepisy ustawy odnoszące się do stanu epidemii sformułowane są w sposób kategoryczny. Nie ma tu luzu na „uznanie administracyjne”. Jest epidemia na obszarze całego kraju, więc Główny Inspektor Sanitarny zobowiązany jest wystąpić do Ministra Zdrowia z wnioskiem o ogłoszenie stanu epidemii, a ten w porozumieniu z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji zobowiązany jest wydać odpowiednie rozporządzenie. Wszystko to powinno stać się w celu podjęcia określonych w ustawie działań przeciwepidemicznych i zapobiegawczych dla zminimalizowania skutków epidemii, takich jak między innymi (w zależności od dróg szerzenia się chorób zakaźnych oraz sytuacji epidemicznej na danym obszarze):
· nałożenie obowiązku szczepień ochronny wykraczających poza zwykły obowiązek szczepień ochronnych,
· czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się,
· czasowe ograniczenie funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy,
· zakaz organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności.
Nic takiego się jednak nie dzieje. Nasze władze ignorują uchwalone przez siebie prawo i nie korzystają z instrumentów ochrony przed epidemią. W to miejsce posługują się niewiążącymi „zaleceniami” skierowanymi do służby zdrowia, szkół i ludności.
Cała ta sprawa jak w soczewce pokazuje istotę polityki miłości. Usta pełne frazesów, a nawet i ładną ustawę można uchwalić. Elektorat to uwielbia. Ale żeby się do tego prawa później stosować? To już byłaby przesada. Trzeba by przyznać, że za późno podjęliśmy działania i, że ten kryzys jednak wydrenował nam kasę. Poza tym jaki w tym mamy interes? Lepiej rzućmy na rynek trochę szczepionek na grypę sezonową i opowiadajmy jakieś bajki o efekcie krzyżowym oraz że ludzie umierają na inne choroby. Jeżeli ktoś będzie zadawał pytania, to zrobimy z niego pisowskiego sługusa. Może uda się przeczekać, a nasz elektorat nie takie głupoty już kupował.
Tym razem wyjątkowo mam jednak nadzieję, że rzeczywistość nie zweryfikuje tej polityki zbyt brutalnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)